Z Polakami u boku (1944)

Historia Kanady Series paźd 12, 2012 at 3:04 pm

Pomnik Dwóch Głazów

W 1999 roku podczas pierwszej w historii wizyty kanadyjskiego premiera w Polsce, odsłonięto przy Ambasadzie Kanady w Warszawie pomnik “Dwóch Głazów”, upamiętniający żołnierzy kanadyjskich oraz polskich sił zbrojnych, którzy wspólnie walczyli i umierali  podczas II wojny światowej.

Jeden z głazów pochodzi z Polski, a drugi Kanady. Kanadyjski kamień pochodzi z regionu Barry’s Bay czyli z ontaryjskich Kaszub, gdzie ponad 150 lat temu  osiedliła się pierwsza duża kolonia imigrantów z Polski.

Podczas II wojny światowej polskie i kanadyjskie oddziały walczyły wspólnie, ramię w ramię na lądzie, w powietrzu i na morzu.

Polskie okręty przewoziły kanadyjskich żołnierzy przez Atlantyk. ORP Garland i ORP Piorun zapewniały eskortę konwojom wypływającym z Halifaksu, natomiast ORP Ślązak udzielił wsparcia kanadyjskim żołnierzom pod Dieppe.

Polskie i kanadyjskie eskadry myśliwców uczestniczyły w Bitwie o Anglię. Kanadyjscy lotnicy, z których wielu zginęło zestrzelonych przez wroga i spoczywa teraz na polskich cmentarzach, wspomagało również Powstanie Warszawskie w 1944 roku, zrzucając dostawy żywności i broni.

W czasie kampanii włoskiej, polscy i kanadyjscy żołnierze razem zdobywali zamieniony w nazistowską twierdzę klasztor Monte Cassino.

Po wylądowaniu w Normandii w czerwcu 1944 roku, Polacy i Kanadyjczycy odznaczyli się w szeregu ważnych bitew, szczególnie podczas marszu na Berlin, a zwłaszcza walcząc zacięcie w czasie Bitwy pod Falaise.

Pewien tragiczny fragment tej bitwy pancernej najbardziej różni polskich i kanadyjskich historyków.

Na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku 4 Kanadyjska Dywizja Pancerna została wysłana na front do Normandii, gdzie weszła w skład II Korpusu Kanadyjskiego. Jej debiutem bojowym była Operacja Totalize. W drugim dniu operacji ppłk Worthington został wyznaczony na dowódcę grupy bojowej złożonej z pułku “British Columbia” i trzech kompanii piechoty, a nazwanej od jego nazwiska “Worthington Force”. Jej zadaniem było opanowanie wzgórza 195, ważnego punktu terenowego leżącego na drodze natarcia korpusu wzdłuż szosy Caen-Falaise. Nad ranem 9 sierpnia Worthington poprowadził grupę w kierunku wzniesienia i w swoim mniemaniu je zajął. Jak się potem okazało, tragicznie pomylił  drogę…


Bitwa o wzgórze 140

Rozegrała się 9 sierpnia 1944 roku nieopodal normandzkiej wsi Estrées-la-Campagne pomiędzy grupą bojową z 4 Kanadyjskiej Dywizji Pancernej a wojskami niemieckimi, głównie z 12 Dywizji Pancernej SS “Hitlerjugend”.  Zapisała się jako przypadek bez precedensu podczas kampanii normandzkiej, jak i prawdopodobnie całej II wojny światowej, aby tak duże siły straciły orientację w terenie, zgubiły drogę i w konsekwencji zostały całkowicie rozbite.

Generałowie z międzynarodowej 1 Armii Kanadyjskiej. Siedzą od lewej: Stanisław Maczek (Armia Polska), Guy Simonds (II Canadian Corps, Harry Crerar 1st Canadian Army, Charles Foulkes (I Canadian Corps), Bert Hoffmeister (5th Canadian Armoured Division. Stoją od lewej: Ralph Keefler (3rd Canadian Infantry Division), Bruce Matthews (2nd Canadian Infantry Division), Harry Foster (1st Canadian Infantry Division), Robert Moncel (4th Canadian Armoured Division), S.B. Rawlins (49th British Division).

