Damski bokser

Polonijne to i owo Series czer 22, 2012 at 12:16 am

Marzena poznała Wojtka na ślubie koleżanki. Była wyznaczoną mu w weselnym orszaku osobą towarzyszącą. Kilka godzin spędzonych na weselnej sali wystarczyło, by młodzi ludzie przypadli sobie do gustu. Okazało się, że mają ze sobą wiele wspólnego – oboje pracowali jako informatycy, lubili słuchać bluesa, wolny czas przeznaczali na odkrywanie nieznanych zakątków Kanady. Nic więc dziwnego, że wkrótce po pierwszym spotkaniu zostali parą. Kilka miesięcy później Wojtek zaproponował wspólne mieszkanie.

Marzena wspomina ten czas, jako najszczęśliwszy w swoim życiu…

“Miałam wszystko, co tylko mogłam sobie wymarzyć – ukochanego mężczyznę, mieszkanie, które urządzałam w najdrobniejszych szczegółach (Wojtek pozostawił mi w tym temacie wolną rękę), dobrze płatną pracę. W weekendy wsiadaliśmy w samochód i jechaliśmy przed siebie, nigdy nie wiedząc, gdzie się zatrzymamy. Rozbijaliśmy namiot w miejscach, które nas zauroczyły i przy blasku ogniska planowaliśmy przyszłość. Podczas jednego z takich wypadów Wojtek poprosił mnie o rekę. Niedługo potem zostaliśmy małżeństwem…

Sielanka trwała do chwili, w której okazało się, że jestem w ciąży. Pełna radości powiedziałam o tym Wojtkowi. Byłam pewna, że ta wiadomość ucieszy go tak, jak mnie. Niestety, myliłam się. Mój świeżo poślubiony małżonek stwierdził, że nie dorósł jeszcze do roli ojca, że nie ma zamiaru z powodu mojej (!) nieuwagi rezygnować z beztroskiego życia i jeżeli chcę z nim dalej być, to mam “pozbyć się problemu, który niepotrzebnie skomplikuje cały nasz poukładany świat”.

Próbowałam spokojnie przekonać Wojtka, że nie ma racji, a dziecko tak naprawdę będzie tylko ukoronowaniem naszego szczęśliwego związku. Na próżno jednak zdały się moje argumenty. Rozmowa już chwilę później zmieniła się w piekielną awanturę.

Nie pamiętam, co dokładnie wtedy mówiłam (emocje wzięły górę). Pamiętam tylko widok podniesionej ręki, która wylądowała na moim policzku i spojrzenie Wojtka, gdy uświadomił sobie co zrobił.

Noc spędziliśmy w osobnych sypialniach…

Przez kolejne dni nie odzywaliśmy się do siebie, a na weekend Wojtek spakował plecak i gdzieś wyjechał. Zostałam sama, bijąc się z myślami. Wieczorem poczułam intensywny ból w dole brzucha i zaczęłam krwawić. Przerażona zadzwoniłam do Wojtka, później wezwałam pogotowie. Poroniłam w drodze do szpitala…

Dojście do siebie zabrało mi kilka miesięcy, w czasie których uświadomiłam sobie, że mieszkam z egoistą, dla którego liczy się tylko własne ja. Nie miałam jednak dość siły, by odejść od Wojtka. Kochając go na swój sposób, próbowałam wymazać z pamięci wszystkie przykre chwile. Postanowiłam za wszelką cenę uratować małżeństwo.

Na początek wzięłam się za siebie: wizyty w salonie SPA, nowa fryzura, seksowne ciuchy  – wszystko to miało przypomnieć Wojtkowi o mojej atrakcyjności. Niestety, zabiegi te odniosły wręcz przeciwny skutek. Zaczęłam być podejrzewana o zdradę! Na początku śmieszyło mnie to, a nawet pochlebiało, że mąż jest o mnie zazdrosny. Do czasu, kiedy nie zostałam po raz kolejny spoliczkowana i wyzwana od panienek nie najcięższego prowadzenia!

Od tej pory byłam totalnie kontrolowana. Wojtek sprawdzał połączenia z mojego telefonu komórkowego, internetową pocztę, czatował pod budynkiem, w którym pracowałam by sprawdzić z kim wychodzę na lunch. Jakakolwiek – jego zdaniem – podpadająca sytuacja, kończyła się kolejnymi siniakami na moim ciele.

Nie wiedziałam co robić, wstyd mi było komukolwiek opowiadać o chorobliwej zazdrości mojego męża. Z drugiej strony, coraz trudniej było ukrywać ślady pobicia.

Przełom nastąpił, kiedy podczas kolejnej awantury, broniąc się przed pięściami Wojtka potknęłam się o zawinięty dywan i upadłam na podłogę, uderzając głową o kant stołu, tracąc przytomność.  Obudziłam się dopiero w szpitalu. Okazało się, że Wojtek – nie mogąc mnie docucić – wezwał pogotowie.

Tak naprawdę, jestem mu za to wdzięczna. Gdyby nie on, nie wylądowałabym w izbie przyjęć szpitala w Mississaudze, gdzie lekarz dyżurny po dokładnym zbadaniu moich obrażeń, nie powiadomił by odpowiednich służb, które nad wyraz szybko zajęły się moim “damskim bokserem”.

Zdecydowałam się o tym opowiedzieć, by uświadomić kobiety w podobnej sytuacji. Wierzcie, nie warto czekać, aż przypadek sprawi, że pozbędziecie się maltretujących was bez powodu mężów/narzeczonych/kochanków.

Życie jest tylko jedno i to od was zależy, jak chcecie je przeżyć!

Ilona Girzewska