Opiekunka do dziecka potrzebna

Polonijne to i owo Series czer 28, 2012 at 10:34 pm

Agata zawsze miała w życiu pod górkę. Pochodziła z mało zamożnej rodziny, która emigrowała do Kanady na początku lat dziewięćdziesiątych. Jej rodzice dosyć szybko znaleźli pracę w nowym kraju. Matka zatrudniła się w serwisie sprzątającym na dwa etety – rano sprzątała domy, wieczorem biura. Ojciec – jak to często bywa wśród świeżych emigrantów – znalazł posadę jako “złota rączka” w jednej z polonijnych firm budowlanych, a w weekendy rozwoził pizzę.  Agata i jej młodsze siostry (bliźniaczki) rozpoczęły naukę w kanadyjskiej szkole. A, że była najstarsza przypadła jej w udziale opieka nad młodszym rodzeństwem. To ona odprowadzała siostry do szkoły, pomagała im w nauce. Do tego zajmowała się domem, gotowała obiady i tak naprawdę na naukę, czasu pozostawało już niewiele. Trudno się zatem dziwić, że po skończeniu high school nie zamierzała studiować. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie udźwignie wszystkich obowiązków. Poza tym studiowanie związane było z niemałymi opłatami, a pieniądze zarabiane przez jej rodziców nie były imponujące. Ot, pozwoliły na w miarę godziwą egzystencję. Coraz częściej miała skryty żal do matki i ojca, za  sytuację, w jakiej ją postawili. Nie potrafiła jednak się przeciwstawić….

Marzyła o tym, by wyrwać się z domu, wyjechać gdzieś daleko i zacząć życie na własny rachunek. Marzyła, by wreszcie kupić sobie modny ciuszek, markowe perfumy, wybrać się do kina, czy na dyskotekę. Drobne kwoty, które dostawała od czasu do czasu od matki nie były w stanie spełnić jej pragnień.

Kiedy jej siostry skończyły 16 lat, oznajmiła rodzicom, że się wyprowadza, bo bliźniaczki są już na tyle dorosłe, iż nie potrzebują jej opieki.

Tak naprawdę zaplanowała to dużo wcześniej. Mając świadomość, że jest bez pieniędzy postanowiła szybko podjąć pracę. Pozostawała jeszcze kwestia mieszkania. Ale i z tym problemem szybko sobie poradziła. Postanowiła zatrudnić się  jako…opiekunka do dzieci, najlepiej z zamieszkaniem w domu pracodawcy.

W codziennej prasie znalazła kilka interesujących ją ogłoszeń i już kilka dni później umówiła się na pierwszą rozmowę w sprawie pracy.

Rodzina, do której się zgłosiła zamieszkiwała w okolicy Lorne Park w Mississaudze. Pan domu pracował jako pilot w Air Canada, jego żona była stewardessą w tych samych liniach. Mieli dwójkę uroczych dzieci w wieku 2 i 3 lat.

Agacie dopisało szczęście –- mimo braku referencji – została przyjęta.

Zamieszkała w jednym z przestronnych pokoi olbrzymiego domu. Codzienne obowiązki związane z prowadzeniem domu i opieką nad dwoma malcami sprawiały jej przyjemność. Tym bardziej, że pracodawcy obiecali  – oprócz stałego wynagrodzenia – dodatkowe miesięczne premie.

Wielkie było jej zdziwienie, gdy po pierwszym miesiącu została poproszona na rozmowę z matką dzieci. A ta wytknęła jej, że nie dosyć dokładnie sprząta dom, pranie jest źle poskładane, a starsze dziecko już dwa razy narzekało na ból brzucha, czego powodem było zapewne zaserwowanie mu nieodpowiedniego posiłku. W związku z tym, obiecana miesięczna premia nie będzie wypłacona.

Nie chcąc tracić dopiero co zdobytej posady – Agata przeprosiła kobietę i obiecała naprawić swe błędy.

W głębi duszy czuła się jednak niewinna.

Miesiąc później sytuacja się powtórzyła. Tym razem zarzucono Agacie zbyt pobłażliwe traktowanie dzieci, czego efektem jest ich niesubordynacja w stosunku do rodziców. I znowu obyło się bez premii.

Bogu ducha winna Agata wpadła wtedy na diabelski pomysł. W odwecie za niesłuszne oskarżenia, postanowiła sama wypłacić sobie premię.

W domu, w którym przyszło jej mieszkać i pracować zarazem, roiło się od drogich bibelotów. Począwszy od porcelanowych kolekcjonerskich figurek, poprzez starocerkiewne ikony, a skończywszy na licznych kosztownościach.

Te ostatnie zainteresowały dziewczynę najbardziej. Na pierwszy rzut poszedł stary, złoty wisior z akwamarynem i brylantami. Jubiler wycenił go na 3500 dolarów!

Ta kwota, pozwoliła Agacie na zaopatrzenie się w wymarzone ubrania, perfumy i wizytę u kosmetyczki.

Sprzedana następnym razem figurka i platynowa bransoleta uzupełniły szafę naszej bohaterki o kilka par butów, torebkę i porządne kosmetyki.

Do sprzedaży jednej z ikon już nie doszło. Właściciel sklepu z antykami, w którym Agata sprzedała poprzednie zdobycze, zarządał bowiem certyfikatu oryginalności. I może udało by się naszej bohaterce go odnaleźć, gdyby nie to, że po poprocie z antykwariatu została zatrzymana w domu swoich chlebodawców przez funcjonariusza policji. Wezwanego zaraz po tym, gdy rodzice pilnowanych przez Agatę dzieci sprawdzili film nagrany przez zainstalowaną dzień wcześniej w domu kamerę.

Ilona Girzewska