Zawód- striptizer

Polonijne to i owo sier 16, 2012 at 5:34 pm

Jacek, Jurek i Sebastian – można o nich powiedzieć “trzej przyjaciele z boiska”. Wychowywali się w blokowisku małego, podwarszawskiego miasteczka. W szkole podstawowej chodzili do jednej klasy, później wybrali to samo liceum. By tradycji stało się zadość, postanowili rozpocząć studia na tej samej uczelni. Nie bez powodu wybór padł na Wydział Turystyki i Rekreacji Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Młodzi chłopcy chcieli bowiem za wszelką cenę wyrwać się z małomiasteczkowego środowiska. Cała trójka marzyła od dziecka o wielkich podróżach, poznawaniu świata, a wybrany przez nich kierunek studiów miał im pozwolić te marzenia spełnić. Dlatego też od samego początku wzięli się ostro za naukę. Kolejne lata zaliczali z najlepszymi ocenami w indeksach. Oczami wyobraźni widzieli już siebie w najdalszych zakątkach świata.

Zdolni, przystojni i wysportowani mężczyźni często zwracali na siebie uwagę kobiet. I to nie tylko studentek uczelni, ale również sporo starszych od nich profesorek. To spowodowało, że jedna z nich – majętna wdowa w średnim wieku – zaproponowała naszym bohaterom wspólny wyjazd integracyjny do Austrii. Był sierpień roku 1980, przez Polskę przelewała się fala strajków. Niepewni sytuacji w kraju młodzi ludzie bez wahania zdecydowali się na wyjazd, tym bardziej, że załatwienie wszystkich formalności paszportowych wzięła na siebie przedsiębiorcza nauczycielka.

W Wiedniu spędzili dwa tygodnie, z wielkim zaniepokojeniem słuchając wieści napływających z Polski. Gdy nadszedł czas powrotu jednomyślnie podjęli decyzję o przedłużeniu pobytu. Pozostawała tylko kwestia utrzymania się i znalezienia mieszkania. Wtedy przyszła im z pomocą wspomniana wsześniej pani professor – to ona sponsorowała późniejszy pobyt całej trójki, za co była wielbiona dosłownie i w przenośni. Zamieszkali w dwupokojowym mieszkaniu na obrzeżach Wiednia. Jacek i Sebastian znaleźli dorywczą pracę, a Sebastian zajmował się domem. Wspólnie zaś zajmowali się panią profesor, co wieczór losując, który z nich spędzi noc w jej alkowie.

Sytuacja wydawała się idealna, ale nijak miała się do planów wielkich podróży, o jakich marzyli niedoszli magistrowie Turystyki. Kiedy więc, dowiedzieli się, że mogą z Austrii emigrować do Kanady lub Stanów – niezwłocznie zgłosili się z wnioskami o azyl do istniejącego w austriackim mieście Traiskirchen obozu dla uchodźców. Tym samym uwolnili się od wdzięków ponętnej pani professor, która w międzyczasie zauroczyła swoją osobą austriackiego biznesmena i w ten sposób zakończyła “współpracę” z młodymi ludźmi.

Jurek, Jacek i Sebastian po prawie dwóch latach pobytu w Traiskirchen otrzymali wezwania na interview do konsulatu. Wszyscy trzej wyszli z niego z przepustką do nowego życia, jakie mieli wkrótce rozpocząć w Kanadzie.

Kraj pachnący żywicą przywitał ich nad wyraz serdecznie – otrzymali prawo stałego pobytu, subsydiowane mieszkanie i możliwość nauki języka angielskiego. Jedyne, co im pozostało to znalezienie pracy. I tutaj, zaczęły się schody. Nie dlatego, że o pracę było trudno, ale z powodu bardziej prozaicznego. Żaden z młokosów nie miał zamiaru pracować fizycznie, ambicja nie pozwalała im również na utrzymywanie się z rządowego zasiłku.

Postanowili zatem wykorzystać swoje wdzięki, wspominając z rozrzewnieniem wielbiącą ich w Austrii sponsorkę. Zdecydowali się więc na pracę w charakterze …striptizerów.

Pierwsze kroki skierowali do jednego z licznych tego typu miejsc w Toronto, gdzie po krótkiej rozmowie z szefem owego przybytku uciechy, zostali zaangażowani na okres próbny. Szybko okazało się, że ich atrakcyjność rozbudza zmysły kobiet do tego stopnia, iż niebawem zaczęli świadczyć usługi na prywatnych przyjęciach,  głównie wieczorach panieńskich.

Trzeba jednak zaznaczyć, że mimo charakteru pracy jaką wykonywali, mieli jedną zasadę. Nigdy nie przyjmowali zleceń, w których koleżanki przyszłej pani młodej chciały zapłacić za coś więcej niż erotyczny taniec. Tak naprawdę był to pomysł Sebastiana, który nie wiadomo kiedy, zakochał się w Joli – właścicielce domu, który wynajmowali. Wkrótce okazało się, że uczucie jest odwzajemnione i młodzi ludzie postanowili się pobrać. Od tej pory Sebastian zachodził w głowę, jak ukryć przed Jolą źródło swoich niebotycznych dochodów. Wymógł na Jurku i Jacku zachowanie tajemnicy, pod groźbą zerwania długoletniej przyjaźni. Jednocześnie nie potrafił zrezygnować z intratnego zajęcia, planując zapewnić przyszłej żonie życie w luksusie.

Cóż, od dawna wiadomo, że kłamstwo na krótkie nogi. Nie inaczej było w przypadku tajemnic Sebastiana.

Któregoś dnia przyjął zlecenie na wieczór panieński w Mississaudze. Gdy przekroczył próg mieszkania, do którego został zaproszony, pierwszą osobą którą zobaczył okazała się …jego przyszła żona. Nie wiadomo, które z nich było bardziej zaskoczone.

Finał tej historii nie zakończył się jednak zerwaniem zaręczyn. A to tylko dlatego, że koleżanka Joli, która zorganizowała wieczór, dużo wcześniej poinformowała ją, że co prawda wynajęła striptizera, ale ten za żadne pieniądze nie chciał się zgodzić na małe co nieco, sam na sam, z przyszłą panią młodą.

Ślub naszej pary odbył się dwa miesiące później. Wśród zaproszonych gości, oprócz Jurka i Jacka był szef polonijnego biura podróży, w którym Sebastian zaczął pracę tydzień po feralnym panieńskim wieczorze.

Ilona Girzewska