Cudzoziemcy odbierają nam pracę

Lokalnie Series maj 20, 2013 at 10:54 am

Kanadyjscy specjaliści przebywający na zasiłku dla bezrobotnych bezskutecznie szukają pracy, która oferowana jest… cudzoziemcom. A pracownicy administracji federalnej nie mają sposobu na sprawdzenie, czy pracodawcy usiłowali zatrudnić Kanadyjczyków zanim zatrudnili pracowników zza granicy. Takie wnioski stawia reportaż Kathy Tomlinson z CBC News, która obrazuje problem m.in. na przykładzie bezrobotnego Glena Hamela z Mississaugi.

Hamel jest informatykiem komputerowym z 20-letnim stażem. W 2005 roku został zwolniony przez sieć Sears z powodu redukcji kadr. Od tego czasu nie może znaleźć

Hamel z żoną Petrą

pracy, choć jego kwalifikacje są wystarczające na liczne stanowiska wymagające wiedzy IT. Złożył podania w przeszło 50 firmach poszukujących fachowców, a otrzymał potwirdzenie zaledwie od dwóch. Podejrzewa, że etaty te przyznano pracownikom z zagranicy, zatrudnionym czasowo.

W końcu Hamel, który pobiera zasiłek dla bezrobotnych, złożył podanie o zatrudnienie na trzech różnych stanowiskach, korzystając z międzynarodowej firmy z Indii, o nazwie TCS. Okazuje się, że posiada ona wiele ofer z kanadyjskiego banku pracy dla informatyków, ale nie zatrudniła Hamela.

- To jest bez sensu, przecież oni ogłaszają zapotrzebowanie na te stanowiska – mówi rozżalony komputerowiec. I pyta: – No to kto bierze tę pracę, skoro ja nie mogę jej dostać?

Wyjaśnił to jeden z byłych menadżerów TCS, który zdradził anonimowo, że firma rzadko zatrudnia kanadyjskich specjalistów, bo woli sięgać po znacznie tańszych cudzoziemców, twierdząc, że nie może znależć w Kanadzie nikogo odpowiedniego: - Chciałem zatrudniać Kanadyjczyków ale powiedziano mi, że nie wolno. Musiałem więc zatrudniać ludzi z Indii, choć oni często nie posiadali odpowiednich umiejętności.

Fragment listu TCS do rządu (kopia dokumentu poniżej)

Aby zilustrować swą tezę, anonimowy eks-menadżer przedstawił formularze, jakich firma TCS używała w 2011 roku, aby składać podania do rządu o zgodę i o przydzielenie wiz dla sprowadzanych z zagranicy pracowników. Oprócz standardowych pytań, zawierały one również opis “technologicznych narzędzi” właściwych wyłącznie firmie TSC, które kandydat na oferowane stanowisko musiał koniecznie znać.

Bez względu na to, jakie kwalifikacje posiadał aplikujący kandydat, do rządu wysyłano ten sam rodzaj formularza.

Praktyki opisywane przez byłego menedżera TCS generalnie zgadzają się z tym, co opowiedział telewizji CBC pewien były pracownik federalnej administracji rządowej. Gordon Teti odpowiedzialny za zatwierdzanie wniosków o tzw. labour market opinion (LMO) czyli aprobatę faktu, że dana firma może zatrudnić cudzoziemca, bo nie może

Gordon Teti

znależć Kanadyjczyka lub stałego mieszkańca z odpowiednimi kwalifikacjami.

Dane rządowe wykazują przyznanie pozytywnego LMO dla ponad 33 tysięcy aplikantów w okresie 2010-1012. Rząd nie chce jednak podać ile podań odrzucił w tym okresie, zasłaniając się wykrętem, że są to informacje niejawne.

Zdaniem Gordona Teti – większość podań rozpatrywano pozytywnie, ponieważ urzędnicy obawiali się, że niezadowolone firmy potrzebujące pracowników będą skarżyć się do przełożonych na zadawanie im zbyt wielu pytań. Urzędnicy obawiali się ponoć, że skargi na nich mogą dojść nawet do ministra. A zakwestionowane podanie trafiało wtedy najczęściej na biurko innego urzędnika, mniej wymagającego…

Gordon Teti uważa również, że urzędnicy z jego placówki nie mieli zarówno czasu jak i autoryzacji do kontrolowania czy dane przedsiębiorstwo rzeczywiście usiłowało zatrudniać Kanadyjczyków. Firmy nie miały obowiązku przedstawiania list ubiegających się chętnych, więc trzeba było wierzyć im na słowo. Z kolei urzędnik nie ma prawa zadzwonić do kandydata-Kanadyjczyka aby dowiedzieć się od niego czy proponowano mu pracę zanim trafiła w ręce obcokrajowca.

W końcu jednak rząd (a konkretnie resort Human Resources and Skills Development Canada) zorientował się, że coś tu nie tak i postanowił zastosować pewne kroki restrykcyjne. Wprowadzono opłaty za złożenie podania, na nowym formularzu pojawiło się więcej szczegółowych pytań, a od pracodawców wymaga się przedstawienia planu ewentualnego zatrudnienia Kanadyjczyków. Rząd premiera Harpera zapewnił jednocześnie, że w całym kraju przeprowadzane są właśnie konsultacje w sprawie programu Temporary Foreign Worker. Po rozmowach ze związkami zawodowymi, przedsiębiorstwami, cechami rzemieślniczymi i “pośredniakami” wprowadzone zostaną niezbędne korekty do tego programu.

W międzyczasie, wskutek reportażu telewizji CBC, firma TCS zaprosiła Glena Hamela do siebie, sugerując, że pomoże mu w znalezieniu odpowiedniej pracy.

Hamel wraz z żoną Petrą jest również współtwórcą strony internetowej, której zadaniem jest skupianie Kanadadyjczyków, którym dzieje się krzywda z powodu napływu tymczasowych pracowników zagranicznych.