Bravo! Hearing Centre – Radość z niesienia pomocy!

Series Z wizytą w... marz 20, 2013 at 4:14 pm

Z wizytą w:

BRAVO! HEARING CENTRE

 

Radość z niesienia pomocy!

Sandra i Michał urodzili się w Polsce i przybyli do Kanady w młodym wieku. Obojgu udało się zachować pełną sprawność w języku ojczystym, a jednocześnie bez żadnych trudności asymilowali się w obcym środowisku. Połączyła ich wspólna pasja zawodowa oraz miłość. Sandra i Michał, małżeńska para, prowadzi dziś doskonale znaną i lubianą klinikę aparatów słuchowych przy skrzyżowaniu Dundas i Burnhamthorpe Rd. w Etobicoke.

Bravo! Hearing Centre to miejsce, gdzie zmieszały się ze sobą w niezwykłej symbiozie: profesjonalizm, wiedza i widoczna na każdym kroku chęć niesienia pomocy.

Z Sandrą Sergiel i Michałem Michalskim, audioprotetykami, specjalistami w dziedzinie ratowania słuchu, rozmawiał Tomasz Piwowarek.

 

- Co najgorzej wpływa na słuch człowieka?

- Stały hałas, stały szum. Maszyny przemysłowe wydające dźwięk o stałej częstotliwości. Głośne narzędzia, obrabiarki, młoty pneumatyczne…

- A głośna muzyka?

- Mniej, bo jest dynamiczna. Najgorsze są jednostajne dźwięki.

- A kiedy pojawia się degeneracja starcza?

- Jest uwarunkowana genetycznie, niekórzy z nas nigdy się nie dowiedzą co to jest gorszy słuch ale generalnie po 60. roku życia większość odczuwa pewien uszczerbek. Podobnie jak ze wzrokiem, wiele osób doczekuje do ostatniej chwili, kiedy to jest możliwe. Później pomagają sobie czytaniem z ust. Ale im dłużej się zwleka z wadą słuchu tym gorzej jest później przyzwyczaić się do świata dźwięku, o którym z czasem zapominamy: że lodówka brzęczy, że szumi ulica…

- A nie może się okazać, że nie słyszymy tego szumu bo uszy niedomyte?

- Zdarza się, że usuwamy pacjentowi korek woskowiny i wtedy mamy najszczęśliwszego człowieka pod słońcem. Który myślał, że już głuchnie, a tymczasem zbyt zapalczywie używał Q-tipsów. Tymczasem uszy czyszczą się samoczynnie. Wosk w uszach to rzecz naturalna i potrzebna.

- Kto właściwie stwierdza oficjalnie istniejącą wadę słuchu? Laryngolog?

- Niezupełnie. Laryngolog jest od tego aby leczyć. Trzy licencjonowane profesje uprawnione przez ministerstwo zdrowia badają słuch: audioprotetycy jak my. Audiolodzy, którzy w odróżnieniu od nas badają jeszcze słuch u dzieci. A także otolaryngolodzy, którzy jednak zajmują się głównie leczeniem chorych uszu.

- Prowadzicie wspólnie klinikę aparatów słuchowych. Jest takich wiele. Ale do was co chwilę wchodzi klient i co chwilę dzwoni telefon. Czym trzeba się wyróżniać  w tej profesji, żeby zyskać taką popularność?

- Chyba najważniejszy jest poziom usług. Dostęp do produktów światowych firm i do ich produktów może mieć dzisiaj każdy. My staramy się kłaść nacisk na podejście do pacjenta. To jest najważniejsze. Owszem, przy pomocy marketingu ściągniemy do siebie pacjenta ale aby go utrzymać konieczna jest opieka nad nim.

- Jak ona się przejawia?

- Nie wystarczy sprzedanie aparatu słuchowego. To jest głębsze. Każdy nasz pacjent to odmienna historia. Ktoś jest obyty z aparatem, ktoś inny boi się spróbować. Nie ponaglamy, mamy 3-miesięczny okres próbny, 100% zwrotu. Oznacza to, że każdy może w tym czasie wymienić aparat lub kompletnie go zwrócić. Podchodzimy do każdego indywidualnie, jak do kogoś bliskiego. Pacjent który jest dobrze poinformowany, podejmie dla siebie optymalną decyzję. Już nie myśli wyłącznie o cenie, ale również o rozmiarze, funkcjach… Jest powoli wprowadzany w nową rzeczywistość dźwiękową, spędzamy więcej czasu na optymalne dostosowanie sprzętu.  I może stąd wynika, że mamy dość wysoki wskaźnik sukcesu.

- To znaczy jaki?

96% naszych pacjentów akceptuje i używa naszych aparatów, podczas gdy w innych klinikach nie wygląda to tak dobrze. To osobiste podejście zawsze procentuje. Poza tym sporo klinik jest uwiązanych kontraktami z firmami, których aparaty muszą sprzedawać. Nie zawsze są to najlepsze firmy…

 

- A jakie są najlepsze?

- Od 30 lat na czele jest szwajcarski producent aparatów słuchowych, Phonak.

Mamy też dostęp do firmy jak Widex, Starkey, Oticon i Siemens, które też są bardzo popularne. Firmy, które nam nie imponują to Bernafon i Unitron.

- Jak się mają wasze usługi do planu OHIP?

- Każdy, kto ma ontaryjską kartę zdrowia OHIP ma prawo do dopłaty w wysokości $500 na każde ucho. Kiedyś można było z tego skorzystać automatycznie co trzy lata. Dzisiaj aby OHIP ponownie zapłacił za wymianę aparatu należy to rzeczowo uzasadnić i tym również się zajmujemy.