Uderzenie II Korpusu Kanadyjskiego na południe od Caen, oznaczone kryptonimem “Totalize”, ruszyło w nocy z 7 na 8 sierpnia. Plan przygotowany przez dowódcę korpusu, gen. por. Guya Simondsa, zakładał, że alianckie oddziały wedrą się w niemieckie linie obronne na głębokość 20 km i w szybkim ataku zdobędą wzgórza bezpośrednio na północ od miejscowości Falaise. W rzeczywistości natarcie rozwijało się jednak w bardzo powolnym tempie, a mające odegrać główną w nim rolę dwie dywizje pancerne − kanadyjska 4 Dywizja Pancerna (4 DPanc) i polska 1 Dywizja Pancerna (1 DPanc) − przez cały dzień 8 sierpnia poczyniły niewielkie postępy, ponosząc przy tym ciężkie straty w ludziach i sprzęcie. Kanadyjczycy przebyli niewiele ponad 2 km, docierając do Cintheaux, a Polacy zostali powstrzymani już na pozycjach wyjściowych w okolicach Cramesnil.

Wieczorem 8 sierpnia Simonds nakazał swoim dywizjom pancernym wznowić natarcie następnego dnia.

1 DPanc generała bryg. Stanisława Maczka w pierwszej kolejności miała opanować wieś Cauvicourt i leżące 5 km na południe od niej wzgórze 140, z którego szczytu można było kontrolować przeprawy na rzece Laison. Natomiast działająca na prawo od Polaków 4 DPanc (d-ca gen. mjr George Kitching) miała w tym samym czasie uderzyć wzdłuż szosy Caen-Falaise i zdobyć inny ważny punkt terenowy − wzgórze 195. Zgodnie z wydanym wieczorem przez dowódcę korpusu rozkazem, obie dywizje powinny były wyruszyć jeszcze w nocy i rozpocząć atak z nastaniem świtu.

Zdobycie wzgórza 195 Kitching powierzył 4 Kanadyjskiej Brygadzie Pancernej. W celu wykonania tego zadania jej dowódca, brygadier Eric Booth, przeorganizował swe siły w dwa zgrupowania taktyczne, od nazwisk dowodzących nimi oficerów nazwane Grupą Bojową Halpenny (Halpenny Force) oraz Grupą Bojową Worthington (Worthington Force). Ta pierwsza miała zdobyć wieś Bretteville-le-Rabet, natomiast druga, poruszając się wzdłuż drogi Caen-Falaise, miała uderzyć na leżące 6 km dalej na południe wzgórze 195, opanować je i utrzymać do czasu nadejścia posiłków. Tak się jednak nie stało.

W skład Grupy Bojowej Worthington wszedł 28 Pułk Pancerny “British Columbia” (d-ca ppłk Donald “Don” Worthington) − którego trzon stanowiły trzy szwadrony czołgów Sherman − oraz trzy kompanie piechoty Pułku “Algonquin” na transporterach opancerzonych M3 Half-track (d-ca ppłk A.J. Hay).

31-letni Worthington był najmłodszym dowódcą na szczeblu pułku w 4 DPanc, jednak cieszył się zaufaniem Kitchinga, który uważał go za jednego ze swych najlepszych oficerów. Powierzone mu siły były wypoczęte, ale niedoświadczone. Nie brały udziału w walkach z 8 sierpnia, natarcie na wzgórze 195 miało być ich chrztem bojowym.

Przeciwnikiem dywizji pancernych II Korpusu Kanadyjskiego była walcząca w Normandii już od ponad dwóch miesięcy 12 Dywizja Pancerna SS “Hitlerjugend” (d-ca SS-Brigadeführer Kurt Meyer), którą wspomagały elementy rozbitej podczas pierwszej fazy Operacji Totalize 89 Dywizji Piechoty.

Wywiad II Korpusu Kanadyjskiego zbagatelizował zdolność bojową nieprzyjaciela i przecenił zadane mu wcześniej straty. W rezultacie Worthington spodziewał się na swojej drodze jedynie “kilku drugorzędnych niemieckich formacji”.

Booth wydał rozkaz do natarcia około północy. Jego intencją było, aby zgrupowanie Worthingtona wyruszyło jak najszybciej i wykorzystując element zaskoczenia opanowało wzgórze 195 wraz z nastaniem świtu. Wymarsz nastąpił o godz. 2:00 9 sierpnia. Czołgi i transportery jechały jeden za drugim, a spójność poruszającej się w mrokach nocy długiej kolumny zależała od utrzymywania przez kierowców ciągłego kontaktu wzrokowego z poprzedzającym ich pojazdem. Zgodnie z planem zgrupowanie przekroczyło Route Nationale 158 i trzymając się wschodniej strony drogi, zmierzało na południe.

