Jak zostać milionerem w Kanadzie

Polonijne to i owo Series lip 19, 2012 at 10:35 pm

Każdy z nas marzy o tym, by być bogatym. A przecież podobno, by coś osiągnąć, wystarczy tego bardzo chcieć. Dlaczego więc tylko nielicznym udaje się zgromadzić środki wymyślone dwa tysiąclecia temu przez Fenicjan? Nie każdy bowiem ma w sobie dosyć siły i determinacji, by uparcie dążyć do zamierzonego celu. Aby zostać bogaczem nie należy bać się ryzyka – świat należy do odważnych. A do takich właśnie zaliczyć można bohatera dzisiejszej opowieści…

Kiedy Wojtek wiele lat temu opuszczał Polskę, wszystkim  znajomym mówił, że leci do Kanady by zostać milionerem. Te same słowa powtarzał kolegom, z którymi zaczął pracę w piekarni, tydzień po tym, jak wylądował na lotnisku Pearsona.

Wojtek nigdy nie narzekał, wręcz przeciwnie – cieszył się z każdego zarobionego dolara, chociaż stawka godzinowa w piekarni nie należała do wysokich. Często zostawał na nadgodziny, a kiedy koledzy proponowali mu wyjście na piwo – twierdził, że jeszcze go na to nie stać. Tak naprawdę, większość zarobionych pieniędzy przeznaczał na zakup różnego rodzaju narzędzi. Bo marzeniem Wojtka, było otworzenie firmy specjalizującej się w tzw. demolition.

Nim jednak został właścicielem takowej – nadarzyła się okazja, by zdobyć trochę doświadczenia w tym kierunku. Wojtek znalazł w polonijnej prasie ogłoszenie firmy poszukującej pracowników do rozbiórek domów. Zadzwonił pod podany w ogłoszeniu numer telefonu i już za kilka dni, pełen entuzjazmu, rozpoczął pracę w nowym miejscu.

Tym razem zarobki znacznie przewyższały te otrzymywane w piekarni. Ale i praca była dużo cięższa. Mimo to, Wojtek czuł się jak ryba w wodzie. Z dnia na dzień, zdobywał większe kwalifikacje, a perspektywa własnego biznesu dodawała mu skrzydeł. Jedyną barierą, która powstrzymywała go przed podjęciem ostatecznej decyzji była nieznajomość języka angielskiego. Nie miał czasu pójść do szkoły, a wszyscy zatrudnieni wraz z nim porozumiewali się po polsku. Postanowił w końcu zaryzykować, w myśl zasady – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Pozostawała jeszcze kwestia znalezienia kontraktów, i tu Wojtek natknął się na pierwszą barierę. Zainteresowanie nowopowstałą firmą było znikome. Potencjalni klienci obawiali się powierzyć pracę osobie mało znanej na rynku. Nie pomogły nawet zdecydowanie konkurencyjne ceny.

I wtedy  dopomógł naszemu bohaterowi przypadek, a właściwie anons o prywatnej sprzedaży domu do remontu. Już wkrótce Wojtek stał się właścicielem tegoż, by po kilku miesiącach (które upłynęły na doprowadzeniu budynku do stanu używalności), sprzedać go z niemałym zyskiem.

Tak zaczęła się droga do zostania milionerem. Kolejne dwa domy wyremontowane zostały już z pomocą zatrudnionych w Wojtkowej firmie pracowników. Cztery następne pozwoliły na zaangażowanie fachowców, łącznie z dekoratorem wnętrz i specjalistą od projektowania ogrodów. Pieniądze zaczęły płynąć na konto regularnym strumieniem, by w końcu osiągnąć wymarzoną przez Wojtka kwotę z sześcioma zerami.

Jedyne czego brakowało do szczęścia młodemu biznesmenowi, to ktoś, z kim mógłby się dzielić swoją fortuną. Pochłonięty do tej pory pracą nie miał zbyt dużo doświadczenia w stosunkach damsko-męskich. I wtedy los się do niego uśmiechnął.

Kupując kolejny dom do remontu – zainteresował się jego właścicielką o imieniu Ewa – która odziedziczyła schedę po swojej babci, a nie mając możliwości utrzymania spadku –wystawiła dom na sprzedaż. Zauroczony dziewczyną Wojtek zaprosił ją na obiad, co – ku jego uciesze – zostało przyjęte z wielką aprobatą. Ewa okazała się skromną, inteligentną osobą, która w Kanadzie, oprócz zmarłej niedawno babci nie miała żadnej rodziny.

Ślub naszej pary odbył się dwa tygodnie temu, a wesele przeszło najśmielsze oczekiwania weselnych gości. W rozstawionym w przepięknym parku namiocie, udekorowanym bukietami białych storczyków, podwieszanych kandelabrów i podświetlanych fontann  bawiło się przez dwa dni ponad dwieście osób. Wśród nich byli goście z Polski – najbliższa rodzina Ewy i Wojtka, a także kilku znajomych, którym Wojtek wiele lat temu oświadczył, że leci do Kanady, by zostać milionerem.

Bo marzenia są po to, by się spełniały. Trzeba tylko bardzo chcieć…

Ilona Girzewska