- No dobrze, a w jaki sposób wy się dogadujecie z nowym klientem, który być może wcale was nie słyszy?

- Powiedzmy sobie wyraźnie: aparaty słuchowe dopomogą niedosłyszącym, ale nie osobom całkowicie głuchym, którym co najwyżej może pomóc operacja implantacyjna. My u niedosłyszących sprawdzamy najpierw stan kanału przy pomocy autoskopu, a następnie przeprowadzamy konieczne, bardzo szczegółowe badania możliwości słuchowych w specjalnej komorze ciszy. Dopiero potem następuje szczegółowa konsultacja i wybór odpowiedniego sprzętu.

- Kto najczęściej jest waszym pacjentem?

- Cała gama ludzi, począwszy od dzieci urodzonych z wadą słuchu lub po przewlekłych chorobach. Ci wszyscy, którzy mają do pewnego stopnia zniszczony nerw słuchowy. Ale najczęściej są to ludzie po 55 roku życia z tzw. nabytymi wadami słuchu. Komplikacje medyczne, stany zapalne, a u naszych rodaków często praca w hałasie – to wszystko może spowodować, że przestają dobrze słyszeć 20 lat wcześniej niż większość populacji.

- W każdej dziedzinie mamy dzisiaj potężną rewolucję technologiczną. Jak ona się przejawia w waszej branży?

- Najwyraźniej to widać w miniaturyzacji: aparaty słuchowe zniknęły, nie widać ich. Siedzą niewidoczne głęboko w uchu, a wyjmuje się je do oczyszczenia czy wymiany baterii specjalną żyłką. Dla tych, którym aparat w uchu sprawia dyskomfort, powstały równie maleńkie aparaciki mocowane za uchem.

- Pacjenci wolą kanałowy?

- Przeciwnie, 70% wybiera zewnętrzny, zauszny. Jest wygodniejszy, delikatniejszy i łatwiejszy w obsłudze. Zwłaszcza kobiety preferują zauszne aparaty, gdyż z łatwością kryją się pod włosami.

Ponadto – jeśli chodzi o nowe technologie – od 15 lat mamy aparaty cyfrowe. Co roku stosuje się coraz lepsze algorytmy do komputerków, które procesują dźwięk i pozwalają nam na lepsze kontrolowanie mowy w hałasie.

Dla wielu osób bardzo istotne jest to, że aparaty można dostrajać samodzielnie, przy pomocy zewnętrznego pilota. Technologia też pozwala na bezprzewodowe podłączenie aparatu do telewizora lub laptopu lub nawet telefonu komórkowego. Ci, którzy lubią gadżety są bardzo zadowoleni, ale innych, starszych, to trochę przeraża, więc wolą mniej skomplikowane modele.

- Aparat słuchowy może kosztować zarówno 3 tysiące dolarów, jak i 300 dolarów. Dla kogo bentley, a dla kogo syrenka?

- Wszystko zależy od stopnia zniszczenia nerwu słuchowego. Aparat może mieć genialny dźwięk i sto opcji, ale ten dźwięk nadal musi przejść przez mechanizm ucha wewnętrznego, który często jest bezpowrotnie zepsuty. Jeśli komórki nerwowe są obumarłe i nie ma słuchu powyżej dwóch tysięcy herców to nawet, jeśli aparat przekaże dźwięki do 10 tysięcy herców, ucho ich nie odbierze. Wówczas kosztowny aparat będzie mało użyteczny.

- Jak was dwoje się poznało, jakie były początki firmy?

- Jestem synem lekarzy, więc mnie ciągnęło w stronę służby zdrowia. Po studiach pracowałem na wydziale audiologii w Toronto East General Hospital, a następnie podjąłem pracę przy uruchamianiu pierwszego punktu firmy, która dzisiaj ma 12 lokacji w Ontario. Sandra, która wówczas studiowała biologię na Yorku została w niej recepcjonistką. Zauważyliśmy, że obojgu nam sprawia radość niesienie pomocy ludziom, czasem na jeden dzień, czasem na całe życie. I tak już zostało, z czasem usamodzielniliśmy się, a najlepszymi rzecznikami naszej pracy są klienci, niektórzy bardzo wdzięczni. A widok zadowolonego pacjenta to największa satysfakcja. I to klucz do całego sukcesu.

- Opieka nad pacjentem?

- Tak, nawet najlepszy aparat może być źle ustawiony, niedostrojony do warunków zewnętrznych pacjenta, może uwierać, może być trudny w obsłudze. Tu nie chodzi tylko o technologię, ale również o podejście do pacjenta, trochę zrozumienia, trochę serca. No i o realistyczne wytłumaczenie sytuacji z uszkodzonym słuchem, który już nigdy nie będzie normalny, mimo najlepszych technologii. Zajmuje to czasem nawet kilka sesji, ale ma głęboki sens.

- To dlatego was lubią?

- Nie sprzedajemy im broszurek. Nie chcemy, żeby wrócili mówiąc, że to nieprawda, co im opisywaliśmy. Wiemy, jak bardzo aparaty są potrzebne pacjentom, wiemy jak mają bez nich trudne życie i wiemy jak im nie dawać tego, czego wcale nie potrzebują.

- No to załóżmy, że tracę słuch i potrzebuję fachowej pomocy. Jaka jest droga do was? Skierowanie od lekarza rodzinnego, od specjalisty?

- Nie. Wystarczy przyjść. Badanie słuchu i wszelkie konsultacje są u nas bezpłatne.

Dziękuję za rozmowę.

 

Bravo! Hearing Centre

4920 Dundas St. W. Site 204.

Etobicoke (Dundas/Islington)

Tel. 416-207-9711

www.bravohearing.com