Pomiędzy godziną 4 a 5 zgrupowanie dotarło w pobliże Bretteville-le-Rabet, na które właśnie rozpoczęła spóźnione uderzenie Grupa Bojowa Halpenny. Worthington stanął przed wyborem czy się zatrzymać i czekać aż miejscowość zostanie oczyszczona, czy zboczyć z trasy, ominąć wieś szerokim łukiem od wschodu i kontynuować natarcie. Zdecydował się na to drugie, chcąc wykorzystać wciąż będący jeszcze po stronie Kanadyjczyków element zaskoczenia.

Zdjęcie lotnicze pozycji zajętej przez Grupę Bojową Worthington wykonane rano 9 sierpnia przez RAF. Widoczne kanadyjskie czołgi i transportery opancerzone

Decyzja Worthingtona, jak się później okazało, miała tragiczne konsekwencje. Grupa bojowa co prawda zboczyła na wschód i ominęła Bretteville-le-Rabet, ale zamiast po pewnym czasie skręcić na zachód i powrócić do szosy RN 158, z nieznanych przyczyn kontynuowała ruch w kierunku południowo-wschodnim. Co więcej zbliżające się nadejście świtu i związana z tym poprawa widoczności spowodowały, że prowadzące czołgi zwiększyły prędkość, wskutek czego kolumna uległa rozerwaniu i częściowemu rozproszeniu.

Na czele wciąż znajdował się szwadron C oraz czołgi dowództwa pułku z Worthingtonem i Hayem. W pewnej odległości za nimi posuwał się szwadron B. Gdy mijał on niezidentyfikowaną wieś, jego dowódca, mjr Carson jako pierwszy zorientował się, że grupa zgubiła drogę. Nie tylko nakazał zatrzymać się swojemu pododdziałowi, ale też wysłał jeden z plutonów na południowy zachód, czyli jak się potem okazało w prawidłowym kierunku. Pewien swego Worthington rozkazał jednak przez radio iść Carsonowi w swoje ślady.

Około godz. 6.40 Worthington, zupełnie nie zdając sobie sprawy z popełnionej pomyłki, dotarł do podnóża wzniesienia, które uznał za wzgórze 195. Ulokował swoje siły w jego pobliżu, na prostokątnym polu ograniczonym wysokim na 1,5 m żywopłotem oraz zaroślami i kępami drzew. W rzeczywistości był to jednak obszar pomiędzy wzgórzami 140 i 111, położony 2 km na południowy wschód od Estrées-la-Campagne i ponad 6 km na północny wschód od wzgórza 195.

O godz. 6:50 Worthington zameldował przez radio dowództwu 4 Brygady Pancernej, że zajął wzgórze 195: “Brak nieprzyjaciela − ale dowody jego niedawnej obecności. Kilka zniszczonych ciężarówek, okopy i porozrzucane narzędzia. Będziemy się tu trzymać do czasu, gdy nadejdą przyjaciele i zabezpieczą teren”.

Stosunkowa łatwość z jaką kanadyjska grupa bojowa przedostała się tak głęboko za linie wroga wynikała nie tylko z zaskoczenia Niemców nocnym atakiem. Niespodziewane pojawienie się tam sił Worthingtona wbiło klin pomiędzy oddziały 12 Dywizji Pancernej SS, zagroziło jej sztabowi (znajdował się zaledwie 3 km dalej) oraz odcięło drogę odwrotu grupie Waldmüllera. Jednak ani Worthington, ani Booth i Kitching nie byli tego świadomi, pozostając w błędnym przekonaniu, że w ich rękach znalazło się wzgórze 195.

W przeciwieństwie do kanadyjskiego dowództwa, niemieckie bardzo szybko pojęło powagę sytuacji i podjęło odpowiednie działania. Wünsche nakazał jak najszybciej zlikwidować Kanadyjczyków i skierował przeciw nim z rejonu Lasu Quesnay 15 czołgów Panther z I batalionu 12 Pułku Pancernego SS oraz 5 czołgów Tiger ze składu 102 Batalionu Czołgów Ciężkich SS, wspomaganych przez co najmniej dwie kompanie grenadierów pancernych. Do walki włączyło się również kilka ocalałych Tigerów ze 101 Batalionu Czołgów Ciężkich SS.

