Alkoholiczka przeprasza syna swą książką

Lokalnie Series maj 3, 2013 at 5:38 pm

zz inspire bydlowskaJowicie Bydlowskiej jest przykro. Przykro dlatego, że zapadała w pijacką malignę gdy jej nowo narodzony synek zawodził z płaczu w kołysce utytłany mlekiem, w przepełnionej pieluszce. Przykro jej, że musiała wyciskać mleko z piersi do zlewu, aby nie karmić go pokarmem zmieszanym z wódką, czerwonym winem, a raz nawet z kokainą. Jowicie przykro jest również z tego powodu, że pewnego dnia podczas samotnej podróży do Montrealu obudziła się bez dolnego odzienia, mogąc się jedynie domyślać czy miała seks z przypadkowymi mężczyznami, których poznała poprzedniego dnia…

Przez pierwsze 10, a może 11 miesięcy życia swojego synka – Jowita, 35-letnia matka i autorka z Toronto była kompletnie stracona dla świata – wręcz na okrągło pijana. Dawniej miała problem z alkoholem, ale przez 3 i pół roku przed pojawieniem się dziecka żyła w całkowitej trzeźwości. Kieliszek szampana z okazji narodzin zadziałał jak katalizator nałogu. Koszmar powrócił.

Jowita Bydlowska opisała ten koszmar na 289 stronach. Właśnie ukazały się na rynku księgarskim jej wspomnienia pt. “Drunk Mom”. Książka, która – jej zdaniem – jest formą przeprosin wobec synka Hugo, dziś 4-letniego (w książce pod pseudonimem Frankie). Przeprosin wyjątkowo surowych i ekstremalnie publicznych.

- Mam nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczy – pisze Bydlowska we wstępie.

W wywiadzie dla Sarah Boesveld z “National Post” autorka powiedziała, że wyzbyła się fałszywego wstydu i jest bardzo dumna ze swojej książki. Zresztą w dobie przyrastającej jak grzyby po deszczu modzie na autorskie blogi – nie brakuje kobiet, które dokonują wiwisekcji swojego życia szokująco szczerze i detalicznie. Ludzkie wyznania przestają zadziwiać.

 

Jowita Bydlowska

Jowita Bydlowska

Jednakże w tej erze niewymuszanej autentyczności granica pomiędzy wiarygodnością a przesadnością staje się niebezpiecznie niewyraźna, zwłaszcza gdy w wydarzenia uwikłane są maleńkie dzieci. Nawet ci, którzy odważą się obnażyć wszystko (lub prawie wszystko) uznają to za grę kompromisów i nie szczędzącą niczego arenę poświęcenia.

Książka Bydlowskiej, serwując przeprosiny wobec dziecka, pokazuje nam zmianę w pojmowaniu wartości kulturowych: w przeszłości przeprosin nie czyniło się publicznie. Ponadto “Drunk Mom” bez wątpienia rzuca światło na wcale nie nowy problem matek-alkoholiczek, ich pojmowanie winy, poczucie wstydu i zawzięcie cykliczną naturę choroby.

Któregoś dnia Hugo z pewnością weźmie książkę do rąk. Dowie się, jak jego matka wykręcała się od odwyku, jak ukrywała alkohol w pieluchach. O jej wrzaskliwych awanturach i lękliwym seksie z ojcem chłopca. O wciąganiu kokainy znalezionej w publicznej ubikacji. O powolnym pogrążaniu i siebie i innych, a zwłaszcza – jego.

- Z premedytacją nie zadedykowałam tej książki dziecku – przekonuje autorka. –  To nie ma być tak: “Synku – oto lekcja dla ciebie” albo “Napisałam, żebyś mógł zrozumieć”. Nie. Wszytko co chcę nią powiedzieć to “przepraszam”. Nic ponadto.

 Artykuł z National Post  - TUTAJ.