Józek – rasista

Polonijne to i owo Series lip 6, 2012 at 12:25 am

Józek przyleciał do Kanady ponad dwadzieścia lat temu. Trzy lata później dołączyła do niego żona Renata z córką Justyną. Zamieszkali w przyzwoitym, trzypokojowym mieszkaniu, wynajętym nie bez trudu (kosztowało to trochę pieniędzy zapłaconych superintendentowi) w jednym z apartamentowców w Mississaudze.

Józek należał do osób, którzy pracy się nie boją, ale miał jedną słabość – alkohol. Samotny, trzyletni pobyt w Kanadzie pozwolił mu co prawda odłożyć pieniądze na mieszkanie, ale już z umeblowaniem go był niemały kłopot. Do tego doszły jeszcze wydatki całkiem przyziemne – wyżywienie rodziny, ubrania, środki czystości itd. Na to – żyjący do tej pory jak kawaler – Józek, nie był już przygotowany. Doszedł więc do wniosku, że skoro córka cały dzień spędza w szkole, to Renata może spokojnie rozejrzeć się za jakąś posadą. Tak też się stało i już wkrótce kobieta ropoczęła pracę w jednym z polonijnych sklepów niedaleko miejsca zamieszkania. Było to o tyle praktyczne, że nie wydawała pieniędzy na dojazdy i nie musiała tracić czasu na zakupy.

Jednak żona Józka, nie tak wyobrażała sobie życie na emigracji. Tym bardziej, że zdecydowała się na wyjazd do Kanady tylko dlatego, iż jej mąż przedstawiał ten kraj (w nielicznych listach wysyłanych do Polski) jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Renata była więc przekonana, że będzie opływała w obiecywane jej przez męża luksusy. Czas płynął, a kobieta przytłoczona monotonią dni zapadała w coraz większą depresję. Zaczęła też mieć pretensje do Józka, nazywając go życiowym nieudacznikiem. Stawiała mu za przykład czarnoskórego sąsiada, który sam utrzymywał żonę i trójkę dzieci, jeździł luksusowym samochodem, a siatki z zakupami, które niejednokrotnie wnosił do domu posiadały logo markowych sklepów.

Ciągłe narzekania żony sprawiły, że Józek znienawidził sąsiada do tego stopnia, że zabronił Justynie kontaktów z ciemnoskórymi rówieśnikami, co było o tyle trudne, że syn sąsiada uczył się w tej samej klasie high school, co córka Józka.

Przełom nastąpił, kiedy pewnego dnia zobaczył swoją pociechę wracającą ze szkoły w towarzystwie śniadego kolegi. Dziewczyna dostała niezłą reprymendę i tygodniowy zakaz opuszczania popołudniami mieszkania. Od tej pory była regularnie pilnowana przez ojca, który niejednokrotnie wystawał pod szkołą, by obserwować, w jakim towarzystwie jego pannica się obraca. A ona buntowała się nazywając ojca rasistą, na co jednak Józek pozostawał nieczuły.

W dniu swoich szesnastych urodzin Justyna wyszła do sklepu po zakupy i ….słuch po niej zaginął. Zaniepokojona kilkugodzinną  nieobecnością nastolatki Renata, próbowała ją odnaleźć, jednak bezskutecznie. Wróciła do mieszkania i kiedy zdesperowana postanowiła powiadomić policję – rozległ się dzwonek telefonu. Dzwoniła zaginiona córka, informując matkę, że nie ma zamiaru wracać do domu pełnego nienawiści rasowej. A, że według kanadyjskiego prawa jest już dorosła, to sama może o sobie decydować. Obiecała jednak matce, że od czasu do czasu będzie z nią w kontakcie.

Gdy Józek po powrocie z pracy dowiedział się o całej sprawie – wpadł w szał. Już następnego ranka wyczekiwał pod szkołą, by wybić krnąbrnej latorośli z głowy jej rzekomą dorosłość. Gdy po kilku godzinach oczekiwania i nie znalezieniu Justyny zdecydował się na wizytę u dyrektora szkoły, dowiedział się, że dwa dni wcześniej dziewczyna oświadczyła, że wraz z rodziną przeprowadza się do innego miasta i ….tyle ją widzieli.

Mijały miesiące, w czasie których Renata odbierała sporadyczne telefony od córki. Ta, w krótkich rozmowach informowała matkę, że mieszka z koleżanką, pracuje  i wszystko jest u niej w jak najlepszym porządku. Nie chciała jednak zgodzić się na spotkanie z rodziną. Józek pogodził się w końcu z sytuacją i wszystko wskazywało na to, że wybaczył swojemu żeńskiemu potomkowi…

Wielkie było zdziwienie obojga rodziców, gdy pewnego dnia otworzyli wyciągniętą ze szkrzynki na listy grubą, żółtą kopertę. Zawierała ona kilkanaście zdjęć opatrzonych datą, ułożonych chronologicznie. Na pierwszym z nich była niewidziana od dwóch lat Justyna, z brzuchem wskazującym na ostatnie tygodnie ciąży; na dwóch kolejnych ta sama dziewczyna przytulona do ciemnoskórego mężczyzny. Na dziewięciu pozostałych fotografiach widniał śliczny chłopczyk, o śniadej karnacji.

Do zdjęć dołączona była kartka z podpisem: “Serdeczne pozdrowienia od kochającej was córki”.

Dzisiaj Justyna jest już dorosłą kobietą z trójką dzieci, jeździ luksusowym samochodem i robi zakupy w firmowych sklepach. Renata często odwiedza wnuki. I tylko Józek – wierny swym zasadom, wyrzekł się córki na zawsze…

Ilona Girzewska