Letnie rozmyślania

Polonijne to i owo Series sier 2, 2012 at 10:42 pm

Nie odkryję zapewne Ameryki stwierdzając, że świat goni do przodu. Nim się człowiek obejrzy, już w życiorysie przybywa kolejny dzień, miesiąc, rok. Zastanawiamy się, czy miniony czas wart jest pamięci, czy może lepiej byłoby okryć go mgłą zapomnienia. Ludzka pamięć jest dziwacznie skonstruowana. Jednych zdarzeń nie pozwala zapomnieć, innych nie pozwala zapamiętać. Nie dotyczy to tylko minionego czasu, w równej mierze również ludzi, których spotkaliśmy na swojej drodze. Z biegiem lat rozmydlają nam się sywetki, imiona, zdarzenia.

Jest jednak kategoria ludzi, których nie nie sposób zapomnieć. Określamy ich jednym słowem – Przyjaciel. Taki banalny wyraz, a tyle znaczący. Przyjaciel, to ktoś, na kogo zawsze można liczyć, powierzyć mu wszystkie tajemnice, poprosić o pomoc, wiedząc, że nigdy nie będziemy odrzuceni. Przyjaciel, to ktoś, przy kim możemy głośno myśleć.

Skąd więc bierze się stwierdzenie: zawiodłem się na moim najbliższym przyjacielu? Ano, stąd, że nie potrafiliśmy odróżnić przyjaźni, od zwykłego koleżeństwa. Zawód jakiego doznaliśmy sprawia wtedy, że stajemy się ostrożniejsi. W rezultacie wykrusza się grono osób, których kiedyś nazywaliśmy przyjaciółmi. Taki proces zajmuje czasem wiele lat, wtedy też dochodzimy do wniosku, że nie w ilości tkwi sens.

Brak prawdziwych przyjaźni doskwiera szczególnie na emigracji. Pierwsze lata w obcym kraju są okazją do poznawania ludzi. Ilu z nich po latach określiliśmy mianem przyjaciół? Na ilu się zawiedliśmy? Ilu zostało naszymi wrogami? Choroba emigracyjna dopada większość z nas, a objawia się głównie zazdrością wynikającą z obserwacji ludzi, dla których los okazał się łaskawszy. Ale czy tak naprawdę?

Niejednokrotnie – pracując jeszcze jako redaktor naczelny miesięcznika skierowanego do truckerów, słychałam niepochlebne opinie na ich temat: “Ci to mają dobrze, przejadą trochę kilometrów, zwiedzą kawałek świata, pogadają o pierdołach przez CB radio, zaliczą panienkę na truck stopie, odpoczną od żony i rozwrzeszczanych dzieciaków, a potem wracają do domu z niewyobrażalną kasą. Żyć, nie umierać!”.

Na nic zdają się wtedy tłumaczenia o zasypianiu za kierownicą, bo każdy nieplanowany postój, to mniej pieniędzy; o problemach z kręgosłupem, żołądkiem i hemoroidami; o stresie, gdy w trasie nawala coś w trucku, a każda naprawa, to dodatkowy postój i rachunki za naprawę; o wypełnianiu stosów papierów; o niezliczonych ilościach wag; postojach i kontrolach na granicy; o nieuczciwych firmach, które znikają równie szybko jak się pojawiają; o cenach paliwa zabijających opłacalność jazdy; o wszystkich dodatkowych aspektach powodujących, że zawód truckera jest jednym z najtrudniejszych, a mimo to coraz mniej rentowym.

Padnie pewnie z niejednych ust pytanie: “Dlaczego więc jeżdżą?”. Jeżdżą, bo trucking wciąga jak bagno; bo kochają swoje wielkie samochody, które są ich drugim domem; bo ciągle mają nadzieję, że nastąpi cud i jazda znowu będzie przynosiła korzyści wymierne do wykonywanej pracy. A może dlatego, że spotykają w trasie truckerów – przyjaciół, którzy nigdy nie zawiedli.

Obyśmy dożyli czasów, kiedy to nie pies, nie książka, ale człowiek, będzie prawdziwym przyjacielem  człowieka.

Czego i Wam, Drodzy Czytelnicy i sobie życzę.

Ilona Girzewska