Śmierć na raty

Polonijne to i owo Series kwie 27, 2012 at 4:41 am

Krystian dwa miesiące temu stracił dziewczynę, która po odchudzającej terapii wpadła w sidła anoreksji i zmarła z wycieńczenia. Przedstawia wam ku przestrodze swoją historię…

“Bardzo proszę o opublikowanie mojego listu – traktuję to jako sposób na oczyszczenie i zapomnienie o tym, co się stało, choć pewnie nigdy nie uda mi się odzyskać spokoju zupełnie. Chciałbym również przestrzec wszystkie kobiety przed stosowaniem radykalnych metod odchudzających, które mogą skończyć się tragedią. Ja przekonałem się o tym na własnej skórze, ich ofiarą stała się moja ukochana Julka – anioł na ziemi. Pamiętam, jakby to było przed sekundą, jak pięknie wyglądała, gdy się uśmiechała albo z czegoś bardzo cieszyła. Patrzę teraz na jej zdjęcie i płaczę. Już nigdy nie ujrzę tego pięknego, śnieżnobiałego uśmiechu i tych pięknych czerwonych ust. Mojego bólu i tego, co teraz przeżywam, nie da się opisać słowami. I nikomu nie życzę takiego dramatu, tej bolącej ciszy, samotności…

Z Julką znamy się jeszcze ze szkoły średniej, to była pierwsza, najpiękniejsza miłość. Jeszcze przed liceum wiedzieliśmy, że będziemy ze sobą na zawsze. Kiedy mój wujek z Toronto zadzwonił, że jest możliwość legalnego załatwienia rocznej wizy pracy, podjęliśmy z Julką decyzję, że pojedziemy na rok do Kanady, dorobimy się trochę, odłożymy i wrócimy. Potem weźmiemy ślub i razem pójdziemy na studia. Nasi rodzice byli przeciwni temu pomysłowi, ale my naprawdę chcieliśmy udowodnić, że sobie poradzimy.

Niestety, w Toronto nie było już tak kolorowo. Zaraz po naszym przylocie, wujek dostał wylewu i zaraz potem zmarł. Na początku żyliśmy z tego, co ja dorobiłem na budowach. Na szczęście, po miesiącu znalazłem w końcu pracę jako dostawca pizzy, ale Julka jakoś nie miała szczęścia – albo ją przyjmowali i wykorzystywali, a ona nie wytrzymywała 15-godzinnego trybu pracy i rezygnowała, albo sami ją wyrzucali. Ona była taka delikatna, filigranowa, nie pasowała tam, do tych garów. Poradziłem jej, żeby wykorzystała certyfikaty z angielskiego i znalazła jakąś normalną pracę. Niestety, przez pół roku chodziła od drzwi do drzwi i nigdzie jej nie chcieli. Popadła przez to w straszną depresję, potrafiła całe dnie siedzieć pod kocem w domu, oglądać telewizję i jeść. Nawet nie zauważyłem, kiedy zaczęła w zastraszającym tempie tyć. W kilka miesięcy przytyła około 20 kg, bardzo się zmieniła, nie malowała się już, na nic nie miała siły. W końcu jednak los się do niej uśmiechnął i zadzwonili z firmy, do której wcześniej złożyła CV. Chcieli, żeby pracowała jako recepcjonistka w agencji reklamowej. Jaka była jej radość, kiedy o tym się dowiedziała! Wstąpił w nią nowy duch, znów się uśmiechała i była moją dawną Gośką. Niestety, już po tygodniu znowu wpadła w zły nastrój. Tłumaczyła, że nie pasuje do tych pięknych, bogatych, młodych ludzi, wszystkie koleżanki z pracy świetnie wyglądają i są szczupłe. Ja tłumaczyłem Julce, że kocham ją taką, jaką jest, a nawet teraz mi się bardziej podoba, bo nabrała ponętnych kształtów. Zresztą, uwielbiałem ją za to, jaka była, nie jak wyglądała. Ona jednak uparła się, że musi się odchudzić. Przeszukała cały Internet i znalazła jakieś tabletki na odchudzanie, które zaczęła łykać w ogromnych ilościach. Cały czas ją mdliło, bolała ją głowa i bardzo źle wyglądała, ale przekonywała mnie, że przemęczy się dwa tygodnie, a później będzie lepiej. Ja głupi jej uwierzyłem, bo co miałem zrobić? Jej nie dało się niczego zabronić. Poza tym widziałem, że zależy jej na tej pracy i nie chciałem, żeby znowu popadła w depresję!!! Nawet nie zauważyłem, jak minęły dwa tygodnie, a ona coraz bardziej się angażowała w swoje odchudzanie, prawie nic nie jadła.

