Chcą nas zmusić do 40!

Lokalnie Top News wrze 20, 2012 at 3:44 pm

Najnowszy raport jaki wyszedł z biura koronera prowincyjnego zawiera sugestie o obniżeniu maksymalnej prędkości na drogach i ulicach w ośrodkach miejskich. Jeśli władze wezmą go sobie do serca, będziemy musieli jeździć po ulicach z prędkością 40km/g zamiast dotychczasowych 50km/godz.

A w dzielnicach mieszkalnych jeszcze wolniej, bo 30 km/godz.

Zdaniem koronera, obniżenie limitu maksymalnie dozwolonej prędkości pozwoli skutecznie zapobiec śmierci pieszych, którzy giną potrąceni przez pojazdy.

W 2010 roku takich śmiertelnych potrąceń było w prowincji 95. Raport wykazał, że 5% wspomnianych wypadków powstało na drogach z prędkością do 50km/godz. Z kolei 70% zabitych zginęło z dala od wyznaczonych przejść dla pieszych albo idąc poboczem albo tuż przy skrzyżowaniu poczas skrętu pojazdu w prawo.

- Zwykłe, popularne błędy kierowców i zwykłe zachowanie przechodniów nie powinny prowadzić do śmierci. A ruch drogowy powinien naginać się do potrzeb użytkowników – powiedział zastępca głównego koronera, dr Bert Lauwers.

Ponad jedna trzecia potrąconych ze śmiertelnym skutkiem pieszych to emeryci, mimo iż stanowią oni zaledwie 13% populacji.

Obniżenie prędkości na miejskich drogach to tylko jedna z 26 rekomendacji raportu koronera, który nawołuje do stworzenia oddzielnej strategii ruchu dla pieszych i dla zmotoryzowanych. W praktyce może to doprowadzić do zaostrzenia przepisów dotyczących przechodzenia przez ulice. Z jednej stony ma to zwiększyć ich bezpieczeństwo, a z drugiej zasilić kasę miejską wpływami z mandatów.

Opublikowany raport nie przeszedł bez echa. Wywołał m.in. szeroką dyskusję w mediach.

Oto niektóre opinie słuchaczy dwóch popularnych stacji radiowych: Newstalk 1010 oraz 680 News:

- Szokuje mnie przechodzenie ulic po nocy całymi stadami. Lekkomyślni przechodnie zakładają, że nawet w warunkach ograniczonej wiidocznośći kierowca zawsze powinien ich dostrzec i w porę wyhamować. Inny rodzaj nadużycia, to przekraczanie przejść dla pieszch mimo czerwonego światła. Jako kierowca oraz rowerzysta setki razy musiałem hamować aby uniknąć wypadku nie z mojej winy. Sama zmiana przepisów nic nie zmieni ale mandaty mają szansę wyedukować pieszych.

- Każdy kto choćby liznął metody statystycznej wie, że porównanie wypadkowości na drogach z ograniczeniem do 40 i do 50 km/godz nie dowodzi nieczego, ponieważ są ta dwa zupełnie odmienne typy dróg. Jeżeli zmniejszymy dozwoloną  prędkość do 40km/godz, będzie tam statystycznie więcej wypadków niż na ulicach dzielnic mieszkalnych, gdzie już obowiązuje prędkość 40km/godz. A więc pomysł bez sensu.

- To nie do wiary, że ktokolwiek bierze pod uwagę jeszcze większe ograniczenia prędkości na ulicach, na których już teraz dopchanie się gdziekolwiek zabiera wieczność. Wypadki chodzą po ludziach więc musimy zwiększyć ostrożność a nie wprowadzać coraz to nowe ograniczenia, bo niedługo nie będzie już po co wyjeżdzać z domu samochodem.

- Nie trzeba przeprowadzać naukowych badań, żeby wiedzieć że przyczyną śmierci pieszych na drogach są w 100% samochody. Na takie odkrycia nie potrzeba wydawać publicznych pieniędzy na raporty. Logika podpowiada, że na ulicach powinniśmy zabronić albo ruchu pojazdów albo pieszych i problem rozwiązany!

Obniżanie dozwolonej prędkości jest równie idiotycznym pomysłem, jak to co przed chwilą powiedziałem. Koroner mógłby popisać się jeszcze kilkoma, równie głupimi rekomendacjami, jak np. noszenie przez pieszych kasków ochronnych na wypadek wypadku.

Wymyślanie nowej strategii współistnienia dla pieszych i zmotoryzowanych to bezsensowny mit wymyślony przez tzw. fachowców od ruchu drogowego, aby uzasadnić potrzebę istnienia ich zawodu. Jeśli dalej pójdziemy tą drogą, to zaczniemy tworzyć na każdej ulicy oddzielne korytarze ruchu dla pieszych, aut, rowerów i komunikacji miejskiej. Kolejna debilna idea, na którą pójdą dziesiątki miliardów tylko dlatego, że nie potrafimy sprawić, aby ludzie byli bardziej odpowiedzialni za siebie.

- Myślę, że znowu chce się ukarać ludzi, którzy nie łamią prawa. To tylko spowoduje więcej przypadków przechodzenia ulicy poza przejściami dla pieszych (co określa się tu jako jaywalking).

- Mam lepsze rozwiązanie. Zainstalować wszystkim pojazdom automatyczne ograniczniki prędkości sterowane GPS-em. Po co stosować termin “jaywalking” skoro przekraczanie jezdni przez pieszych nie jest wzbronione.

- Zakaz goni zakaz. Najpierw zabroniono trzymania telefonu podczas jazdy. Póżniej – jakichkolwiek urządzeń. Rowerzystom już nie wolno jeździć w słuchawkach od MP3, a kaski na głowach stały się równie obowiązkowe jak pasy w samochodzie. Ciągle jeszcze nie dowierzam, że dzieci mogą nadal zabierać swoje telefony do szkoły.

A gdzie stary, dobry, klasyczny, niezastąpiony zdrowy rozsądek? Mój ojciec, jako emerytowany nauczyciel mówi, że w szkołach nie uczy się już gramatyki, bo do sprawdzenia poprawności pisowni używamy komputerów i komórek. Dzięki temu dorobiliśmy się pokolenia, które nie jest w stanie napisać samodzielnie choćby paru zdań. Po co? Państwo za nich coś tam zawsze wymyśli…

- Może powinni ten raport przecztać rowerzyści, którzy uważają, że nie muszą przestrzegać koloru świateł i nie muszą zatrzymywać się przed znakiem stopu. I którzy konsekwentnie oskarżają o wszystko kierowców. Przestrzegajcie tych samych zasad, a będziecie żyli dłużej.

 

Ciekawi jesteśmy, jakie są opinie Czytelników Bejsmentu?