Tiger spod Falaise

Worthington wyruszył do boju na czele pełnego pułku pancernego i trzech kompanii piechoty. Na skutek rozerwania się kolumny marszowej do jego dyspozycji pozostało zaledwie 31 czołgów Sherman, 1 czołg lekki Stuart oraz około 220 żołnierzy piechoty. Mimo to postanowił zorganizować obronę okrężną zajmowanej pozycji i czekać na przybycie wsparcia. Czołgi rozmieścił tuż za żywopłotem, wzdłuż każdego z boków prostokątnego pola. Przed nimi okopała się piechota. Wewnątrz ugrupowania, w leju po bombie zajęły pozycje dwie sekcje średnich moździerzy.

Kanadyjski podpułkownik wciąż liczył na to, że do tych dość skromnych sił dołączą pozostałe pododdziały jego grupy bojowej. Jeden z nich, 2. pluton szwadronu B został jednak ostrzelany w rejonie wzgórza 151 przez działa przeciwpancerne i pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia zawrócił. W okolicach Estrées-la-Campagne przyłączył się do posuwających się w stronę wzgórza 140 szwadronu A i kompanii D. Wkrótce potem, zaledwie kilometr przed wzgórzem, kolumna wpadła w zasadzkę zastawioną przez czołgi Tiger i działa przeciwpancerne. Jedynie dwóm Shermanom udało się przedrzeć do Worthingtona, 17 pozostałych zostało w krótkim czasie zniszczonych. Anihilację szwadronu A i 2. plutonu obserwowała jadąca tuż za nimi kompania D. Jej żołnierze próbowali przyjść z pomocą czołgistom, jednak zostali powstrzymani przez intensywny ogień broni maszynowej, moździerzy i dział. W końcu, utraciwszy co najmniej dwa transportery opancerzone, wycofali się w kierunku Bretteville-le-Rabet.

Schemat ukazujący trasę natarcia Grupy Bojowej Worthington

Około godz. 8:00 rozgorzała również walka w rejonie samego wzgórza 140, dokąd zdążyły już dotrzeć czołgi Wünschego. Atakowały one pozycje Kanadyjczyków głównie z dwóch kierunków. Z południowego zachodu nacierała kompania czołgów Panther, wzmocniona kompanią grenadierów pancernych. Z kierunku południowo-wschodniego uderzyły natomiast dwa plutony ciężkich czołgów Tiger z kolejną kompanią grenadierów pancernych.

Szczególnie doskwierał Kanadyjczykom ostrzał prowadzony z oddalonego o 700 metrów na południe niewielkiego lasu. Około 9.00 Worthington nakazał rozpoznać go dwóm Shermanom ze szwadronu B. Dotarły one tam bez przeszkód, jednak gdy rozpoczęły oczyszczanie wykrytych niemieckich stanowisk ogniowych, zostały zaatakowane i zniszczone przez czołg Tiger. Na pomoc ruszył mjr Carson na czele dwóch kolejnych Shermanów, ale i one zostały szybko wyeliminowane. W międzyczasie przybyły dwa ocalałe czołgi z rozbitego szwadronu A z wiadomością, że Niemcy zajęli już zachodnie i północne podejścia, zamykając siły Worthingtona w potrzasku.

Przed godz. 8:00 Worthington otrzymał z dowództwa brygady polecenie potwierdzenia zajmowanej pozycji. Zameldował, że jest na wzgórzu 195, informując przy tym, że jest atakowany i potrzebuje wsparcia artylerii. Była to ostatnia wiadomość otrzymana od niego przez Bootha − łączność radiowa pomiędzy grupą bojową a brygadą została zerwana.

Niedługo potem swoim samolotem Auster wzbił się w powietrze dowódca artylerii 4 DPanc, brygadier Lane. Nie zdołał zaobserwować na wzgórzu 195 jakiejkolwiek kanadyjskiej obecności. Musiał natomiast widzieć kilkadziesiąt czołgów i innych pojazdów, wiele z nich palących się, pomiędzy wzgórzami 140 a 111, ale z racji tego, że był to obszar leżący w pasie natarcia 1 DPanc, uznał je najprawdopodobniej za polskie.

