Małżeństwo? To przecież nuda!

Polonijne to i owo Series luty 27, 2013 at 6:05 pm

Jak to jest, że w życie wielu małżeństw, wkrada się nuda i rutyna? Czyżby małżeństwo było fatalną pomyłką? A jeśli tak, to dlaczego? Przecież na początku jest tak pięknie i różowo. Wielkie ochy i achy. Wspólne wyjazdy, wypady za miasto, spotkania ze znajomymi, koncerty, kolacje. Po kilku latach, czasem już nawet miesiącach, małżeńska sielanka zamienia się w szarą i smutną rzeczywistość.

Taka rzeczywistość dopadła Malwinę – 34-latkę, z dwójką dzieci, małym domkiem z ogródkiem blisko centrum handlowego Square One w Mississaudze i… psem. Umówiłyśmy się tydzień temu na kawę i wtedy Malwina wyrzuciła z siebie wszystkie – nagromadzone przez lata żale. Posłuchajcie…

Codzienność

Od kilku miesięcy siedzę w domu na urlopie macierzyńskim. Mała Justynka ma 4 miesiące, 6–letni Michaś chodzi już do szkoły. Mąż pracuje właściwie na dwa etaty, bo mortgage do spłacenia. Ja gotuję, sprzątam, piorę, bawię się z dziećmi, wyprowadzam psa na spacery, pielę ogródek, koszę trawę i wykonuję jeszcze sto tysięcy innych codziennych czynności. Wstaję rano, robię mężowi kanapki do pracy, pijemy razem kawę. Ja się pytam, co dzisiaj zrobić na obiad i jak długo będzie w pracy. On zjada śniadanie i wychodzi. Dzieci wstają. Ubieramy się. Odprowadzam synka do szkoły, a w drodze powrotnej robimy z Justynką zakupy – najczęściej w Food Basic, bo tanio. Robię obiad, ogarniam dom, piorę, jemy obiad. Jedziemy po Michała, rozmawiamy o tym co w szkole, jak się bawili, co robili,  wracamy. Zajmuję się dziećmi. Przygotowuję kolację. Wraca mąż. Odgrzewam mu obiad. Je obiad. Pytam jak tam w pracy, co słychać. On odpowiada, pyta o dzieci. Ja odpowiadam. Jak ma jakieś dodatkowe zlecenie, wychodzi. Kładę dzieci spać. Czekam. Mąż wraca koło północy. Je, albo i nie. Kładzie się spać. I tak w kółko. Codzienność, na którą się nie zgadzam, ale nie bardzo mam jak ją zmienić.

 Milczenia, pustka, cisza

Jesteśmy już 8 lat w Kanadzie, z czego 6 po ślubie. Pierwsze 3 lata były świetne. Oboje pracowaliśmy, mieliśmy czas dla synka i dla siebie. Prawie każdy weekend był inny. Podróżowaliśmy po Ontario, a jak nie było czasu to urządzaliśmy jednodniowe wycieczki po okolicy. Odwiedzali nas znajomi, wychodziliśmy na pizzę czy na kawę. Cieszyło mnie nawet zwykłe wyjście na basen czy do kina. Po 8 latach, z tamtego, wspólnego życia nie zostało właściwie nic. Żyjemy jak obcy ludzie. Nie mamy już o czym rozmawiać. Jest tylko milczenie, pustka i cisza. Gdyby nie dzieci, to pewnie w ogóle przez całe tygodnie nie zamienilibyśmy słowa. A tak, to chociaż przebąkujemy coś o zakupach, załatwieniu spraw w urzędach, wizycie u lekarza czy o szkole. Bywa, że przez kilka dni rozmawiam tylko i wyłącznie z dziećmi, listonoszem, sąsiadką. Zwariować można. Mąż nie ma mi już chyba nic do powiedzenia. Nie chce ze mną nigdzie wychodzić. Woli siedzieć w domu, spać lub grzebać coś przy samochodzie. Zastanawiam się, co będzie za kilka lat, jak dzieci się usamodzielnią? Będziemy pisać sobie polecenia na kartce, a może nagrywać się na dyktafon? Wszystko możliwe.

 Co zrobić?

Nie wiem. Nie potrafię znaleźć skutecznego rozwiązania tej sytuacji. Próbuję rozmawiać z mężem, ale to nic nie daje. Prawie się nie odzywa. Odburkuje mi coś pod nosem, albo wcale nie odpowiada i udaje, że nie słyszy. Ja nie mam już siły ciągnąć go wiecznie za język, zadawać głupie pytania byleby o czymś porozmawiać. Jestem tym już zmęczona. Dochodzi do tego, że nie odzywamy się do siebie kilka dni. Nic nie planujemy. Nigdzie nie wyjeżdżamy. Najbardziej szkoda mi dzieci, bo ich dzieciństwo zaczyna przeciekać przez palce. Siedzimy w domu, żyjemy we własnym światku. Każdy dzień jest praktycznie taki sam. A ja nie wiem dlaczego tak się dzieje? Ta cisza, to milczenie doskwierają mi bardzo. Jak długo to jeszcze potrwa? Czemu moje małżeństwo tak szybko się skończyło? Po ośmiu latach obok siebie żyje teraz dwójka obcych ludzi. Nie mówimy sobie nawet dzień dobry…

Malwina przerwała słowotok.

Tak naprawdę, nie oczekiwała ode mnie pomocy. Chciała się tak po prostu wygadać, wyrzucić z siebie to wszystko, z czym nie potrafiła sobie poradzić. Cóż, każdy jest kowalem swego losu i żeby go zmienić nie są potrzebne dobre rady kogokolwiek. Wystarczy tylko przeanalizować swoje życie, ustalić priorytety i je realizować.

Bo tak naprawdę to my decydujemy, jak chcemy przeżyć życie.