Podróż za jeden uśmiech

Różne zapiski podróżne Series lip 23, 2012 at 11:13 am

Jest pewna tendencja w filozofii kryzysu gospodarczego dotycząca turystyki. I wcale nie dotyczy ona porzekadła, że kto nie ma miedzi ten na dupie siedzi. Prawidłowość ta pokazuje, że kraje biedne (Kenia na przykład) lub borykające się z chwilowymi problemami ekonomicznymi (Włochy czy Grecja) próbują odbić się od finansowego dna śrubując ceny za usługi turystyczne.

Dochodzi więc do sytuacji zupełnie absurdalnych i niepojętych. Hotele w Szwajcarii są tańsze niż na włoskiej prowincji, rosną opłaty drogowe, parkingowe i aklimatyzacyjne dla autobusów przywożących grupy turystów, ceny za bilety wstępu do wszelkich interesujących obiektów dla podróżników są już właściwie wszędzie dużo wyższe niż dla autochtonów.

Nagle okazuje się, że roczny karnet dla siedmioosobowej rodziny zapewniający wstęp do wszystkich Parków Narodowych USA kosztuje tyle, co jednodniowy pobyt indywidualnego turysty w afrykańskim Parku Serengeti. I że na dodatkowe koszty narazić nas mogą: pozycja słońca, oddychanie lokalnym powietrzem, obowiązkowo doliczane w restauracjach napiwki, nieuczciwi sprzedawcy, o łapówkach nie wspominając. Na turyście najłatwiej zarobić, bo jak już przyjechał, to wiadomo – zapłaci, a przecież każdy orze, tak jak może.

Z drugiej strony zastanawiające jest to, że w dobie wałkowania kryzysu coraz więcej młodych ludzi podróżuje, wyjeżdża na stypendia naukowe, zwiedza świat i dociera do takich jego zakątków, o jakich ich rodzice mogli tylko pomarzyć. I wcale nie są to dzieci milionerów, a dzieci sprytu, umiejące korzystać z tego, co oferuje internet. Taki couchsurfing na przykład (www.couchsurfing.org) pozwala uniknąć kosztów noclegu, bo polega na tym, że na kilka nocy ktoś oferuje nam swoją kanapę (materac, łóżko polowe, futon, otomanę, sofę a czasem po prostu miejsce, gdzie rozłożyć można karimatę i śpiwór).

Ideą założycieli portalu było „budowanie zaufania i więzi międzykulturowych”. Strzał w dziesiątkę, zakładając, że zupełnie obcy sobie ludzie z różnych stron świata decydują się na przyjęcie ról gospodarz-gość. Surfowałam po kanapach w Bostonie, Fairbanks, Anchorage, Whitehorse i Iqaluit.

U nas nocowali couchsurferzy z Niemiec, Brazylii, Szwajcarii i Polski. Trafił się nam nawet początkujący aktor włoskiego pochodzenia, który zagrał ochroniarza w jakimś serialu z Pamelą Anderson. Z Aline z Sao Paulo przyjaźnię się do dziś. Ludzie korzystający z tej formy noclegu, tak gospodarze jak i goście, są w różnym wieku, mają różne zawody i zainteresowania, mówią różnymi językami i wierzą w różnych bogów. Łączy ich otwartość, szczerość, ciekawość świata i ludzi, komunikatywność, zamiłowanie do podróży i ogromna pasja życia. Ceną jest tu przyjaźń i czas, który poświęcamy sobie nawzajem.

Zamiast monetami i kartami kredytowymi, obracamy opowieściami z podróży, historiami z życia, doświadczeniami. Dzielimy się tym co umiemy, tym co nas cieszy i inspiruje. Nie każdy zdecydowałby się pewnie przyjąć pod swój dach obcego człowieka, dla mnie jednak ludzie z couchsurfing z założenia nie są obcy, bo skoro decydują się zamieszkać pod moim, jakby nie było obcym, dachem – muszą być ulepieni z tej samej gliny.

Czymś zupełnie innym, ale zapewne dla niektórych kuszącym, jest działający od niedawna portal misstravel.com, którego myślą przewodnią jest „ Kto potrzebuje pieniędzy… Piękni ludzie podróżują za darmo!”. W sumie chodzi o to, o co zawsze chodzi, kiedy nie wiadomo o co chodzi, a wiadomo, że nie o pięniadze. Oczywiście nikt nikomu niczego nie sugeruje, a tym bardziej nie narzuca. Ładna pani chce jechać na Karaiby, szuka więc bogatego Pana, który mógłby ją tam zabrać, a Pan robi to z przyjemnością, bo czyż nie piękna to rzecz podróżować do pięknych miejsc w pięknym towarzystwie.

I wszystko jasne. Jak się nie ma kasy, a marzą się podróże, to trzeba albo poszukać opcji najtańszych: autostop, zupki chińskie, karimata i zawieranie znajomości z obcymi ludźmi pod obcym dachem, bądź alternatywnie – odnaleźć własne, olśniewające urodą, odbicie w lustrze. Tyle, że tak naprawdę nie ma nic za darmo. Zawsze jest coś za coś i choć wcale nie musi to być wymiętolony, wyjęty z ostatniej kieszeni ostatni banknot, zapłacić będzie trzeba na pewno. Nawet jeśli walutą jest tu dobre słowo, poświęcony komuś czas, czy niezobowiązująca, wakacyjna znajomość. Można też oczywiście bardziej standardowo. U nas ;-).

www.wycieczki.ca