Na tych tabletkach żyła przez jakieś cztery miesiące, później zabroniłem jej ich stosowania i zagroziłem, że wyślę ją do domu, do rodziców i opowiem im o wszystkim. Już wtedy Julka wyglądała bardzo źle i ważyła mniej niż kiedykolwiek. Niestety, mimo że nie zażywała już tabletek, nadal się odchudzała. Na początku jednak przeżywała okropne, przerażające stany detoksu po nich. Była po prostu uzależniona. Jednak jej silna wola spowodowała, że nadal nic nie jadła, potrafiła tylko pić wodę mineralną i jeść same pomarańcze. Jej skóra była przezroczysta i widać było pod nią, na całym ciele, takie małe żyłki. Zaczęły jej też wypadać włosy, choć lekarz, do którego z nią jeździłem, mówił, że to od tabletek.

Gdy Julka nie była już w stanie pracować, postanowiłem wrócić do Polski. Jej rodzice już wcześniej słyszeli o problemach, ale razem stwierdziliśmy, że w Kanadzie będzie lepsza opieka lekarska. Niestety, nikt nie był w stanie sobie z nią poradzić – ani w Polsce, ani tam. W Polsce Julka spędziła kilka tygodni w różnych klinikach, ważyła naprawdę mało i była skrajnie wycieńczona. Kochałem ją tak bardzo, pomagałem, pielęgnowałem, choć nasz związek już nie istniał. Była tylko anoreksja, wojna o tabletki i ja, który musiałem się z tym zmierzyć.

Julka zmarła dwa miesiące temu. Ostatnie dni swojego życia spędziła w dresie i kilku swetrach, siedząc nieruchomo przed telewizorem i jedząc przez cały dzień, wpychając w siebie na moją prośbę ćwiartkę puszki groszku. Być może żyłaby jeszcze, gdyby nie to, co zrobiła pod moją nieobecność – gdy byłem w pracy kupowała tabletki. Wszystkie, jakie były w Internecie. W końcu jej serce nie wytrzymało. Gdy wróciłem do domu, już jej nie było. Nie pomogła akcja reanimacyjna.

W Polsce byłem od tej chwili tylko raz – na pogrzebie mojej wielkiej życiowej miłości. Od razu potem wróciłem do Toronto, choć rodzice bardzo chcieli, żebym przyjechał do kraju i zaczął nowe życie. Chciałbym to zrobić, tu wszystko przypomina mi ją, ale boję się, że jak wrócę, utrącę to, co mi po niej pozostało. Nasze wspólne mieszkanie, park, do którego chodziliśmy na spacery i nasze małe ulubione kino na Roncesvalles. Stąd mam najwięcej wspólnych wspomnień – i tych dobrych, i złych.

Teraz wiem tylko jedno – nigdy nie podaruję sobie, że pozwoliłem Julce odejść. Mogłem jej lepiej pilnować, jakoś zareagować, ale gdy dziewczyna mówi facetowi, że będzie się odchudzać, on to traktuje jako kolejną zachciankę i myśli, że za tydzień wyskoczą na megappizzę i będą świętować koniec diety. Tak wcześniej było również z Julką, ale niestety, tabletki i marzenia o chudości stały się silniejsze.

Nie wiem, czy kogokolwiek obchodzi moja historia, nie chcę, żebyście mnie oceniali. To wszystko tak ku przestrodze. Nie dajcie się dietom i cieszcie się życiem. Nie warto go marnować dla kilku kilogramów mniej”.

Jeśli chcesz podzielić się z Czytelniczkami Wiadomości swoją historią napisz na adres: [email protected]

Gwarantujemy anonimowość.

Ilona G.