Modliszka

Polonijne to i owo Series maj 18, 2012 at 9:33 am

Matylda była atrakcyjną, 32 letnią kobietą. Odkąd sięga pamięcią zawsze otaczał ją łańcuszek mężczyzn. Trudno było się oprzeć filigranowej brunetce z figurą modelki i sarnimi oczami. Ona sama doskonale zdawała sobie sprawę, że przyciąga płeć przeciwną z niezwykłą łatwością. Postanowiła wykorzystać ten atut. Już w okresie studiów dorabiała jako kobieta do towarzystwa, głównie dla biznesmenów odwiedzających Toronto. Znudzeni zaliczonymi w ciągu dnia konferencjami panowie z błyskiem w oku przyjmowali propozycję spędzenia wieczoru z ponętną dziewczyną. Matylda szybko zorientowała się, że większość z tych mężczyzn posiada nieodpartą potrzebę oderwania się od rzeczywistości. A przede wszystkim są w stanie przeznaczyć na ten cel niezłe fundusze.

Pierwszą ofiarą naszej bohaterki stał się Greg – prezes prężnie działającej w Ontario firmy budowlanej, mieszkający na stałe w Ottawie. Po spotkaniu w hotelowej restauracji zaprosił Matyldę do swojego pokoju, w którym została do ranka następnego dnia. To wystarczyło, by sprytna dziewczyna oczarowała nieświadomego złapania w sieć biznesmena. Spotykali się przez cały tydzień – tyle bowiem trwał pobyt Grega w Toronto. Zauroczony swoją partnerką mężczyzna z ochotą płacił rachunki w najdroższych restauracjach, obsypywał Matyldę prezentami, które sama sobie wybierała. A ona udając zakochaną obiecała poświęcenie mu czasu podczas jego kolejnej wizyty w Toronto. Do ponownego spotkania jednak nie doszło. Matylda poinformowała Grega, że wyjeżdża na pół roku do Polski, by zaopiekować się chorą matką i w związku z tym ich znajomość nie ma sensu.

Kolejną zdobyczą Matyldy stał się dużo od niej starszy Matt – właściciel fabryki szklanych opakowań, od kilku lat rozwiedziony, za to z pokaźnym kontem w Royal Banku. Za sprawą tego właśnie konta (a właściwie pieniędzy, szybko z niego topniejących) Matylda stała się posiadaczką nowego samochodu, ofiarowanego jej w prezencie przez zakochanego Matta. Przeżywający drugą młodość mężczyzna spotykał się z Matyldą przez kilka miesięcy. Pewny odwajemnianego uczucia zafundował jej wyjazd na Karaiby, gdzie przy poszumie fal poprosił dziewczynę, by została jego żoną. Nasza boharetka zgodziła się bez wahania. Po powrocie do Toronto, powtórzyła numer z chorą matką i pełna udawanej rozpaczy – rozstała się z niedoszłym mężem. Udało jej się jeszcze naciągnąć go na kilka tysięcy dolarów, potrzebnych na wylot do Polski i leczenie matki.

Pieniądze kolejnych ofiar zasilały regularnie konto Matyldy. Jedyna rzecz, jakiej sprytna dziewczyna się obawiała – to przypadkowe spotkanie z którymś z wcześniej poznanych mężczyzn. Postanowiła zmienić więc pole działania i przeprowadziła się do Vancouver.

Nigdy nie przyszło jej nawet do głowy by się ustatkować. Jak na modliszkę przystało – nie uznawała stałych związków, czy długoterminowych relacji. Głównym jej celem było omotanie ofiary, osiągnięcie jak największych korzyści materialnych, a potem porzucenie.

Okazało się jednak, że serce nie sługa. Podczas wycieczki na Alaskę, jaką zafundowała sobie z okazji kolejnych urodzin, poznała Brandona. Był inny niż wcześniej zapatrzeni w nią mężczyźni. Nie narzucał się i nie gapił maślanymi oczami. A przede wszystkim nie narzekał na otaczającą go rzeczywistość. Zaintrygowana Matylda postanowiła zarzucić sieć. Wielkie było jej zdziwienie, gdy wszelkie znane jej sposoby uwiedzenia Brandona spełzały na niczym. W granej przez siebie sztuce postanowiła więc rolę zdobywcy, zamienić na rolę ofiary. Ku jej wielkiemu zdziwieniu przyniosło to nieoczekiwany skutek. Brandon z zainteresowaniem, które później przerodziło się we współczucie słuchał barwnej opowieści Matyldy. Dowiedział się, że dziewczyna jest sierotą, której rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Wychowywana przez ciotkę heterę, która zabraniała jej kontaktów z rówieśnikami i dysponowała pieniędzmi z ubezpieczenia, jakie należały się Matydzie po śmierci rodziców.

Wymyślona na gorąco opowieść spowodowała, że chcąc pocieszyć dziewczynę – Brandon zaprosił ją do swojego pokoju. I tutaj pałeczkę dowodzenia przejęła już Matylda, a pomogły jej w tym dwie butelki wypitego z Brandonem szampana.

Kilka dni (a właściwie nocy) jakie zostały do końca rejsu para spędziła w jednym pokoju.

Po powrocie do Vancouver Matylda zaczęła spotykać się z Brandonem regularnie. W końcu zdała sobie sprawę, że jest najnormalniej w świecie zakochana. Ku jej radości Brandon odwzajemniał uczucie, do tego stopnia, że po kilku miesiącach planowali już ślub. Co prawda, przygotowania do uroczystości pochłonęły znaczną sumę z pękającego w szwach konta przyszłej pani młodej, ale Matylda zapatrzona w Brandona jak w obrazek nie zwracała na to uwagi. Kierowała się zasadą: łatwo przyszło, łatwo poszło.

Aż w końcu nadszedł ten najbardziej oczekiwany dzień. Zebrani w kościele goście z zachwytem wpatrywali się w piękną parę, ubraną w stroje ślubne od znanego projektanta mody, kroczącą do ołtarza. I tylko Matylda robiła się coraz bledsza, gdy zobaczyła stojącego obok księdza starszego mężczyznę. Okazał się nim Matt – porzucony przez nią dwa lata wcześniej kochanek.

Obudziła się w szpitalu, gdzie została przewieziona po zasłabnięciu w kościele. Obok jej łóżka stał Matt i uśmiechający się diabelsko Brandon – jego syn.

Dzisiaj Matylda mieszka samotnie na Florydzie, gdzie za resztę “zarobionych” na mężczyznach pieniędzy kupiła kilka lat temu małe bungalow. Nie kusi już swoją urodą, z której po latach pozostały tylko duże, sarnie oczy.