Sposób na szefa – podrywacza

Polonijne to i owo Series sier 9, 2012 at 10:10 pm

Anita często czytała w prasie o molestowaniu seksualnym w pracy. Prawdę mówiąc, nie bardzo w to wierzyła. Do czasu, kiedy w zakładzie, w którym pracowała zjawił się nowy szef.

Kiedyś marzyła, że zostanie znanym sportowcem. Była niezła w biegach, jako nastolatka zwyciężała wszystkie lokalne zawody. Trener mówił, że dobrze rokuje. Niestety poważna kontuzja kolana zniweczyła jej plany. Z dawnych czasów został jej nawyk dbania o kondycję i sylwetkę, co nie jest bez znaczenia w tej opowieści. Ale zamiast sportowcem, została asystentką dyrektora. Praca była dosyć  ciekawa. Zawsze była bardziej prawą ręką szefa niż sekretarką od parzenia kawy. 

Nowy dyrektor wyglądał na osobę kompetentną. Pani Anita to prawdziwy skarb – rozpływali się nad nią kolejni szefowie. 
No i mieli rację. W kontaktach z klientami nieoceniona (angielski perfekt!), w sprawy firmy zaangażowana jak nikt, dyspozycyjna, do tego niebrzydka, a i podobno seksowna. No i tu zaczyna się problem. To znaczy fakt, że nie była kaszalotem, sam w sobie nigdy jej nie przeszkadzał. Zaczął być kłopotem dopiero z nastaniem nowego dyrektora. W ciągu dziesięciu lat pracy przeżyła ich dwóch, przy każdej zmianie, drżąc o posadę. Wiadomo – nowy szef, nowa kadra. Nie inaczej było tym razem. Nowy był mężczyzną pod pięćdziesiątkę, jeszcze w pretensjach, ale na szczęście kompetentnym. W pracy bardzo władczy, a w domu pewnie pantoflarz. Tak sobie wydedukowała, bo kiedy czasem dzwoniła jego żona, robił się taaaki malutki miś.
– Tak kochanie, dobrze kochanie, nie zapomnę złotko – popiskiwał.
 Chyba się jej trochę bał. Od początku widać było, że Anitę polubił. 
– Pani Anitko, niechże pani się tak nie forsuje, bo mi się pani rozchoruje i co ja wtedy zrobię.
– Pani Anitko, naprawdę ślicznie dziś pani wygląda.
Sympatyczne uśmiechy, miłe uwagi na temat jej pracy. Dobra nasza – mówiła sobie i cieszyła się jak głupia. 
Do czasu. Nie wiedzieć kiedy, miłe uśmiechy przerodziły się w lubieżne, a uwagi zaczęły dotyczyć nie jej pracy, a sukienki, nóg, dekoltu… Potem było jeszcze gorzej. Niby przypadkowe dotknięcia, jakieś bezsensowne opowiastki z erotycznym podtekstem, rubaszne dowcipy. A wszystko wyłącznie wtedy, kiedy byli sami. 
Najpierw była zażenowana, próbowała obrócić wszystko w żart, potem zwyczajnie wściekła. Bała się powiedzieć o tym narzeczonemu, bo znając jego porywczość, sam by wymierzył sprawiedliwość żałosnemu podrywaczowi. Właściwie tylko koleżance Dominice mogła się zwierzyć. Poznała ją w klubie fitness w Mississaudze jakiś rok temu. Sporo starsza od niej, ale przylgnęły do siebie od razu. Po zajęciach często zachodziły na kawę do pobliskiej kafejki.
– No, co ty, podrywa cię? – chichotała na początku – Nie daj się w to wciągnąć. Biurowe romanse raczej się dobrze nie kończą. 
Kiedy jednak zdenerwowana po jakimś bezczelnym zachowaniu szefa, Anita powiedziała, że ma już tego dosyć i odchodzi, od razu zaoponowała.