Kitching przyznał po wojnie, że słyszał odgłosy zażartego boju na lewej flance swej dywizji, ale sądził, że to walka Polaków z Niemcami. Podejrzewał natomiast, że pułki “British Columbia” i “Algonquin” przejechały swój cel i znalazły się dalej na południe, w okolicach Potigny. Generał sięgnął zatem po swoje ostatnie rezerwy i nakazał pójść w sukurs Worthingtonowi grupie bojowej z 21 Pułkiem Pancernym “Governor General’s Foot Guard” na czele. Nie zdołała ona jednak nawet zbliżyć się do wzgórza 195, gdyż została odparta przez celny ogień umieszczonych w Lesie Quesnay dział 88 mm, tracąc aż 26 czołgów. Położenie grupy Worthingtona stale się pogarszało…

Nieruchome wozy bojowe Worthingtona były konsekwentnie i bezkarnie niszczone z dużego dystansu przez Pantery i Tygrysy. Działo się tak, gdyż pociski wystrzelone z długolufowych dział tych czołgów skutecznie przebijały pancerz Shermanów z odległości prawie 2000 m, podczas gdy Sherman miał trudności z przebiciem ich przedniego pancerza nawet z najbliższej odległości. W rezultacie około godz. 10:00 ponad połowa z kanadyjskich czołgów była już zniszczona.

Nieco wcześniej nastąpił pierwszy z wielu tego dnia ataków niemieckiej piechoty. Nacierało około 200 grenadierów pancernych, wspieranych przez cztery czołgi. Został on odparty, a według kanadyjskich relacji Niemcy ponieśli ciężkie straty. Jednak coraz poważniejsze straty w ludziach ponosiła również kanadyjska piechota. Wśród najciężej rannych znalazł się dowódca Pułku “Algonquin”, ppłk Hay. Gdy omawiał z Worthingtonem plan dalszej obrony, pocisk przeciwpancerny trafił w czołg, za którym obaj stali − jeden z odłamków oderwał Hayowi nogę.

Wobec stale rosnącej liczby rannych, którym w bitewnych warunkach nie można było udzielić pomocy, Worthington zgodził się przeprowadzić ich ewakuację na 11 wciąż sprawnych transporterach opancerzonych pod dowództwem kpt. Lewisa. Pomimo że zostały oznaczone wyraźnymi znakami czerwonego krzyża, jeden z nich został zniszczony. Pozostałym udało się bezpiecznie dotrzeć do pozycji zajmowanych przez 10 Kanadyjską Brygadę Piechoty. Lewis nie potrafił jednak określić rzeczywistego miejsca bitwy, meldując, że przybył ze wzgórza 195.

Jedynego skutecznego wsparcia okrążonym oddziałom udzielił tego dnia RAF. Jeszcze wczesnym ranem nad wzgórze 140 nadleciały brytyjskie Typhoony i zidentyfikowały Kanadyjczyków. Następnie niemal do końca bitwy powracały co około 30 minut, atakując nacierających Niemców oraz ich stanowiska artyleryjskie. Prawdopodobnie jedynie dzięki pomocy tych myśliwców Kanadyjczycy byli w stanie tak długo utrzymać się na z góry straconej pozycji. Z drugiej strony, mimo że lotnictwo znało dokładne położenie grupy Worthingtona, informacja o tym nie została przekazana Simondsowi ani Kitchingowi.

Około godz. 14:00 Niemcy przeprowadzili kolejny kontratak na kanadyjskie pozycje, który został jednak rozbity przez nalot Typhoonów. W tym momencie Worthingtonowi pozostało już bardzo niewiele czołgów. Zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, około godz. 15:00 wydał rozkaz ewakuowania się wszystkim jeszcze sprawnym Shermanom. Dzięki temu ośmiu udało się przedrzeć do nacierających z północy Polaków.

Według Kanadyjczyków przed godz. 17:30 nawiązali oni kontakt wzrokowy ze szwadronem polskich Shermanów (który chwilę wcześniej omyłkowo ich ostrzelał). Zdołał on dotrzeć na odległość niecałych 300 metrów od pozycji Worthingtona, udaremniając przy tym kolejny niemiecki kontratak, ale gdy wkrótce potem znalazł się pod silnym niemieckim ostrzałem, zmuszony był wycofać się.

Wieczorem z kanadyjskiego zgrupowania pozostały już tylko resztki, złożone głównie ze zdziesiątkowanych plutonów piechoty. Mimo to ppłk Worthington postanowił walczyć do samego końca. Około godz. 19:45 zginął on jednak w wyniku wybuchu pocisku moździerzowego. Dowodzenie przejął ranny mjr MacPherson (d-ca kompanii B), ale gdy wkrótce potem i on został zabity, przeszło ono w ręce mjr. Monka (d-ca kompanii C).

