(… ) co pędzimy z wiatrem

Różne zapiski podróżne Series czer 16, 2012 at 4:03 am

Nie wiem skąd się nam wzięło to zamiłowanie do włóczęgi. Czasem śmiejemy się z siostrą, że nazwisko zobowiązuje, ale w rzeczywistości potrzeba przemieszczania się, zmiany miejsca, krajobrazu i otoczenia powstawała w czasie, w każdym z nas osobno; wyssana z mlekiem matki rozwijała się na przestrzeni lat.

Teraz, gdy zastanawiam się nad tym, dlaczego tak trudno usiedzieć mi na tyłku w jednym miejscu przez kilka tygodni, dlaczego wciąż ciągnie mnie w nowe nieznane, dochodzę do wniosku, że od początku nie miałam szans na głębsze zapuszczenie korzeni. I to nie to, że ziemia jałowa, kiepskie warunki atmosferyczne, pestycydy albo zła karma. Prawdopodobnie nie wgrano mi do systemu kilku plików odpowiedzialnych za usadowienie i ugniazdowienie, pozbawiając w ten sposób umiejętności związania się z jednym miejscem na tak zwane „wieki wieków”.

Poza tym u nas tak było od zawsze. Nawet jak system nie wydawał paszportów i nie pozwalał opuszczać ojcowizny – tata często jeździł na swoje spotkania poetów, satyryków i innej maści pisarzy, na przeglądy teatrów regionalnych, zjazdy, fora, sejmiki i festiwale. Jeździł i zabierał nas ze sobą. Mnie zawsze do Tarnowa, siostrę do Bobowej, braci do Sejn. Nie było większej męczarni niż oczekiwanie na ten dzień, kiedy do mikro-plecaczka będzie można spakować kanapkę i jabłko na drogę, powiedzieć mamie „pa pa” i wyruszyć w fascynujący świat pełen nowych cioć i wujków, labiryntów pokoi i korytarzy, piwnic i garderób w różnych domach kultury, teatrach i remizach. Mogłabym więc obwiniać tatę o to cygańskie nazwisko i inklinacje, bo to on nas w świat zawsze ze sobą zabierał, podczas gdy mama czekała w domu dzielnie radząc sobie bez codziennych telefonów, e-maili i smsów, z racji tego że dwa ostatnie jeszcze nie istniały, a dostęp do pierwszych był mocno ograniczony.

Byłabym jednak niesprawiedliwa obarczając winą za włóczęgostwo tylko jednego z rodziców. Bo przecież mama na studiach śpiewała w Słowiankach, podróżowała po Europie pociągami przyjaźni, poznała Jugosławię z przedwojennych czasów, a jeszcze wcześniej (podobnie jak ojciec i większość młodych ludzi w tamtych czasach) spędzała wakacje na obozach harcerskich.

Udało nam się załapać (jako ostatniemu z pokoleń, jak sądzę) na te wszystkie niezwykłości – każde z nas przeszło przez harcerstwo, zespoły folklorystyczne, sportowe i ugrupowania hobbystyczne. Wszystkie te formy spędzania wolnego czasu (którego ze względu na nieistnienie komputerów i internetu mieliśmy zatrważająco dużo) miały jeden wspólny mianownik – ruch.

Stan „bycia w podróży” był więc dla nas od początku istnienia stanem zupełnie naturalnym. W okresie buntu i naporu głównym argumentem kończącym wszystkie rodzinne ścięcia i potyczki było: „tak? Ok, to ja sobie pójdę w świat”.  Ludzie marzą o różnych rzeczach, my – czteroosobowa ekipa wychowana na halach Beskidu Sądeckiego i mleku prosto od krowy – marzyliśmy o podróżach. Były wyprawy w góry, wypady nad morze, Europa autostopowa, Europa tanie linie, a potem nagle okazało się, że świat stoi przed nami otworem i że przy odrobinie pomyślunku i sprytnego zaplanowania możemy niewielkim relatywnie kosztem zobaczyć miejsca, które śniły nam się po nocach, które zachłannie wyczytywaliśmy z książek i atlasów.

Zrozumieliśmy, że marzenia się spełniają, jeśli czegoś pragnie się naprawdę bardzo mocno. I jeśli robi się wszystko by to osiągnąć. Teraz jest już chyba za późno by z tego cygaństwa i włóczęgostwa nas uratować. Kiedy raz wyruszy się w świat nie można się już zatrzymać. Kiedy raz poczuje się ten wiatr w skrzydłach, tę niezwykłą, pulsującą słońcem i błękitem wolność, zachłyśnie się rześkim, porannym powietrzem, zapatrzy w horyzont – nie da się już wskoczyć w kapcie i zasiąść spokojnie przed telewizorem.

Kiedy Rodowicz śpiewała dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, mama zawsze dodawała ale są prawdziwe Cyganiki. Wiemy, że światem rządzi wieczna zmiana. Że nie ma rozwoju w bezruchu i marazmie. Czasami mam wrażenie, że wpadłam do kartonowej tuby kalejdoskopu.

Tak, tutaj mogę zamieszkać.

www.wycieczki.ca