Córeczka tatusia

Polonijne to i owo Series maj 4, 2012 at 7:41 am

Dzisiaj mam dla Państwa list naszej Czytelniczki. Wszelkie uwagi i komentarze proszę przesyłać na mój adres emailowy: [email protected]

Czytam regularnie Polonijne To i Owo w waszym tygodniku. Poruszacie ciekawe sprawy, ale jak dotąd nie znalazłam historii podobnej do tej, którą chciałabym się z wami podzielić. Proszę o opublikowanie mojego listu – może ktoś z Czytelników, będzie w stanie mi pomóc, doradzić.

Mieszkam w Kanadzie od 30 lat. Tu wyszłam za mąż i tutaj urodziła się moja córka Beata. Nigdy nie narzekałam na brak pieniędzy – mąż pracował jako kierowca trucka, a ja prawie od samego początku pobytu w Kanadzie zatrudniona byłam w fabryce plastikowych opakowań. Zarabialiśmy dobrze i dlatego kiedy zaszłam w ciążę stać nas było na to, bym zrezygnowała z pracy. Kiedy urodziła się Beata cała moja energia była skierowana na nią. Od najmłodszych lat była bardzo rezolutnym dzieckiem. Jak tylko zaczęła mówić, zadawała setki pytań. Przyznam się, że czasem brakowało mi cierpliwości. Zwyczajnie padałam ze zmęczenia po całym dniu spędzonym z moją gadatliwą i ciekawską córką, obarczona na dodatek wszystkimi domowymi obowiązkami. Mąż wracał z trasy tylko na weekendy i wtedy zajmował się córką, jakby chciał jej zrekompensować kilkudniową nieobecność. Dosyć szybko stał się dla niej jedynym autorytetem. Kiedy Beata poszła do high school w naszym małżeństwie coś zaczęło się psuć. Mąż stał się małomówny, zamknięty w sobie. Moje pytania o powody takiego zachowania zbywał zdawkowymi odpowiedziami. Ja z kolei zrzucałam to na karb zmęczenia po tylu godzinach siedzenia za kierownicą. Beata coraz częściej zarzucała mi, że nie mogą się z nim dogadać. Oddaliłyśmy się od siebie do tego stopnia, że w ciągu tygodnia kiedy męża nie było w domu, moja córka zaraz po przyjściu ze szkoły zamykała się w pokoju i siedziała tak całymi popołudniami. Nie jadła przygotowanych przeze mnie posiłków twierdząc, że moja kuchnia jest niezdrowa, w końcu oświadczyła, że przeszła na wegetarianizm i sama będzie dbała o swoje menu.

Próbowałam rozmawiać na temat Beaty z mężem, ale usłyszałam tylko, że to wszystko moja wina. On jest przecież ciągle poza domem, więc ja wychowałam naszą córkę na snobkę zapatrzoną tylko we własne potrzeby. Było mi przykro, bo przecież dla dobra ich dwojga poświęciłam się całkowicie. Zrezygnowałam z pracy, dbałam by nasz dom był miejscem, do którego zawsze chętnie się wraca.

Nie wiedziałam, gdzie popełniłam błąd, czułam tylko, że tracę dwie najbliższe mi osoby. Postanowiłam walczyć o dobro mojej rodziny. Zaproponowałam Beacie i mężowi wspólny wyjazd na weekend do wynajętego nad Georgian Bay ośrodka wczasowego. Po wielkich oporach córka się zgodziła, ale mąż w ostatniej chwili zrezygnował tłumacząc się, że musi zrobić przegląd swojego trucka. Pojechałyśmy więc obie. Już pierwszego wieczoru doszło między nami do potwornej kłótni. Widząc, że nie ma możliwości na normalne relacje z córką, postanowiłam wrócić do Toronto. Beata została ze spotkaną dzień wcześniej grupą przyjaciół. W domu czekała mnie niemiła niespodzianka – mój mąż zabawiał się w łóżku z młodą kobietą! W tej jednej chwili runął cały mój świat. Zrozumiałam jak bardzo byłam naiwna i ślepa, nie podejrzewając, że za dziwnym zachowaniem Bogdana kryje się inna kobieta.

Wniosłam sprawę o rozwód, Beata zamieszkała ze mną. Myślałam, że od tej pory nasze stosunki ulegną poprawie. Stało się jednak inaczej. Moja jedyna córka obwinia mnie o rozpad mojego małżeństwa. Twierdzi, że jestem niedorajdą życiową, która nie potrafiła utrzymać przy sobie mężczyzny.  Że zamiast siedzieć w garach i sprzątać dom powinnam zadbać o siebie, chodzić do fryzjera, kosmetyczki, ubierać się w najmodniejsze ciuchy. A ja byłam kurą domową, z którą wstyd było gdziekolwiek się pokazać. Nie dziwota więc, że mój mąż znalazł sobie zadbaną i reprezentacyją kobietę.

Bogdan na weekendy zabiera Beatę do siebie, obsypuje prezentami, a ostatnio zapytał, czy zgodzi się być świadkiem na jego ślubie!

Nie mam już sił, by walczyć o miłość mojego dziecka. Byłam u psychologa, który zaproponował rodzinną terapię, ale Beata nie chce się zgodzić. Dwa dni temu oświadczyła, że już niedługo będzie pełnoletnia i wtedy przeprowadzi się do ojca.

Jestem bezsilna i nie chce mi się żyć. Nie wiem, gdzie szukać pomocy. Nie wiem, czy uda mi się kiedykolwiek odzyskać moje dziecko. Ale wiem jedno – nie warto poświęcać się bez reszty. Nawet dla najbliższej rodziny.

Ilona Girzewska