Ile warta jest przyjaźń?

Polonijne to i owo Series grud 13, 2012 at 8:19 pm

Julia nikomu już nigdy nie zaufa. Straciła wiarę w ludzi, w bezinteresowność i szczerość. Doszła do wniosku, że człowiek powinien być samowystarczalny. Coś takiego jak prawdziwa przyjaźń, chyba nie istnieje w realnym życiu. To, co ją spotkało, utwierdziło ją w przekonaniu, że ludzie myślą tylko i wyłącznie o sobie. Dlaczego tak uważa? Bo okradła ją najbliższa przyjaciółka. Ktoś, kogo uważała za swoją bratnią duszą, taką, co to rozumie człowieka bez słów. Zniszczyła w ten sposób kilka lat ich przyjaźni. Najgorsze jest to, że Julia do tej pory nie wie, w imię czego to zrobiła.Posłuchajmy Julii…

Kasię poznałam na polonijnej imprezie andrzejkowej. Przyszła z Wojtkiem – synem mojego wujka. Siedziałyśmy przy jednym stole, razem się bawiłyśmy, razem wychodziłyśmy na papieroska. Tak nam się dobrze rozmawiało, że wymieniłyśmy się numerami telefonów. Później okazało się, że Wojtek, właśnie na tej imprezie, poznał inną i zostawił Kasię. Zadzwoniłam do niej zaraz, jak tylko się o tym dowiedziałam. Płakała, szlochała, nie była w stanie mówić. Sama byłam po zerwaniu z chłopakiem, więc rozumiałam, co się w takiej sytuacji przeżywa.Wsiadłam więc w samochód i w te pędy pojechałam do niej. Razem wypiłyśmy butelkę wina, popłakałyśmy, zwymyślałyśmy naszych byłych od najgorszych i oczywiście życzyłyśmy im samych okropności. Humory od razu nam się poprawiły, bo co dwa złamane serca, to nie jedno. Od tego spotkania stałyśmy się przyjaciółkami. Takimi na dobre chwile i złe. Wspierałyśmy się nawzajem. Ja doradzałam jej w problemach sercowych, ona radziła mi jak poradzić sobie z nerwowym szefem. Wszędzie chodziłyśmy we dwie, urządzałyśmy imprezy w jej małym, wynajętym mieszkanku niedaleko polskiej plazy Wisła, jeździłyśmy na wakacje, gotowałyśmy i było naprawdę wspaniale. Kasia wiedziała o mnie wszystko i ja o niej też. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Minęły dwa lata. Ja poznałam mojego przyszłego męża, Maćka. Kasia spotkała Jurka. Szczęście w miłości i do nas się uśmiechnęło. Nasza przyjaźń na tym nie ucierpiała. Nadal spotykałyśmy się bardzo często. Cieszyłam się, że mam komu opowiedzieć o moich zmartwieniach i problemach, że mam się komu wygadać. Dlatego pielęgnowałam tę przyjaźń i starałam się poświęcać Kasi jak najwięcej czasu. Zależało mi na niej, bo naprawdę rozumiałyśmy się bez słów. Niestety chyba byłam ślepa. Dałam się oszukać.

Niedługo potem wyszłam za mąż. Kasia nadal była z Jurkiem, ślubu nie planowali. Chcieli być razem, ale żyć w wolnym związku.  Maciek i ja czekaliśmy na zakończenie budowy naszego wymarzonego domu w Milton. Niebawem miał przyjść na świat nasz syn. Dzięki wsparciu rodziny i kredytom, jakie zaciągnęliśmy, szybko udało nam się zamieszkać we własnym gniazdku. Urodziłam syna. Maciek miał dobrą pracę, nieźle zarabiał. Żyło nam się dobrze. Pewnego dnia Kasia zwierzyła mi się, że straciła pracę. Ja akurat szukałam opiekunki do mojego rocznego synka. Zaproponowałam jej więc pracę u siebie. Oczywiście do czasu, jak nie znajdzie nic lepszego. Wiedziałam, że potrzebuje pieniędzy. Wprawdzie Jurek pracował, ale z jednej pensji było im ciężko opłacić wszystko i jeszcze odłożyć na życie. Zgodziła się bez wahania, a ja byłam szczęśliwa, że dzieckiem zajmie się ktoś znajomy i zaufany.

Kasia pilnowała Pawełka jakieś trzy miesiące. Zbliżało się Boże Narodzenie i zaczęłam robić porządki w szafach. Postanowiłam również przejrzeć mój kuferek z biżuterią i wyrzucić niekompletne kolczyki, zerwane korale, naszyjniki itp. Zauważyłam, że gdzieś zniknęła moja złota bransoletka i kolczyki, które kiedyś dostałam od mamy na 16 urodziny. Przeszukałam wszystkie szuflady i schowki. Nigdzie ich nie było. Pomyślałam, że gdzieś mi się zapodziały. Na drugi dzień już nie pamiętałam o zaginionych rzeczach. Pochłonęły mnie przygotowania do świąt.

Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem Kasia poprosiła mnie o pożyczkę. Chcieli z Jurkiem okazyjnie kupić mieszkanie w naszym miasteczku, ale nie mieli tyle pieniędzy. Pożyczyli trochę z banku i od rodziny, ale brakowało im 8 tys. dolarów. Zgodziłam się bez wahania, bo jak tu nie pomóc najlepszej przyjaciółce. Tym bardziej, że dostała pracę i od stycznia miała już zarabiać. Byłam pewna, że jak tylko będzie mogła, zwróci mi całą sumę, co do centa. Nie spisałyśmy więc żadnego oświadczenia, bo po co. Wypłaciłam pieniądze z konta i dałam jej do ręki. Jakże się pomyliłam.

Po świętach Kasia przestała się odzywać. Nie odpisywała na moje smsy, nie odbierała telefonów. Myślałam, że pochłonęła ją przeprowadzka i urządzanie nowego mieszkania. Pawełkiem opiekowała się tylko do świąt, bo przecież od stycznia miała zacząć pracę. Cała sytuacja stawała się bardzo niepokojąca. Kasia wyłączyła telefon. Zadzwoniłam do Jurka. Okazało się, że od miesiąca nie są już razem, żadnego mieszkania nie kupili, a on nie wie, co się dzieje z Kasią. Jego telefonów też nie odbiera. Zaczęłam się denerwować. Poszłam do niej, ale nie było jej w domu. Pytałam sąsiadów Polaków, powiedzieli, że się wyprowadziła i podali mi inny adres (mieli go, bo pomagali podobno Kasi w przeprowadzce), ale tam również jej nie było. Nikt nie otworzył mi drzwi. Wróciłam do siebie i przypomniałam sobie o zaginionych rzeczach. Sprawdzałam wszystko. Okazało się, że nie ma również mojego łańcuszka, obrączki męża (prawie jej nie nosił) i gotówki w amerykańskich dolarach. Usiadłam i myślałam, kto ostatnio był w naszym domu, kto mógł nam ukraść te rzeczy. Włamania przecież nie było, a i nikt obcy nas nie odwiedzał. Poza rodzicami i rodzeństwem, jedynie kasia. Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież to niemożliwe, żeby okradła mnie najlepsza przyjaciółka.

A jednak. Wszystko wskazywało na to, że to Kasia nas okradła. Nikt inny. Na dodatek pożyczyłam jej te 8 tysięcy! Byłam wściekła, zrozpaczona, zła na siebie i na cały świat. Ktoś, kogo dobrze znałam, kogo kochałam, uważałam za członka rodziny, okradł mnie i zniknął. Postanowiłam to wyjaśnić. Poszłam do niej i siedziałam pod drzwiami tak długo, aż wróciła. Nie była zaskoczona. Mówiła, że nie miała czasu, że telefon jej się zepsuł, że nie mogła się ze mną skontaktować. Zapytałam ją, czy zabrała coś z mojego domu. Oczywiście zaprzeczyła i była oburzona, że ja ją oskarżam o kradzież. Natomiast kiedy wspomniałam o pieniądzach, zrobiła wielkie oczy i powiedziała, że w życiu żadnych pieniędzy ode mnie nie pożyczała, że chyba sobie coś wymyśliłam, albo może komuś innemu pożyczyłam. Poza tym ona ma teraz nowe życie. Nie spotyka się już z Jurkiem i nie chce mieć kontaktów z nim i z nami, bo jej o nim przypominamy. Zwariowała albo ja zwariowałam – pomyślałam sobie. To jakiś koszmar, to chyba mi się śni.

Co mogłam zrobić? Nic. Kompletnie nic. Oszołomiona wróciłam do domu. Nie wiem co dalej. Nie poznaję osoby, którą znałam kilka lat. Wychodzi na to, że Kasia jest kimś innym, a tylko bardzo dobrze udawała moją przyjaciółkę. Kradzieży nie jestem w stanie jej udowodnić, ale jestem pewna, że to ona. Pieniędzy nie odzyskam, bo nie mam żadnych dowodów, że je pożyczałam. Nikt tego nie widział, nie ma żadnych dokumentów. Co tam jednak pieniądze. Zastanawiam się tylko, ile warta jest przyjaźń – kilka złotych drobiazgów i 8 tysięcy dolarów?