PECHOWCY

Polonijne to i owo Series lip 12, 2012 at 11:01 pm

Są szczęściarze, którym wszystko w życiu układa się idealnie. Ale są i tacy, którzy pecha wyssali z mlekiem matki. Do tej grupy można z pewnością zaliczyć bohaterów dzisiejszej opowieści…

Kasia i Waldek spotkali się przypadkowo na parkingu przed pierwszym z powstałych sklepów Starsky. Chociaż, tak naprawdę spotkały się najpierw …zderzaki ich samochodów, gdy oboje kierowcy próbowali wycofać z parkingów swoje pojazdy. Trudno był znaleźć winnego, bo świadkowie oświadczyli jednogłośnie, że auta ruszyły równocześnie. Nie pozostało więc nic innego, jak pogodzić się z tym faktem. W ramach rekompensaty za uszkodzony lekko samochód Waldek zaprosił  Kasię na obiad do pobliskiego La Castille Steak House. Młodzi ludzie spędzili kilka godzin w nastrojowym wnętrzu restauracji wśród  płynącej z piano bar muzyki…

Od tej pory zaczęli się spotykać dosyć często. Przyszło im to o tyle łatwiej, że oboje byli bez zobowiązań. Po roku postanowili zamieszkać razem w pięknym, ponad stuletnim domu Waldka, niedługo potem byli już małżeństwem.

I wtedy przypomniał sobie o nich ich pech. Najpierw z dnia na dzień Kasia straciła pracę, bo szef firmy, w której pracowała ogłosił bankructwo. Tydzień później Waldek zgubił portfel z dokumentami i kartami kredytowymi. Nim się zorientował, “uczciwy znalazca” zdążył obciążyć karty na kilka tysięcy dolarów. Jakby tego było mało – wadliwa instalacja elektryczna spowodowała pożar  domu, w którym mieszkali. Ogień strawił wszystko – z wyjątkiem wolnostojącego garażu.

Cóż było robić – młodzi ludzie chcąc ochłonąć, a przede wszystkich odpocząć od nieszczęść jakie ich spotkały, zdecydowali się wyjechać na łono natury, by naładować baterie do walki z przeciwnościami losu. Spakowali do samochodu namiot, który dzieki temu, że był przechowywany w garażu, ocalał z pożogi i wyruszyli do Algonquin Park.

Przemierzając kilometry dzielące ich od punktu przeznaczenia, zastanawiali się jak daleko posunie się ich niefart. A ten jakby czekał na wezwanie. Najpierw nieśmiało spowodował, że zaraz po wjeździe na autostradę złapali gumę. Wkrótce okazało się, że nieszczęścia chodzą parami…

Dotarli na miejsce późnym popołudniem i wtedy okazało się, że nie ma możliwości rozbicia namiotu w parku, do którego przyjechali. Z tej to prostej przyczyny, że to dość popularne miejsce oblegane jest przez setki wczasowiczów, którzy przezornie wcześniej zrobili rezerwację na kampingu.

Zdesperowani pogorzelcy postanowili rozbić namiot “na dziko”, w jakimkolwiek dostępnym miejscu. Po kilku godzinach poszukiwania takowego znaleźli uroczą polankę nad rzeką. Rozbili namiot, rozpalili ognisko i przyrządzili posiłek. Zmęczenie i stres zrobiły jednak swoje i nasi bohaterowie zapadli wkrótce w błogi sen.

Bladym świtem obudził ich hałas, a właściwie odgłosy drapania czymś po ich samochodzie. Przerażona Kasia zastygła w bezruchu, mając świadomość, że znajdują się na terenach chętnie zamieszkiwanych przez niedźwiedzie. Nie mniej przerażony był Waldek, zdając sobie sprawę, że za jedyną obronę ma ….śledzie do namiotu. Mimo to, udało mu się zachować zimną krew i powstrzymać drżącą ze strachu żonę, by nie narobiła rabanu.

Kiedy odgłosy ucichły, Waldek delikatnie rozpiął zamek w namiocie i ….wybuchnął śmiechem. Jego oczom ukazała się bowiem kilkuosobowa rodzinka szopów, która spokojnie zmierzała w stronę lasu.

Nie było mu jednak do śmiechu, kiedy chwilę później zauważył podrapany pazurami zwierzaków samochód, które prawdopodobnie próbowały dostać się przez niedomknięte okno do pojemników z jedzeniem.

Sytuację rozładowała Kasia, słusznie stwierdzając, że lepszy jest podrapany przez szopy samochód, niż rozerwany przez niedźwiedzie namiot… Nie chcąc jednak ryzykować spotkania z misiami (co było bardzo prawdopodobne w okolicy, w której się znajdowali), małżonkowie postanowili wracać do Toronto.

Podróż powrotna – o dziwo – przebiegła już bez przygód. Za to na miejscu, czekała na naszych podróżników niespodzianka. Dowiedzieli się bowiem od agenta firmy, w której ubezpieczyli dom, że nie dostaną należnego im odszkodowania, bo to ich obowiązkiem było sprawdzenie i wymiana instalacji elektrycznej w tak starym domu. Małżonkowie – zdając sobie sprawę, że dochodzenie praw na drodze sądowej nie ma najmniejszego sensu – poddali się bez walki.

Dzisiaj mieszkają w jednym z apartamentowców w Mississaudze. Waldek został managerem w znanej firmie telefonicznej. Kasia pracuje w prywatnym przedszkolu. Za dwa miesiące przyjdzie na świat ich córeczka.

Oboje mają nadzieję, że pech, jaki do tej pory ich prześladował nie jest dziedziczony w genach.

Ilona Girzewska