EDDIE’S MEAT & DELI MARKET – Zadowolony klient przyjdzie po raz drugi

Z wizytą w... marz 9, 2012 at 7:34 pm

Delikatesy, popularnie nazywane “U Eddiego” należą do najbardziej znanych i lubianych przez Polonię sklepów w Mississaudze. A pod względem kubatury – również do największych.

To nie tylko sklep, zarazem wytwórnia wędlin i garmażerki oraz piekarnia – w sumie miejsce zatrudnienia dla 45 osób. Codziennie znajdziemy tu własne świeże pieczywo, ciasta oraz sprowadzane od Mennonitów mięso, nabiał warzywa i owoce. Za wyjątkiem niedzieli “Eddie’s” czynny jest codziennie przez kilkanaście godzin w bardzo wygodnej lokalizacji przy 1575 Dundas St. East.

Wcześniej, przez wiele lat – funkcjonował gdzie indziej…  

Edward Kida (w środku) w otoczeniu rodziny rodziną

Edward Kida (w środku) w otoczeniu rodziny

- To był od zawsze biznes familijny rodziny Kida, mający swe początki jeszcze w Polsce. Jakie były kanadyjskie początki? – pytam głowy rodu, p. Edwarda Kidę.

Edward Kida: – Bardzo skromne. Przyjechaliśmy z lubelskiego, gdzie nasze wyroby zyskiwały sporą lokalną sławę. W lutym 1989 w Mississaudze powstał pierwszy mały sklep pod nazwą “Mazowsze”, przy Dundas i Kirwin. W tym fachu były to lata wolnej amerykanki, nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach. Wprawdzie wyroby wędziliśmy na farmie w Milton, ale produkcja odbywała się w ciasnym, przydomowym garażu…

- Sąsiedzi nie narzekali?

- Wręcz przeciwnie – nie mogli się doczekać, aż coś zrobimy, bo obdzielaliśmy ich hojnie. Ale z biegiem czasu na ulicy przed domem zaczęły się tworzyć takie kolejki, że trudno było przejechać samochodem. To był sygnał, że czas na przeprowadzkę. W ten sposób powstała spółka “Smok” – wytwórnia i sklep zarazem przy ulicy Wolfdale. Ale na całkowicie samodzielny biznes trzeba było poczekać do roku 1995, kiedy przenieśliśmy się, już jako “Eddie’s”, do cześciowo odremontowanego budynku przy ulicy Sedlescomb. Wcześniej była tam stolarnia, w czasie renowacji laliśmy wodą, a kurzyło się jak na wiejskim gościńcu. Oprócz wytwórni od razu pojawił się mały sklepik, ale początkowo tylko na zapleczu. Nie było łatwo, ponieważ urządzenia były drogie, a banki niezbyt chętne, by pożyczać pieniądze.

- No ale zostaliście tam aż 12 lat, stopniowo modernizując zaplecze i rozbudowując sklep.

- Tak, ale z czasem weszły nowe przepisy dotyczące produkcji wyrobów z mięsa, więc musieliśmy szukać nowego miejsca na sklep, aby przebudować starą wytwórnię. Udało się znaleźć dogodną lokalizację przy 1575 Dundas St. East, gdzie jesteśmy obecnie. 14 lipca miną dwa lata…

- To był chyba strzał w dziesiątkę: duży, nowoczesny sklep przy głównej ulicy, świetnie zaopatrzony, z bardzo przystępnymi cenami… Przy okazji większe pole do popisu dla młodszego pokolenia, które chyba powoli przejmuje stery w firmie?

 - Cała rodzina jest w biznesie: ja z żoną Jasią, dwie córki – Edyta i Gosia, syn Krzysztof oraz synowa Gosia. Można powiedzieć, że płeć piękna prowadzi sklep, a brzydsza zajmuje się produkcją. Zatrudniamy w sumie prawie 45 osób.

- Wasz sklep stawia na europejskie towary czyli powinien przyciągać klientów z Europy. Jaki jest procentowy udział nie polskiej klienteli?

- Raczej duży. Około 70% to Polacy i Ukraińcy, ale nie brakuje innych nacji, które dobrze wiedzą, po co do nas przychodzą. Na przykład Chińczykom smakuje kiełbasa domowa, salceson i kabanosy. Włosi brali dotąd karkówkę ale teraz zaczynają kupować wszystkie wyroby wędliniarskie, a Anglosasi – steki, mięsa przyprawiane, szynki Black Forest, inne wędliny oraz garmażerkę. Wielu Kanadyjczyków pyta o po chleb, którego 10 gatunków, wyłącznie na zakwasie, pieką nasi piekarze sprowadzeni z Polski na kontrakcie.

zz eddie1- Czy wyroby trafiają również do innych sklepów?

- Mamy odbiorców z około 50 sklepów delikatesowych, przede wszystkim polskich, rosyjskich i europejskich, niektórych daleko poza GTA.

- Jak to się robi, że od początku powstania firmy ma się zadowolonych i wiernych klientów?

