Z teściową pod jednym dachem

Polonijne to i owo Series kwie 10, 2013 at 8:29 am

Marzeniem każdego młodego małżeństwa jest mieć swój własny kąt. Nie wszystkim udaje się zrealizować plany o samodzielnym  mieszkaniu zaraz po ślubie. Często więc zamieszkują z rodzicami/teściami. Uroki takiego życia bywają różne. Przekonali się o tym Bożena i Wojtek. Posłuchajmy Bożeny…

Wspólne zamieszkanie z teściami to nie był najlepszy pomysł. Dopiero, kiedy się z mężem wyprowadziliśmy, wszystko się zmieniło. Ale też nie od razu.
Czy naprawdę trzeba wydawać tyle pieniędzy na wakacje? Przecież można spędzić urlop w Wasaga Beach, ale wy musieliście koniecznie pojechać aż do Meksyku. My jeździmy zawsze nad ontaryjskie jeziora i jesteśmy zadowoleni – teściowa, zamiast zapytać, jak było na urlopie, udzieliła mi kolejnej życiowej porady.
Tego już było za wiele. Dłużej tu nie wytrzymam. Poszłam do naszego pokoju i z hukiem zamknęłam drzwi. Potok żalu i złości wylałam na męża, który siedział przed telewizorem.
– Daj spokój, jeszcze rok musimy się przemęczyć, a potem kupimy mieszkanie – mąż kompletnie nie rozumiał. Nie przeszkadzało mu, że teściowa wtrąca się w nasze życie i uważa, że ma prawo decydować, na co wydamy nasze własne pieniądze. Ale teraz naprawdę przesadziła – pomyślałam ze złością.
– Jak chcesz, ja od poniedziałku szukam mieszkania do wynajęcia. Jeśli tobie tu dobrze, wyprowadzę się sama – powiedziałam wściekła.
– Oszalałaś? Rodzice tacy już są. Lubią wtrącić swoje trzy grosze, ale wiesz przecież, że źle nam nie życzą – Wojtek próbował łagodzić sytuację.
No proszę, mój mąż po raz kolejny tłumaczył przede mną swoją matkę. Czyli znów stanął w jej obronie. Zacisnęłam zęby i przysięgłam sobie w duchu, że tym razem nie ustąpię.
Już wiele razy żałowałam, że po ślubie zgodziłam się na mieszkanie u teściów. Doszliśmy do wniosku, że pomieszkamy z rodzicami Wojtka przez dwa lata, uzbieramy na pierwszą wpłatę, na resztę weźmiemy kredyt i kupimy własne M. Tylko, że już po paru miesiącach okazało się, że ten pomysł, skądinąd dobry z ekonomicznego punktu widzenia, okazał się chybiony, jeśli chodzi o wytrzymanie z teściami pod jednym dachem.
Na początku nawet mi się podobało, że są tacy “przyjacielscy” – chcą jakoś zagadać i sprawić, żebym poczuła się w obcym mieszkaniu jak u siebie. Ale potem zaczęło mnie irytować, że musimy meldować się, o której wychodzimy, o której wrócimy i spowiadać z tego, dlaczego nie zjemy z nimi obiadu lub dlaczego zrobiliśmy sami zakupy – przecież oni jutro się wybierają do sklepu…
Potem doszło jeszcze komentowanie zachowania naszych znajomych i dzielenie ich na tych, których teściowie lubią i tych, których wizyty w ich domu nie są mile widziane. Ale teraz, słysząc komentarz i “dobrą radę”, na co mam wydawać własne pieniądze, miałam dość. Te wakacje były najpiękniejszymi dwoma tygodniami od czasu naszego ślubu. Teściowe od początku byli niezadowoleni, że nie jedziemy z nimi nad jezioro, ale nie sądziłam, że posuną się do czegoś takiego.
No i właśnie, kiedy wróciliśmy, teściowa postanowiła zapoznać nas ze swoim zdaniem na ten temat. To przeważyło. Postanowiłam, że nie odpuszczę i zaczęłam poważnie zastanawiać się nad wyprowadzką. Policzyłam, ile możemy miesięcznie przeznaczyć na wynajęcie kawalerki i postanowiłam przedstawić mężowi mój pomysł.
