Jajko z niespodzianką

Polonijne to i owo Feb 6, 2013 at 2:57 pm

Ania zawsze była wielką miłośniczką roślin i zwierząt. Od kiedy pamięta, w jej rodzinnym domu w Polsce zawsze pełno było psów i kotów, a wszystkie parapety w oknach przesłonięte były doniczkami z najróżniejszymi kwiatami.

Kiedy Ania przyleciała do Kanady siłą rzeczy postanowiła stworzyć namiastkę rodzinnego domu. Okazało się to niezbyt łatwe, bo właściciel apartamentu jaki wynajęła z mężem i kilkuletnim synem, nie zezwalał na trzymanie czworonogów. Cóż, pozostały więc tylko małe domowe zwierzątka typu chomik, czy morska świnka. Nie najlepiej rzecz się miała także z roślinami – wynajmowany apartament nie miał parapetów, a jego kubatura nie bardzo pozwalała na ustawianie doniczek na podłodze. Ale dla chcącego, nie ma nic trudnego. Sprytna Ania poprosiła męża o skonstruowanie stojaka na kwiaty, który pomieścił by kilkanaście doniczek. Tym oto sposobem powstał sięgający od podłogi do sufitu stelaż, na którym Ania ustawiała co raz to nowe okazy roślin.

Pewnego dnia Ania postanowiła powiększyć swą kolekcję kwiatów o jakiś egzotyczny egzemplarz. Wybrała się w tym celu do Home Depot i nabyła dorodną dracenę. Dumna z dokonanego zakupu ustawiła nowy nabytek obok wspomnianego wcześniej kwietnika.

Miłością do roślin i zwierząt zaraziła również swego syna Wiktora. Jego ulubionymi zwierzętami okazały się jednak nie psy, czy koty ale …dinozaury, których zgromadził pokaźną kolekcję. W całym mieszkaniu można było znaleźć poustawiane figurki Tyranozaurów, Diplodoków, Spinozaurów i Raptorów, najwięcej jednak miejsca zajmowały wszystkie jaszczuropodobne.

Dbająca z niezwykłą starannością o rośliny Ania, pewnego dnia odkryła w jednej z doniczek małą jaszczurkę przygniatającą swym ciałem delikatne listki kwiatka. Zdenerwowana skarciła syna i kazała mu natychmiast zabrać zabawkę. Wielkie było jej zdziwienie, gdy chwycona rękami Wiktora jaszczurka zaczęła się poruszać. Przestraszony chłopczyk upuścił zwierzątko na ziemię, a to – nie mniej przestraszone – próbowało schować się za tapczanem. Wtedy do akcji wkroczyła Ania i szybko nakryła jaszczurkę plastikowym sitkiem. Kiedy niepożądany lokator został usidlony, Ania zaczęła się zastanawiać, jakim cudem owo stworzenie znalazło się w jej domu. Początkowo podejrzewała, że padła ofiarą żartu swego słynącego z dużego poczucia humoru męża, ale ten szybko rozwiał jej podejrzenia. Wspólnie doszli więc do wniosku, że egzotyczne zwierzątko zostało przytransportowane do mieszkania wraz z zakupioną niedawno draceną.

Zakochana w zwierzętach Ania spakowała jaszczurkę do pudełka i udała się do Pet Store, by sprawdzić czym obdarzył ją los. Tam okazało się, że jest to Anoli – jeden z trzystu gatunków tych gadów, zamieszkujących oba kontynenty amerykańskie, nadający się do hodowli w terrarium. Zachwycona Ania postanowiła zatrzymać zwierzątko w domu, ba – otrzymało ono nawet swoje imię – Henry. Mimo specjalnego pożywienia, zakupionego w sklepie zoologicznym, zwierzątko odmawiało jedzenia. Na nic zdały się próby przekonania go do konsumowania świerszczy, czy innych owadów. Wtedy Ania spróbowała nakłonić Henrego do zjedzenia kawałka mango – i ku jej wielkiemu zdziwieniu, jaszczurka spałaszowała cały kawałek! Od tej pory Henry – wegetarianin, raczony był samymi owocami i warzywami. Mimo to, po kilku dniach ponownie odmówił jedzenia. Zdesperowana Ania zdecydowała oddać zwierzątko komuś, kto miałby doświadczenie w opiekowaniu się Anoli.

Na stronie internetowej Kijiji dała zatem zdjęcie Henrego wraz z informacją, że odda zwierzątko bezpłatnie w dobre ręce. Niedługo później otrzymała telefon od jakiegoś mężczyzny, żywo zainteresowanego ogłoszeniem.

Umówili się następnego dnia. Nowy opiekun Henrego okazał się jeszcze bardziej zwariowanym miłośnikiem zwierząt niż Ania, i chociaż jego zamiłowania skierowane były głównie na zwierzęta, które można hodować w terrarium – szybko znaleźli wspólny język. Tym bardziej, że Ani wydawało się, iż gdzieś już spotkała swego rozmówcę. Zagadka szybko się wyjaśniła. Mężczyzna przyznał się, że mieszka w tym samym apartamentowcu co Ania, ale dwa piętra wyżej. Musieli więc siłą rzeczy widzieć się już kiedyś czy to w windzie, czy to przy wejściu do budynku.

Największe zdziwienie ogarnęło jednak Anię, gdy dowiedziała się, że Henry, tak naprawdę nie jest Henrym, tylko …. Matyldą. Poinformował ją o tym właśnie sąsiad, przyznając się również do tego, że kilka dni wcześniej Matylda jakimś cudem wydostała się z terrarium i zniknęła. A on – z obawy przed reakcją superintendenta i mieszkańców budynku – nie mógł wywiesić żadnej informacji, z prośbą o odnalezienie zwierzątka. Kiedy już pożegnał się ze stratą Matyldy, przypadkowo odwiedził stronę Kijiji i tam właśnie znalazł informację, która doprowadziła go do Ani.

Cała historia skończyła się optymistycznie: Matylda wróciła do swojego właściciela, Wiktor – miłośnik dinozaurów, często odwiedza sąsiada i wsłuchuje się w opowieści o jaszczurowatych, a Ania z zapałem pielęgnuje rośliny, których co rusz przybywa i prawie się juz nie mieszczą w małym mieszkaniu. Dlatego właśnie Ania z mężem zaczęli myśleć o kupnie własnego domu.  Takiego z dużym ogrodem (by mogły w nim biegać psy),  słonecznym pomieszczeniem pozwalającym na ustawienie wszystkich roślin i specjalnym pokojem, w którym znajdzie się miejsce na terrarium i wszystkie dinozaury Wiktora.

 

Ilona Girzewska