Rysiek szczęściarz

Polonijne to i owo Series kwie 17, 2013 at 2:40 pm

O ludziach takich jak Rysiek mówi się “w czepku urodzeni”. Całe życie naszego bohatera to pasmo samych sukcesów. Rysiek przyleciał do Kanady 17 lat temu jako trzydziestolatek pełen zapału do pracy. A tę miał zapewnioną od pierwszych dni pobytu w Toronto. Jego wujek prowadził duży warsztat stolarski, w którym wyrabiał meble w stylu rustykalnym. Meble były nietypowe i takaż sama była klientela warsztatu – ludzie o więcej niż przeciętnym zasobie portfela. Rysiu dosyć szybko odłożył znaczną sumę, po czym – za namową wujka – otworzył własną stolarnię. Po trzech latach oprócz stolarni, w której zatrudniał 8 pracowników stał się właścicielem sklepu meblowego. Wystrojem wnętrza zajęła się zatrudniona specjalnie w tym celu dekoratorka –Danusia. Obserwujący jej poczynania Rysiu doszedł do wniosku, że razem stanowią niezły duet. Danusia była widać tego samego zdania, bo już wkrótce pełni pasji młodzi ludzie zostali parą, a rok później stanęli na ślubym kobiercu. Biznes meblarski przynosił niezłe pieniądze, które pozwalały na wystawne życie, ale ani Danusia, ani Rysiu nie należeli do rozrzutnych. Kupili mały dom pod lasem na obrzeżach Mississaugi, którego urządzeniem zajęła się całkowicie Danusia, poświęcając się temu zajęciu z wielkim zapałem. Z kolei Rysiu – chwilach wolnych od pracy oddawał się jeszcze jednej swojej pasji – wędkowaniu. Często w weekendy wyjeżdżał z sobie podobnymi fanatykami wędkarstwa nad jeziora północnego Ontario. Potrafił godzinami zarzucać wędki (których asortyment wraz z oprzyrządowaniem mógłby zapełnić mały sklep ze sprzętem do wędkowania). Jak na w czepku urodzonego przystało – Rysiu z każdej wędkowej przygody wracał obładowany pełnym asortymentem ryb. Niestety, jego miłości do połowów nie podzielała Danusia. I to nie dlatego, że w jej menu ryby były wykluczone, ale z bardzo prozaicznego powodu – nie znosiła wręcz chorobliwie zapachu świeżych ryb. Nie było więc nawet mowy, by zajmowała się obróbką przywożonych przez Rysia okazów.

Tak naprawdę, właśnie z tego powodu doszło do pierwszych małżeńskich zgrzytów. Rysiu nie zamierzał porzucić swojego hobby, a Danusia nie potrafiła przemóc się i pokochać rybi zapach. Próbowała co prawda przekonać męża, że przecież może oddawać się wędkowaniu sportowemu, ale to z kolei nie satysfakcjonowało zapalonego wędkarza, a przy tym amatora dań rybnych pod każdą postacią, jakim był Rysiu.

Żadne z małżonków nie chciało ustąpić więc sytuacja zaczęła być patowa. Kiedy wydawało się, że już nic nie jest w stanie zażegnać konfliktu – niespodziewanie zjawił się w domu małżonków wujek Rysia. Od słowa do słowa skłócona para poinformowała go o swoim problemie, w nadziei na pomoc w rozwiązaniu sporu. Wysłuchawszy rybnej historii wujek poprosił o chwilę do namysłu, a następnie złożył zwaśnionym małżonkom propozyjcę. Propozycja była tak genialna w swojej istocie, że Rysiu i Danusia zareagowali na nią pokładając się ze śmiechu.

Co takiego zatem zaproponował wujek? Otóż wszystkie rybne zdobycze dostarczane były od tej pory do domu wujka, gdzie zajmowała się nimi jego żona, znana z wielkiego kulinarnego talentu i miłości do gotowania. Natomiast obowiązkiem Rysia i Danusi było zjawianie się co jakiś czas w domu wujostwa na rodzinnym obiedzie.

Od pamiętnej rozmowy z wujkiem minęło już cztery lata. Na weekendowe wędkowanie Rysiu zabiera teraz ze sobą Daniela – swojego trzyletniego syna. Danusia zostaje wtedy w domu z roczną córeczką, Kasią.

W niedzielę cała rodzinka odwiedza wujka, nie mogąc doczekać się, kiedy na stół zostanie podana przyrządzona przez ciocię najsmaczniejsza na świecie ryba….

 

Ilona Girzewska