Monk zamierzał utrzymać się do zmierzchu, a następnie spróbować się wycofać. Po godz. 20:00 Niemcy rozpoczęli likwidację kanadyjskich pozycji, a część obrońców zaczęła ratować się ucieczką. W końcu, około 22:00 linie obronne zostały całkowicie przełamane. Monk zarządził odwrót; walka dobiegła końca. Wykorzystując zapadające ciemności, ocalali Kanadyjczycy pojedynczo lub małymi grupami starali przedrzeć się w stronę alianckich linii. Udało się to kilkudziesięciu z nich. Ostatni dotarli dopiero 12 sierpnia.

W wyniku bitwy kanadyjska grupa bojowa została niemal doszczętnie zniszczona. Łączne straty ludzkie wyniosły co najmniej 232 osoby. Zostało zniszczonych wiele wozów bojowych, w tym 47 z blisko 60 czołgów: 44 czołgi średnie Sherman, 2 czołgi lekkie Stuart i 1 czołg przeciwlotniczy Crusader. Już następnego dnia rozpoczęto odtwarzanie pułku “British Columbia”, a jednym z nowych dowódców szwadronu został brat Dona, mjr John “Jack” Worthington. Niedługo potem, 18 sierpnia, również i on poległ.

Straty niemieckie nie są znane. Według dowódcy dywizji “Hitlerjugend”, Kurta Meyera były one nieznaczne, natomiast biorący udział w bitwie Kanadyjczycy ocenili je na wysokie, szczególnie w piechocie.

Pierwszy od lewej – Max Wünsche

Wzgórze 195 zostało zajęte bez walki przez 4 DPanc nad ranem 10 sierpnia, tego samego dnia pancerniacy Maczka opanowali Estrées-la-Campagne i wzgórze 111. Zdobycze te, wobec doznanych wcześniej ciężkich strat, utraty elementu zaskoczenia i silnej niemieckiej obrony w Lesie Quesnay, nie zastały jednak wykorzystane.

11 sierpnia Simonds ogłosił zakończenie Operacji Totalize. Wzgórze 140 zostało ostatecznie opanowane przez Kanadyjczyków 14 sierpnia, podczas kolejnej ofensywy II Korpusu Kanadyjskiego − Operacji Tractable.

Dzięki napływowi uzupełnień pułk “British Columbia” został szybko odbudowany i wziął udział w późniejszych działaniach bojowych swojej dywizji. Do zakończenia II wojny światowej zanotował najwyższe straty spośród wszystkich kanadyjskich pułków pancernych (335 ludzi i 120 czołgów).

Kanadyjczycy rozbrajają Niemców

SS-Obersturmbannfuhrer Max Wünsche dwa dni po bitwie otrzymał Liście Dębu do Krzyża Rycerskiego. Niecałe dwa tygodnie później jego kampfgruppe została rozbita w kotle pod Falaise, a on sam wkrótce potem dostał się do alianckiej niewoli.

Poległych żołnierzy kanadyjskich pochowano na cmentarzu wojennym w Bretteville-sur-Laize. W 1956 roku na cześć ppłk. Dona Worthingtona jeden ze szczytów w kanadyjskich Górach Skalistych otrzymał nazwę Mount Worthington.

 

Kontrowersje

Niefortunny przebieg natarcia grupy Worthingtona i jej późniejsze zniszczenie były tematem dociekań kanadyjskich historyków i teoretyków wojskowości. Kontrowersje wzbudziły szczególnie trzy kwestie: przyczyna zgubienia drogi przez zgrupowanie, niemożność ustalenia jego położenia i przyjścia mu z pomocą przez kanadyjskie dowództwo oraz postawa polskiej 1 Dywizji Pancernej.

Wśród najbardziej prawdopodobnych przyczyn pomyłki Worthingtona są wymieniane: stres i podekscytowanie związane z wejściem do walki; pośpiech z jakim poruszała się grupa, pragnąc dotrzeć do celu przed świtem; często popełniany przez żołnierzy błąd dopasowywania na siłę terenu do mapy; brak przeszkolenia w nocnych manewrach; teren ubogi w wyróżniające się punkty orientacyjne; poranna mgła i wydostające się spod gąsienic pojazdów tumany kurzu, które dodatkowo pogarszały widoczność.