- Trzeba ich zapytać, my nie wiemy (śmiech). Myślę, że u nas cała tajemnica to dobra jakość towaru i przystępne ceny. Mamy sprawdzonych dostawców dobrego gatunkowo mięsa, bez przerwy sprawdzamy jakość. Chwalą nas za tę świeżość. Również produkty półkowe nie mają prawa być przeterminowane.

- Każdy producent żywności – a takim jest Eddie’s – posiada takie wyroby i przysmaki, których nie mają inni. Co jest waszą wizytówką, dla której klienci przyjeżdzają z innych części miasta?

 - Dzisiaj małym asortymentem nie przyciągnie się klienta. Robimy więc wszystko – około 140 gatunków, pieczonych i tradycyjnych – ten szeroki wybór bardzo przyciąga. A wizytówką jest  hasło “100 procent mięsa w mięsie” – którego przecież sprzedajemy bardzo dużo, tonami – ponieważ takie jest zapotrzebowanie. Konserwantów nie stosujemy w ogóle! Nie dodajemy też sztucznych barwników, a więc jeśli kotlety mielone są przez to ciemniejsze, to wiadomo (choć nie każdy to wie), że są naturalne, bez dodatków.

Będąc z wizytą w Polsce zauważyłem, że atrakcyjne stają się wyroby tradycyjne i marynowne, a także wędzone sposobem domowym, więc my także coraz więcej takich wpowadzamy do sprzedaży. Te wyroby czasem nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, np. są szare, ale za to są bardzo zdrowe i smaczne.

- A co jest magnesem cenowym? Czy macie produkty, które cenowo są atrakcyjniejsze niż gdzie indziej?

- Bez przerwy negocjujemy jak najlepsze ceny u dostawców, np. miesa, a kiedy dają nam “special” wówczas dodatkowo obniżamy cenę. Klient to zauważa i docenia. Bardzo często się zdarza, że wystawiamy niektóre towary po cenach produkcji. Na dłuższą metę to się opłaca, bo nie ma lepszej reklamy, niż zadowolony klient. Zadowolony klient przyjdzie po raz drugi – ot i cały sukces. Oprócz tego – u producenta przecież zawsze taniej. A w dodatku jesteśmy firmą usługową, a więc staramy się wykonać wszystko, co klient zamówi – i na rodzinny obiad i na większe przyjecie.

- “Eddie’s” znany jest też z rozdawania za darmo.

- Na Wielkanoc dodajemy kiełbasę i inne prezenty do koszyczka. Każdy klient może sobie zabrać  darmo kości wędzone lub surowe. Rozdajemy też słoninę, a przy większych zakupach – dorzucamy – czekoladę.

Ponadto, na życzenie klienta, przyprawiamy przy nim na miejscu mięsa pieczeniowe czy grillowe, karkówki, schaby…  Przyprawiamy wszystko, a mięso pakujemy próżniowo. Takich zamówień jest naprawde wiele.

- Jak to jest z tymi Mennonitami? Czy rzeczywiście jajko od nich znosi kura, która chodzi sobie gdzie chce i nie karmi się sztuczną paszą?

- Dopóki cywilizacja ich nie zniszczy, ciągle jeszcze produkują zdrową żywność – bez nawozów, bez chemii i w podziwu godnym trudzie fizycznym. Ale mechanizacja zwycięża i ręczna uprawa przestanie im się kiedyś opłacać. Niektórzy już mają traktory i lodówki. Dla nas produkują tony różnorodnych produktów: cielęcinę, jaja, sezonowo indyki. Ostatnio przestawiają się coraz bardziej z warzyw na produkcję mięsa, otwierają chów kaczek, gęsi, indyków oraz rzeźnię. Mennonici tylko na potrzeby naszego sklepu sadzą 10 tysięcy główek kapusty. Ręcznie je wycinają, chwasty pielą gracką, jedyny ich nawóz to obornik. Mam ogromny podziw dla tych strasznie spracowanych rąk.

- Nie ma rolników, którzy ich naśladują?

- Są, ale mają potrójne ceny i wąskie specjalizacje.

- Na jakie największe problemy natyka się dzisiaj w Kanadzie producent żywności? Czy jest to malejący popyt, rosnąca konkurencja czy może biurokratyczne przepisy, na które skarży się wielu?

- W tym biznesie już dawno skończyła się wolna amerykanka, o której wspominałem wcześniej. Kiedyś inspekcje sprowadzały się jedynie do kontroli tego, czy w masarni nie ma myszy lub insektów. Dzisiaj pojawia się coraz więcej rygorów i ci, którzy im nie sprostają, odpadają z rynku. Muszą być oddzielne pomieszczenia na surowe czy wędzone mięso, pojawia się coraz więcej przepisów. W Kanadzie w tej dziedzinie zaczyna panować ład i porządek, co – nawiasem mówiąc – w Polsce od dawna jest normą. Po prostu trzeba się trzymać przepisów.

 - Dziękuję za rozmowę i życzę hucznego jubileuszu.

 

Z Edwardem Kidą z Eddie’s Meat & Deli Market 

rozmawiał Tomasz Piwowarek