Taksówkarz skazany za okaleczenie Polaka

Series maj 8, 2012 at 8:08 am

Krzysztof w szpitalu, obok ojciec Jerzy. Foto: Toronto Star

Taksówkarz Sultan Ahmed oskarżony o umyślne najechanie polskiego rowerzysty w Toronto uznany został 7 czerwca winnym zaniedbania z kryminalnym skutkiem, powodującego uszczerbek na zdrowiu.

W efekcie jego manewru po kłótni z Polakiem, taksówkarz gwałtownie cofnął przygważdzając rowerzystę do ulicznego słupa. W wyniku bardzo ciężkich obrażeń Polak stracił nogę, ale taksówkarz utrzymywał że doszło do wypadku nieumyślnego.  

+++

W sądzie w Toronto doszło do rozprawy przeciwko taksówkarzowi z Beck Taxi, który z premedytacją (według zarzutów) spowodował obrażenia polskiego rowerzysty, w efekcie których musiano amputować mu nogę.

Do wydarzeń doszło w listopadzie 2008 roku, późno w nocy. Jak zeznał 38-letni dziś taksówkarz Sultan Ahmed – jechał on na południe Dovercourt Rd., gdy jądący na rowerze 36-letni Krzysztof Kasztelewicz przy skrzyżówaniu z Argyle St. zajechał mu drogę, zmuszając do raptownego hamowania. Polak spadł z roweru na asfaltową jezdnię, a taksówkarz omijał go, gdy usłyszał wołanie z prośbą o zatrzymanie się

- Zatrzymałem się przy krawężniku – zeznał w sądzie Ahmed poprzez tłumacza z języka Urdu. – Wtedy on podszedł do okna. Był bardzo zły, krzyczał i przeklinał. Myślałem, że chce mnie zabić. Otworzył drzwi samochodu i wyciągnąl mnie na zewnątrz, uderzając dwukrotnie w twarz i kopiąc dwa razy w klatkę piersiową, aż upadłem na ziemię.

Oskarżony taksówkarz w sądzie

Następnie Ahmed zeznał, że udało mu się wskoczyć do taksówki i włączyć wsteczny bieg, aby uciec. – Poczułem, że uderzyłem w słup lub coś w tym rodzaju. Dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że mógł to być człowiek, ale bałem się sprawdzić, gdyż mógł mieć broń.

Zeznający wcześniej Kasztelewicz, były entuzjasta kolarstwa przełajowego,  zapewniał w sądzie, że to taksówkarz był osobą agresywną i przeklinającą. Wdał się z nim początkowo wymianę zdań ale szybko orientując się, że  taksówkarz mówił bez przerwy w nieznanym języku, Polak zrezygnował z dyskusji i udał się w kierunku roweru opartego o uliczną lampę. Nie pamięta czy do niej dotarł…

Podczas gwałtownego, umyślnego cofania, taksówkarz potracił rowerzystę miażdżąc mu prawą nogę przy ulicznym słupie, po czym natychmiast odjechał. Ze względu na zupełnie uszkodzoną aortę, nogę amputowano na wysokości kolana.

Ahmed po trzech godzinach od wypadku zdecydował się pojechać na policję i przedstawić swoją wersję wydarzeń. Ustalono jednak, że w 13 minut po wypadku był w myjni, aby pozbyć się śladów krwi na karoserii. W sądzie nie przyznaje się do 6 zarzutów, m.in. do napaści czynnej (przy pomocy taksówki) na Polaka, ucieczki z miejsca wypadku oraz do zarzutów wykroczenia drogowego ze skutkiem uszkodzenia ciała.

Słup uliczny, przy którym doszło do tragicznego incydentu

Świadkowie zeznali, że słyszeli kłótnię prowadzoną bardzo podniesionymi głosami, a następnie znaleźli Kasztelewicza z prawie odciętą kończyną w kałuży krwi. Miał również pękniętą miednicę. Przez tydzień walczył ze śmiercią na oddziale intensywnej terapii, co chwila tracąc i odzyskując przytomność.

Rodzina Krzysztofa Kasztelewicza przybyła tu z Polski w roku 1986, ale później rodzice przenieśli się do Chicago.

Kolarstwo było olbrzymią pasją życiową Krzysztofa. Spędzał na rowerze każdą wolną chwilę, dającą mu poczucie wolności, które zostało odebrane – jak to określił ze łzami w oczach wobec dziennikarza z “The Globe & Mail”.

Feralnego dnia cztery lata temu Kasztelewicz, pracujący jako ochroniarz w klubie, wracał na swym wartym 5 tys. dol. rowerze ze spotkania z przyjacielem w pobliskim barze. Jego nieszczęśliwy przypadek stał się sztandarowy dla społeczności torontońskich rowerzystów, którzy od lat starają się o wprowadzenie w Toronto bardziej przychylnych przepisów dla posiadaczy jednośladów. Od czasu wypadku Krzysztof wciąż przebywa na rehabilitacji i korzysta z pomocy psychiatrycznej.