Pomimo zerwania bezpośredniej łączności z dowództwem brygady, siły Worthingtona nie znalazły się w zupełnej izolacji i w trakcie bitwy kontakt z nimi nawiązywały różne alianckie jednostki. Przede wszystkim było to lotnictwo taktyczne RAF-u, które znało dokładną pozycję grupy bojowej i przez cały dzień udzielało jej wsparcia. Palące się czołgi Worthingtona widział też brytyjski obserwator artyleryjski ze swojego wysuniętego stanowiska koło Lasu Quesnay, ale podobnie jak brygadier Lane uznał je za polskie i nikogo o tym nie powiadomił.

Już przed południem oznaki walki w pobliżu wzgórza 140 widzieli atakujący w jego kierunku Polacy. Co więcej, około 15:00 przedarło się do nich ostatnich 8 ocalałych Shermanów Worthingtona, a kanadyjski oficer łącznikowy przy 1 Dywizji Pancernej zawiadomił o tym sztab 4 Kanadyjskiej Brygady Pancernej.

Mimo to kanadyjskie dowództwo aż do wieczora nie mogło ustalić położenia swojej grupy bojowej i udzielić jej jakiejkolwiek pomocy. Winą za to obarczany jest niesprawny system łączności i kontroli funkcjonujący w kanadyjskiej armii oraz związany z tym brak należytego współdziałania pomiędzy 1 i 4 DPanc, a także brak komunikacji pomiędzy sztabami Kitchinga i Bootha a brytyjskim lotnictwem i artylerią.

Historyk Brian Reid wskazuje także na poważne wady samego rozkazu ataku na wzgórze 195, zakładającego wykonanie nocnego natarcia przez nieprzeszkolone do tego typu działań oddziały, dla których była to pierwsza akcja bojowa. Ponadto argumentuje on, że ustalony przez Bootha czas wymarszu wykluczał możliwość dotarcia do celu przed świtem. Podążając planowaną trasą, czołgi 28 Pułku Pancernego “British Columbia” musiałyby już w świetle dnia przejechać przed stanowiskami niemieckich dział w Lesie Quesnay i prawdopodobnie spotkałby je ten sam los co te z 21 Pułku Pancernego “Governor General’s Foot Guard”.

Autor oficjalnej historii działań wojennych Armii Kanadyjskiej, płk prof. C.P. Stacey podsumował bitwę jako “tragiczną mieszankę męstwa i nieudolności”. Ppłk dr R.J. Jarymowycz stwierdził natomiast, że “zgubienie w ciemnościach nocy pułku pancernego można uznać za pech, ale utrata całej grupy bojowej w świetle dnia jest czystym niedbalstwem”.

Wzgórze 140 od początku Operacji Totalize było celem natarcia polskiej 1 DPanc, jednak ani 8, ani 9 sierpnia nie udało się jej go opanować. Działania Polaków szczególnie tego drugiego dnia, a przede wszystkim nieudzielenie pomocy Worthingtonowi, zostały krytycznie ocenione przez część Kanadyjczyków. Gen. Kitching pisał: “Nie wiem co poszło źle z Polakami w ciągu tych dwóch dni 8 i 9 sierpnia, ale z całą pewnością nie byli oni dla nas żadną pomocą. Wystawiłem Polakom bardzo słabą ocenę za tę bitwę. Jeżeli byliby tak agresywni, jak Worthington, mogliby być tam, aby złagodzić gwałtowny nacisk na niego”. Z kolei adiutant gen. Simondsa, kpt. Stearns stwierdził, że niektóre polskie oddziały zawracały w obliczu stosunkowo słabego oporu stawianego przez przeciwnika.

Kawalerzyści Maczka

Te i podobne komentarze znalazły odzwierciedlenie w kanadyjskiej literaturze dotyczącej Operacji Totalize. Główne zarzuty stawiane polskiej dywizji dotyczyły późnej pory rozpoczęcia natarcia, braku determinacji w jego prowadzeniu oraz wycofania się ze wzgórza 111, mimo nawiązania kontaktu z będącym w krytycznym położeniu zgrupowaniem Worthingtona.

