Dziecko? To nie dla mnie

Polonijne to i owo Series kwie 12, 2012 at 1:43 pm
Są kobiety, które nie czują instynktu macierzyństwa. Tak było też w przypadku Grażyny. Posłuchajmy…
Wyszłam za Jarka z miłości, choć jak dzisiaj myślę, raczej z zakochania i pod wpływem nieustającej żądzy do niego. Ale zgrabniej to było nazwać miłością i pod płaszczykiem formalnego związku nareszcie móc razem zamieszkać, za pełnym przyzwoleniem rodziców. Biorąc ślub, miałam tylko 20 lat. Pierwszy rok studiów, bez mieszkania, bez pieniędzy, a jednak daliśmy radę. Wynajmowany pokój z kuchnią nie był szczytem marzeń, ale mogliśmy w nim nareszcie być tylko sami i do woli się kochać – kiedy chcemy i jak chcemy.
Wyszaleć się na zapas
Po czterech latach miałam już stabilną pracę w jednym z oddziałów Royal Bank. Jarek pracował w Bell Canada, wzięliśmy więc kredyt na własny dom. O dzieciach jeszcze nie myśleliśmy – mieliśmy zamiar najpierw nacieszyć się życiem tylko we dwójkę. I korzystaliśmy z niego – niemal wszystkie weekendy spędzaliśmy poza domem, na domówkach, klubowych imprezach, wyjazdach ze znajomymi.
Bawiliśmy się do upadłego, tak jakbyśmy chcieli wyszaleć się na zapas. Po roku balowania Jarek poprosił, abyśmy trochę przystopowali.
– Wiesz, my właściwie nie żyjemy jak mąż i żona, ale jak para kumpli. A przecież chyba nie o to nam chodziło, prawda? – zapytał.
Przytaknęłam, jednak nie zamierzałam zrezygnować z przyjemności, które dawały pieniądze i brak zobowiązań w postaci maluszków biegających po domu. Wystarczyło mi popatrzeć na starszą siostrę, która już od kilku lat zagrzebana była w te wszystkie pieluchy, śpioszki, smoczki, wózki. I mimo, że moi siostrzeńcy byli naprawdę słodcy, przebywanie z nimi 24 godziny na dobę, wydawało mi się poświęceniem ponad siły. Nie chciałam tak żyć.
Kiedy Jarek przebąkiwał o dzieciach, wymigiwałam się od odpowiedzi. Nie było szansy na wpadkę – brałam pigułki od kilku lat. Nie sądziłam tylko, że mój mąż wpadnie na taki pomysł…
Przecież co wieczór brałam pigułkę!
Stało się – pewnego dnia nie dostałam miesiączki. Kupiłam test i zobaczywszy wynik, wpadłam w panikę. To niemożliwe, pomyślałam, przecież co wieczór łykałam pigułkę!
Chcąc nie chcąc, podzieliłam się wiadomością z Jarkiem. On, w przeciwieństwie do mnie, miał rozanieloną minę. Od razu zaczął mi mówić, jak to będzie świetnie z maleństwem na świecie, jaką będę dobrą mamusią, a on troskliwym ojcem. Nie słuchałam go, bo nagle coś mnie tknęło i pobiegłam do sypialni. Z szuflady nocnej szafki wyjęłam opakowanie z pigułkami. I zobaczyłam na własne oczy: to nie były moje pigułki! Te, które trzymałam w ręce, były mniejsze i jaśniejsze. – Co to jest? – zapytałam Jarka, wpół słowa przerywając jego opowieści o dzidziusiu.
Popatrzył i nic nie powiedział. Powtórzyłam pytanie, a wtedy zaczął mówić, wyjaśniać i przepraszać, że się do tego posunął, ale bał się, że ja już nigdy z własnej woli nie będę chciała zajść w ciążę. Co zrobił? Po prostu zamienił moje pigułki na witaminy.
Nadal nie myślę o dzieciach
Nie chciałam go słuchać. Wybiegłam z domu i chodząc po ulicach, zastanawiałam się, co mam zrobić. Nie pragnęłam dziecka. Nie czułam w sobie potrzeby macierzyństwa, obawiałam się, że nie podołam obowiązkom. Dlaczego człowiek, któremu tak bardzo ufałam i który przecież mnie znał, odważył się na coś takiego?
Możecie mnie uznać za zwyrodniałą kobietę, ale nie urodziłam tego dziecka. Nie mogłam i już. Nie chciałam także żyć dalej z partnerem, który w ogóle nie liczył się z moimi potrzebami.
Dziś jestem sama. Nadal nie chcę mieć dzieci. Rozwijam się zawodowo, cieszę życiem i z daleka omijam facetów, którzy deklarują chęć posiadania dzieci. Nie wszyscy muszą je mieć. A instynkt macierzyński to zwyczajny wymysł. Ja go w sobie nie czuję i bardziej skrzywdziłabym dziecko, wydając je na świat.