Kanadyjska e-demokracja

Series sier 5, 2012 at 12:48 pm

Głosząca hasła demokracji bezpośredniej Internetowa Partia Kanady wystartuje w wyborach.

Michael Nicula

Najpierw wydawało się, że jest to jakiś happening. Online Party of Canada (OPC) powstała w październiku 2010 roku i głosiła nowy rodzaj demokracji – internetową. Skoro Internet umożliwia łatwy kontakt z każdym wyborcą, czemu z tego nie skorzystać?

– Korzystamy z internetowych banków, z edukacji online. A nasi politycy z Internetu nie korzystają, bo się go boją – tłumaczył w rozmowie z niewielką amerykańską internetową telewizją Etopia News założyciel ugrupowania Michael Nicula. Ale nikt się powstaniem OPC specjalnie nie przejął, a Nicula wypowiadał się jedynie w niszowych telewizjach i blogach. Dopiero teraz OPC zainteresowały się główne kanadyjskie media, bo partia wystawi kandydatów w dwóch okręgach, gdzie wkrótce odbędą się wybory przedterminowe.

Nie głosować na gangi

42-letni Nicula pochodzi z Rumunii. Jak sam o sobie opowiadał, miał ojca Rumuna i matkę Węgierkę. W 1996 r. wyemigrował do Kanady i osiedlił się w Toronto. Z początku w ogóle nie zajmował się polityką. Z wykształcenia architekt, kształcił się też w zupełnie innych dziedzinach – biznesie i… fizyce atomowej. Najwyraźniej jednak to mu nie wystarczało.

– Potrzebowałem czasu, by zrozumieć kanadyjski system polityczny. I potem narodził się mój pomysł stworzenia partii. Choć oczywiście nie jestem wynalazcą „partii internetowych”, bo takie idee były już wcześniej – tłumaczy. Podobno najstarszą jest powstała w 2007 r.  australijska Senator Online.

A w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Nicula wyjaśnia, dlaczego jego pomysł jest dobry nie tylko dla Kanady, ale i dla innych krajów demokratycznych.

– Politycy dzielą się na „gangi”, prawicowe, lewicowe, liberalne, republikańskie i inne. I ludzie muszą między nimi wybierać, choć nigdy nie jest tak, że z konkretną grupą i jej ideologią zgadzają się w 100 procentach – mówi. I przekonuje, że nie ma sensu system, w którym co kilka lat wybieramy ludzi z konkretnego, politycznego „gangu”, a potem tracimy wszelką kontrolę nad tym, co robią i jak głosują.

– I stąd mój pomysł: nie głosujmy na partie, na programy wyborcze. Przeprowadzajmy głosowania nad konkretnymi ustawami. A wybrani przez nas ludzie powinni być jedynie menedżerami wykonującymi ustawy – podkreśla.

Zobaczysz swój głos

Nicula wylicza korzyści płynące z praktycznej realizacji jego pomysłu. Nie trzeba będzie iść do komisji wyborczych, koniecznie konkretnego dnia i do konkretnej godziny. Można będzie głosować w dowolnym czasie – i zobaczyć swój głos wśród dziesiątków tysięcy głosów innych. Oczywiście, o ile zdecydujesz się ujawnić innym swoje nazwisko.

– To nie jest łatwe, ale mamy technologię, która na to pozwala – dowodzi. I mówi, że ponad 80 proc. Kanadyjczyków ma dostęp do Internetu. Jeśli zaś go nie mają, będą mogli głosować listownie. Oczywiście, taka ma być przyszłość. Na razie posłowie OPC – o ile tacy będą – mają głosować w parlamencie tak, jak zadecydują w internetowym głosowaniu wszyscy, którzy zechcą skorzystać z internetowej platformy Online Party of Canada.

Czy OPC ma realne szanse? – Nie sądzę. W czerwcu 2010 nowe ugrupowanie o nazwie Partia Piratów usiłowało wystartować w wyborach przedterminowych w okręgu Winnipeg. Kandydat tej partii uzyskał jedynie 94 z 15 780 oddanych głosów. A w wyborach powszechnych 2011 r. Partia Piratów wystawiła zaledwie dziesięciu kandydatów i tylko jeden z nich uzyskał 1 proc. głosów. Podobny smutny los czeka zapewne OPC – powiedział „Rz” prof. Nelson Wiseman, politolog z Uniwersytetu Toronto.

Polityka na YouTube

I wskazuje, że wszystkie partie polityczne w Kanadzie stosują Internet. – Pomagał w zdobywaniu funduszy, ale nie w pozyskiwaniu nowych członków czy wolontariuszy do pracy partyjnej – mówi. Jego zdaniem wyborcy niechętnie zaglądają na partyjne strony w Internecie i jeśli w sieci www cokolwiek odnosi sukces, to głównie filmiki na YouTube, ale pod warunkiem, że dostrzegą je „mainstreamowe” media. – W istocie bardzo niewielu wyborców zmienia swój głos na podstawie tego, co zobaczą w Internecie – mówi.

I choć pewno wielu Kanadyjczyków zgadza się z Michaelem Niculą, który wyśmiewa się ze staromodnych tog i peruk, noszonych przez parlamentarzystów w tym kraju, to jednak zapewne znikną one nieprędko. Chyba że technologiczna rewolucja zdoła się wedrzeć głębiej do świata polityki.

Piotr Kościński