– Chyba nie mówisz poważnie? No, coś ty? Porozmawiam z mamą. Daj spokój – uniósł się.
– Obiecuję ci, że jeśli jeszcze raz tak się zachowa, to wtedy pomyślimy – próbował mnie udobruchać.
Ale ja czułam, że już najwyższy czas, żeby coś z tym zrobić. Jeśli tak dalej będzie, to nie tylko teściowej będę miała dość, ale także własnego męża. Już teraz miałam żal, że nie stawał w mojej, a właściwie w naszej obronie. Coraz częściej nasze rozmowy na temat zachowania jego rodziców prowadziły do kłótni. Nie chciałam tak żyć.
Wieczorem zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby wyżalić się i usłyszałam, że jej znajomi mają małe mieszkanko do wynajęcia, bo poprzedni lokatorzy zrezygnowali. Niemal skakałam do góry z radości. Nazajutrz, przekonałam Wojtka, żeby, chociaż poszedł ze mną je obejrzeć. Zgodził się.
Tydzień później już pakowaliśmy swoje rzeczy. Teściowa urządziła niezłe przedstawienie. Cały dzień chodziła zapłakana i powtarzała, że ona wszystko by nam oddała i że tak się nami opiekuje, a my jesteśmy bez serca. Widziałam, że Wojtkowi jest naprawdę ciężko. Ale postanowiłam się nie poddawać.
Pierwsza noc w wynajętym mieszkaniu była dziwna. Wojtek czuł się nieswojo i ciągle wspominał o zapłakanej matce w domu. Następnego dnia wstaliśmy wcześniej, żeby rozpakować wszystko. Nie zdążyłam jeszcze się ubrać, kiedy zabrzęczał dzwonek u drzwi.
Wojtek otworzył. W drzwiach stała teściowa.
– Cześć, wpadłam was odwiedzić. Właśnie wracam z zakupów – usłyszałam jej radosny szczebiot. Nie wierzyłam własnym uszom. To jest bezczelność – pomyślałam i nawet nie zaproponowałam jej herbaty, czym naraziłam się, co prawda u męża, ale za to wizyta, a raczej wizytacja trwała zaledwie pół godziny.
Oczywiście po wyjściu teściowej, pokłóciliśmy się od razu. Wojtek miał żal, że źle potraktowałam jego matkę.Ale muszę przyznać, że moja metoda zadziałała. Teściowa więcej do nas nie przyszła. Teść też nie. Nie obchodziło mnie czy byli obrażeni, czy po prostu zajęci. Ważne, że miałam spokój.
Kilka miesięcy później, podczas spotkania z siostrą Wojtka, dowiedziałam się, że tydzień temu teściowa wyprawiała imieniny, na które nas nie zaprosiła. Fakt – zapomnieliśmy, każdemu może się zdarzyć. Ale żeby tak nas zlekceważyć? Wojtkowi też było przykro. Postanowił wieczorem zadzwonić do rodziców i wyjaśnić sytuację.
Telefon odebrał teść. Wojtek nie bawił się w owijanie w bawełnę i zapytał, wprost, dlaczego nas nie zaprosili.
– Bo widzisz synku, mama pomyślała, że wy nie chcecie spędzać z nami czasu. Wiesz bardzo jej było przykro, wtedy kiedy wtedy od was wróciła. No i potem, wcale się nie odzywaliście i nawet z życzeniami nie zadzwoniliście…
No tak, znów to nasza wina – pomyślałam ze złością. Ale Wojtek powiedział, że chyba jednak tym razem to mama miała rację. Zrobiło mi się głupio. Następnego dnia kupiliśmy bukiet kwiatów i pojechaliśmy odwiedzić teściów. Było bardzo miło. Do tego stopnia, że… nieoczekiwanie dla siebie samej zaprosiłam ich na niedzielny obiad.
A kiedy przyszli teściowa zachowywała się fantastycznie. Widać było, że moje potrawy naprawdę jej smakują. Od tej pory wszystko układa się znakomicie, choć nasz wymarzony dom kupiliśmy dopiero po trzech latach, bo w międzyczasie w tej wynajmowanej kawalerce zamieszkał jeszcze nasz synek. Teściowa okazała się najlepszą babcią na świecie, ale to już zupełnie inna historia.