W szponach hazardu

Polonijne to i owo Series maj 11, 2012 at 7:42 am

Zbyszek i Dorota wyemigrowali do Kanady pod koniec lat osiemdziesiątych. Oboje pochodzili z małej dolnośląskiej miejscowości.Większość ich znajomych wyemigrowała do Niemiec na tzw. pochodzenie. Odwiedzali rodzinne strony kilka razy w roku, przyjeżdżając pięknymi zachodnimi samochodami i przywożąc ze sobą niedostępne wtedy w Polsce rarytasy, budząc zazdrość tubylców.

Dorota i Zbyszek nie mając szans na wyjazd do Niemiec, zaczęli szukać innej możliwości. Przypadkiem dowiedzieli się o człowieku, który za opłatą załatwia zaproszenia do Kanady. Postanowili zaryzykować. Dwa miesiące później odbierali paszporty z kanadyjską wizą. Młodzi ludzie od samego początku postawili sobie za cel osiągnięcie finansowego sukcesu w kraju żywicą pachnącym. Zbyszek zatrudnił się w polonijnej firmie budowlanej, a Dorota znalazła pracę w… studio masażu. Nie chcąc się przyznać do tego swojemu chłopakowi,  okłamywała go, że pracuje w serwisie sprzątającym nocą biura. Za jej namową założyli też osobne konta w Credit Union. Po roku stać ich było na wynajęcie przyzwoitego szeregowca, a  niedługo później kupno małego domu na obrzeżach Mississaugi. Zaręczyli się i planowali huczny ślub. Powiększyli też grono znajomych, wśród których był mieszkający w Toronto Bogdan. To on właśnie uświadamiał Dorotę, że pieniądze trzymane w banku tylko się marnują, najlepiej więc pomnożyć je w bardzo łatwy sposób. Bogdan miał  opracowany – znany tylko sobie –system, który podobno pozwalał mu co tydzień wygrywać w 6/49 – odpowiedniku polskiego totolotka. W związku z tym, że inwestował mało – niewielkie były też wygrane. Przekonał więc Dorotę, by zagrali tzw. systemem za $1000 dolarów. Dziewczyna się zgodziła i o dziwo – parę dni później okazało się, że trafili 5 cyfr, co dało kwotę prawie $2500. Rozochocona kobieta – wierząc w niezawodny system Bogdana – postanowiła spróbować po raz kolejny. Tym razem do kolektury zaniosła kupon warty prawie $3000. I znowu los się do niej uśmiechnął. Nie trafiła co prawda głównej wygranej, ale gra systemowa dała ogólną kwotę około 1000 dolarów. Było to mniej, niż zainwestowana suma, ale Doroty to nie zraziło. Przez kolejne tygodnie wydawała coraz więcej, by wygrywać coraz mniej, cały czas mając nadzieję, że lada dzień stanie się milionerką. Wkrótce okazało się, że zgromadzona na bankowym koncie kwota maleje w zastraszającym tempie. Wtedy do akcji znowu wkroczył Bogdan. Zaproponował wyjazd do kasyna, twierdząc, że tam na pewno uda się odzyskać przegrane w grach liczbowych pieniądze. Wierząca w jego zdolności Dorota zgodziła się bez wahania. Z bijącym z podniecenia sercem przekraczała progi Casino Niagara. Kilka godzin później wracała do domu z portfelem grubszym o kilka tysięcy dolarów, wygranych na pięciodolarowych automatach.

I tu właściwie zaczyna się początek końca. Od tego bowiem dnia kasyno stało się dla Doroty drugim domem, a już niedługo potem – pierwszym. Spędzała tam z Bogdanem każdą wolną od pracy chwilę. Zarabiane w studio masażu pieniądze nie wpływały już na konto, lecz zasilały kasę OLG.

Najtrudniej jednak było ukrywać prawdę przed Zbyszkiem. Niewielkie wygrane pozwalały co prawda na opłacanie wspólnych rachunków, ale ciągła nieobecność dziewczyny w domu sprawiła, że Zbyszek stał się podejrzliwy. Przyciśnięty do muru Bogdan wyjawił, gdzie tak naprawdę przebywa nocami Dorota. Rozmowa między narzeczonymi nie należała do przyjemnych. Na nic zdały się prośby i groźby. Zainfekowana bakcylem hazardu Dorota postanowiła rozstać się z nierozumiejących jej potrzeb chłopakiem. Przeprowadziła się do Bogdana. W ciągu pół roku przegrała pieniądze jakie otrzymała od Zbyszka, po sprzedaży ich wspólnego domu.

Dzisiaj pracuje w serwisie sprzątającym domy. Dobrowolnie zgłosiła się na listę osób, które mają zakaz wstępu do kasyna.

Zbyszek po ośmiu latach pobytu w Kanadzie wrócił do Polski.