 Chcesz zmienić pracę? Chyba zwariowałaś! – nakrzyczała na nią – Do sądu, kochana, do sądu. Przecież to molestowanie seksualne, jest na to specjalny paragraf.
– No i co ja w tym sądzie powiem? Że się łobuz na mnie nie tak patrzy? – naprawdę czuła się bezradna – Jak udowodnię, że mówi sprośności, a powietrze aż wibruje od jego apetytu na seks ze mną?
– To, że wibruje powietrze faktycznie trudne będzie do udowodnienia – westchnęła koleżanka – Ale reszta…

Anita czuła, że musi coś z tym zrobić. Ale plan, jaki wymyśliła jej koleżanka, był iście diabelski! 
No, tego się po Dominice nie spodziewała! Aż zmartwiała z wrażenia, kiedy ta swój plan wyłuszczyła. Nie autorski wprawdzie, ani nawet nowatorski, ale w swej prostocie wprost genialny. Taśmy! Taśmy prawdy! Trzeba nagrać lubieżnego dyrektorka! 
– Właściwie, dlaczego nie? – rozważała Anita – Urządzę go na cacy. Więcej mnie drań nie dotknie.
 Długo na okazję nie musiała czekać. Tego dnia szef chyba zaplanował frontalny atak na nią, bo siedział w gabinecie tak długo, aż zostali sami w firmie. Kiedy usłyszała odgłos otwieranych drzwi od jego pokoju, szybko włączyła dyktafon. No i się zaczęło…

Drań poszedł na całość.
 Anita nie wie jak udało jej wyrwać z jego łapsk. Chwyciła torbę z dyktafonem i pobiegła wprost do telefonu.
– Masz drania? To przyjeżdżaj do mnie – rzuciła w słuchawkę Dominika. 
Gdy dotarła do domu koleżanki,  wciąż wzburzona włączyła odtwarzanie. Nagrało się wszyściuteńko. Począwszy od jego niezdrowych posapywań, przez obleśne umizgi, aż po niemoralną propozycję (zupełnie jak w filmie) pójścia w tango we dwoje. Kiedy przebrzmiały ostatnie słowa, Anita spojrzała pytająco na Dominikę. Siedziała jak skamieniała. W tej samej sekundzie usłyszała skrzypnięcie drzwi wejściowych.
– Kochanie, już jestem. Tyle roboty mi nawalili pod koniec kwartału, ale jakoś sobie to odbijemy złotko. Po prostu padam ze zmę…
O jasny gwint! 
W drzwiach stał ni mniej ni więcej, tylko jej przełożony! To, co się później działo można bez większej przesady przyrównać do politycznej burzy. Czego też i po taśmach można było się spodziewać. Sprawa nie skończyła się w sądzie tylko dlatego, że dyrektor sam w trybie pilnym, a pewnie i za sprawą łagodnej perswazji żony opuścił ciepłą posadkę. Ale taśmy nie zostały nagrane na darmo – przydadzą się w sprawie rozwodowej dyrektorostwa. Dominika nie dała żadnej szansy swojemu mężusiowi. Nie pomogły prośby i błagania. Drań próbował, oczywiście, zwalić całą winę na Anitę. Twierdził, że od początku go prowokowała i wymyśliła całą tę aferę, żeby go szantażować. No, ale na szczęście były taśmy…

Od tamtego czasu minął już prawie rok. Dziś Anita wciąż pracuję na tej samej posadzie, ma tego samego narzeczonego, popołudniami znowu jak dawniej biega na fitness.
– Ty tak o siebie nie dbaj, mała, bo zaraz będziesz miała następnego dyrektora na karku – dowcipkuje sobie od czasu do czasu Dominika.

Anita uważa, że to mało zabawne. Trochę się po tej aferze martwiła, że straci przyjaciółkę, ale zupełnie niepotrzebnie.
– Ty mi, kobieto oczy otworzyłaś – Dominika rozwiała od razu jej wątpliwości – Przecież trwałabym w tej ułudzie kto wie jeszcze jak długo. Zresztą, można zmienić pracę, męża, mieszkanie… A przyjaźń to przyjaźń…