Kanada, nie zawsze żywicą pachnąca…

Polonijne to i owo Series kwie 30, 2013 at 9:47 pm

Danusia ma 47 lat. Decyzję o emigracji do Kanady podjęła wiele temu. Wyemigrowała z Polski, bo nie mogła znaleźć tam pracy.  Pierwsze dwa miesiące po przylocie do Toronto były dla niej prawdziwym koszmarem. Nie potrafiła odnaleźć się w tak dużym mieście, tęskniła za pozostawionymi w Polsce pod opieką męża synami. Płakała co noc.

Trafiła w końcu jako pomoc domowa do starszej kobiety, która traktowała ją jak niewolnicę. Dzień pracy zaczynał się o godzinie 6.00 rano, a kończył często po północy. Czasami zastanawia się, jak to wszystko wytrzymała. Musiała prać, sprzątać, gotować dla pracodawczyni, a także dla mieszkającego w pobliżu syna. Nigdy nie miano dla niej dobrego słowa. Posiłki jadała zawsze w samotności, w kuchni. Wychodne miała tylko w niedzielę po południu. Ponieważ nikogo nie znała, czas ten spędzała w kościele. Dzisiaj twierdzi, że przetrwała to piekło jedynie dzięki modlitwie.

Najgorsze było dla niej pierwsze Boże Narodzenie. Na wiele dni przed Wigilią rozpoczęła piec ciasta i przygotowywać typowe wigilijne potrawy. Kupiła upominki dla wszystkich członków rodziny, u której pracowała. Jednak przy wigilijnym stole zabrakło dla niej miejsca. Poproszono ją nawet, żeby zamknęła się w swoim pokoju i nie przeszkadzała. Nie złożono jej nawet życzeń. Myślała, że pęknie jej serce.
Najlepsze wspomnienie wiąże z przyjazdem dwóch synów. Od 3 lat mieszkają razem z nią.

Dlaczego zdecydowała się zostać w Kanadzie?

Decyzję podjęło życie. Zaczęły dochodzić ją słuchy, że jej czternastoletni wówczas syn zaczął sprawiać problemy wychowawcze. Bardzo się martwiła, że wpadnie w złe towarzystwo. Również młodszy, 10 letni Krystian zaczął się dziwnie do niej odnosić. Opryskliwie i niechętnie rozmawiali z matką przez telefon. Mąż uspokajał, że wszystko jest w porządku i podtrzymując ją na duchu, mówił: „Danusiu, jak wytrzymasz jeszcze rok, to wykończymy nasz dom. Zobaczysz, niedługo znajdę pracę i ja będę mógł was utrzymać”. Przed Wielkanocą otrzymała dziwny telefon od dalekiej kuzynki, która mieszkała w pobliskiej wsi. Z rozmowy zapamiętała jedynie: „Danuśka wracaj, bo coś niedobrego dzieje się w twoim domu”. Nie miała z kim porozmawiać, zwierzyła się swojej ówczesnej pracodawczyni, która natychmiast (o dziwo) kupiła jej bilet do Polski.
Okazało się, że mąż miał od prawie czterech lat kochankę, czyli, jak jeszcze mieszkała w Polsce. Na szczęście po rozwodzie, sąd przyznał jej opiekę nad synami. Mąż zgodził się, aby zabrała synów do Kanady, bo jego nowa „partnerka” była w 5 miesiącu ciąży, więc nie zależało mu na dzieciach…

Cudem otrzymała powtórna wizę i niedługo potem wróciła do Toronto. Jednak kobieta, u której wcześniej pracowała nie zgodziła się przyjąć jej z dziećmi.

Nie miała dokąd pójść. Jak twierdzi – pomogła jej wtedy opatrzność. Będąc w kościele zwróciła uwagę na młodą rodzinę z dwójką dzieci. Przełamując strach zapytała, czy nie potrzebują opiekunki do maluchów. Ku jej wielkiej radości została przyjęta do pracy kilka dni później. Nowi pracodawcy na początku pomagali  w płaceniu wynajmu mieszkania, odbierali chłopców ze szkoły.
Od tej pory minęło wiele lat, których woli nie wspominać. Dzisiaj pracuje na własny rachunek. Ma krąg stałych klientek, dla których szyje ubrania. Zarobione pieniądze wystarczają na opłacenie mieszkania, rachunków i bieżących wydatków. Tęskni za rodzinnymi stronami. Jednak wie, że nieprędko zdecyduje się na powrót do Polski.
Jej brat jest alkoholikiem, a rodzice od wielu lat już nie żyją. Nie ma po prostu do czego wracać. Rana w sercu po tym, co zrobił były mąż jeszcze się nie zabliźniła…

Czasami zadaje sobie pytanie, czy gdyby mogła cofnąć czas, zdecydowałaby się na wyjazd do pracy zagranicę?
Pewnie tak, ale żałuje, że nie wyjechała od razu z dziećmi. Nie tylko straciła kilka lat z nimi, ale niewiele brakowało, że straciłaby je na zawsze. Pomimo wielu wyrzeczeń, w Kanadzie udało jej się żyć godnie, a to jest dla niej najważniejsze…