Mimo rozkazów Simondsa nakazujących obu dywizjom pancernym wznowienie natarcia jeszcze nocą z 8 na 9 sierpnia, 1 DPanc rozpoczęła je dopiero 9 sierpnia o godz. 11:00. Wynikało to z faktu, że ówczesna brytyjska doktryna działań broni pancernej, wpojona oficerom podczas szkolenia, nie przewidywała użycia czołgów w porze nocnej, natomiast nakazywała przed zapadnięciem zmroku wycofać je na ubezpieczone postoje (laager) − co właśnie wykonały polskie i większość kanadyjskich pułków pancernych. Jak napisał teoretyk wojskowości ppłk dr J.A. English, działania grupy bojowej Worthingtona w porównaniu z pozostałymi oddziałami ilustrowały głębię taktycznej schizofrenii, na którą cierpiały pancerne siły brytyjskiej i kanadyjskiej armii.

Po dokonanym rano przegrupowaniu Polacy nacierali w kierunku wzgórza 140 siłami 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Na Estrées-la-Campagne uderzył 24 Pułk Ułanów wspierany przez 10 Pułk Dragonów, natomiast samo wzgórze 140 miał opanować 1 Pułk Pancerny (d-ca mjr Aleksander Stefanowicz). Część kanadyjskich historyków podaje, że już wczesnym popołudniem Stefanowicz dotarł do wzgórza 111 (a nawet do Rouvres), uratował część Kanadyjczyków, po czym się wycofał, nie udzielając pomocy wciąż jeszcze walczącym pozostałym siłom Worthingtona. Natomiast według innych kanadyjskich relacji miało to miejsce przed 17:30. Krytykowane było także wolne tempo z jakim nacierał polski pułk, który miał działać zbyt ostrożnie, identyfikując wszelkie napotkane niemieckie czołgi i działa pancerne jako Tygrysy. Z powyższych względów zarzucany był Polakom brak agresji oraz poddawana pod wątpliwość ich determinacja, aby dotrzeć do wzgórza 140.

Z polskich źródeł wynika jednak, że 1 Pułk Pancerny wczesnym popołudniem osiągnął dopiero Cavicourt. Jego dalszy ruch został znacznie opóźniony z powodu nawiązania walki z czołgami Kampgruppe Waldmüller, które niedoświadczeni polscy czołgiści rzeczywiście uznali za Tygrysy i to w znacznej liczbie (10–15 pojazdów) – choć o tej porze w pasie natarcia 1 Pułku Pancernego najprawdopodobniej nie było ani jednego czołgu tego typu. Do godz. 16 pułk przebył kolejne 2 km i opanował wzgórze 84, jednak brak wsparcia własnej piechoty i silna niemiecka obrona spowodowały, że zatrzymał się on przed Soignolles. Aby przełamać impas, dowódca jednego ze szwadronów, kpt. Bartosiński zaproponował obejście Soignolles od zachodu, opanowanie wzgórza 111 i uderzenie z niego na wzgórze 140. Mjr Stefanowicz zaakceptował pomysł i osobiście poprowadził szarżę dwóch szwadronów.

Dynamika manewru zaskoczyła Niemców, dzięki czemu Polakom udało się przebyć około 3 km i opanować wzgórze 111, które leżało zaledwie kilkaset metrów od pozycji zajmowanej przez kanadyjską grupę bojową. Jednak według oficerów pułku atak został wyprowadzony dopiero po godz. 20:30, a więc w momencie gdy siły Worthingtona były już rozbite.

Polscy czołgiści odnaleźli w rejonie wzgórza 111 jedynie wraki Shermanów i około 100 Kanadyjczyków – część z nich została odbita z niemieckiej niewoli. Wkrótce potem, ze względu na zapadające ciemności, brak wsparcia

Stefanowicz ze sztandarem 1 ppanc (1946)

piechoty, bliską obecność silnego nieprzyjaciela i rosnące straty, mjr Stefanowicz zarządził odwrót. Natarcie kosztowało 1 Pułk Pancerny utratę 15 czołgów oraz 29 zabitych i rannych (zginął m.in. zastępca d-cy pułku mjr Mieczysław Malinowski).

Stefanowicz otrzymał za tę akcję Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. W 1949 wyjechał do Kanady, gdzie zamieszkał w Toronto. Pracował w domu towarowym. W latach 70. publikował artykuły o walkach 1 Dywizji Pancernej w wydawanym w Londynie “Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej”.

Zmarł 3 marca 1985. Był kawalerem, nie pozostawił potomstwa. Urna z jego prochami została zatopiona w Oceanie Atlantyckim koło Halifaksu.

 

(tp)