Basia – wojowniczka

Polonijne to i owo Series czer 12, 2013 at 12:07 pm

Basia ma dzisiaj 21 lat i 2 miesiące. Od tygodnia jest w stwierdzonej przez lekarzy remisji. Zdrowa, według medycyny, będzie jeśli przeżyje bez nawrotu 5 lat. Diagnozę, która stwierdzała raka otrzymała kiedy miała 20 lat i 3 miesiące. 

Posłuchajmy Basi…

Woman with breast cancer survivor bracelet“To był dziwny dzień. W Toronto od rana sypał śnieg. Takiego lekarza, który przekazał mi diagnozę, chciałabym życzyć każdemu, kto musi usłyszeć, że ma raka. Tutaj przyda się małe sprostowanie. Rak wywodzi się z komórek nabłonkowych, więc mój “rak” jest tylko tak nazywany. Tak naprawdę miałam chłoniaka. Diagnoza była jednak jednoznaczna: zaawansowany nowotwór złośliwy układu chłonnego – chłoniak Hodgkina.

Basia była przekonana, że umrze. Nigdy wcześniej nie znała nikogo, kto miał raka. Ci, o których słyszała, zmarli. Zaproponowano jej radykalną chemioterapię. Bardzo się bała takiego leczenia.

“Tak naprawdę przekonałam się do tego wtedy, gdy przed pierwszą chemią zdecydowałam się zapytać lekarza, ile mniej więcej zostanie mi życia, jeśli nie podejmę się leczenia. Odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała, więc podreptałam na górę, na oddział chemioterapii”.

Odkąd przyjęła do wiadomości, że jest chora, utrata włosów nie stanowiła dla niej problemu. Już po pierwszej chemii obcięła włosy na krótko. Po drugiej, ogoliła głowę u fryzjerki.

O peruce nie było mowy. Po co miałam udawać, że mam włosy, skoro ich nie miałam. Byłoby to dla mnie nienaturalne, zwłaszcza, że nie kryłam się z chorobą. Nie miałam i nie mam się czego wstydzić. To przecież nie moja wina, że zachorowałam”.

Chemioterapię znosiła źle. W przeciągu 8 miesięcy dostała 16 wlewów. Co prawda ani razu nie wymiotowała (bardzo się tego obawiała), ale jej szpik “wariował”.

“Nikomu nie życzę takiego bólu kości, jaki odczuwałam przez kilka dni po każdym wlewie. Wspominam to o wiele gorzej niż trepanobiopsję (red. badanie polegające na pobraniu kawałka kości z biodra) – chorzy, którzy doświadczyli tego badania, mogą sobie wyobrazić…”

Basi najtrudniej było się pogodzić z ograniczeniem aktywności. Z powodu praktycznie zerowej odporności musiała zawiesić studia, zrezygnować z treningów tańca i zapomnnieć o pracy instruktora fitness.

“Nie mogłam się skupić na czytaniu. Wróciłam za to do kiedyś porzuconej pasji – rysowania i malowania. Jednak irytacja powodowana nudą narastała z każdym dniem”.

Najistotniejsze momenty w czasie całej choroby dla Basi to nie te, które bezpośrednio wpłynęły na to, że dzisiaj jest zdrowa.

“Ważny był sposób, w jaki dowiedziałam się o chorobie. Powiedział mi to lekarz zajmujący się mną w szpitalu, w którym mnie diagnozowano. Powiedział mi to spokojnie i mimo, że wtedy płakałam, a w mojej głowie przewijały się wizje śmierci, pamiętam, że wielokrotnie powtórzył, że można to wyleczyć i trzeba próbować. Później był okres niedowierzania i rozpaczy. Trwał stosunkowo krótko: około tygodnia, chociaż to niedowierzanie zostało do dziś. Następnym krokiem była decyzja, jaką postawę przyjmę na czas leczenia.Czy będę walczyła o każdy dzień, czy czekała na śmierć? Walka lub spokój – teraz już wiem, że byłby to złudny spokój. Ja wybrałam życie, czyli długą i toksyczną chemioterapię i wiele innych przykrości. Kolejną istotną rzeczą było poznanie innych ludzi, których spotkało to, co mnie”.

W czasie choroby Basię irytowały, niektóre wypowiedzi zdrowych osób.

“Będzie dobrze” – a skąd wiesz, że będzie? “Nie umrzesz” – a o tym skąd wiesz? “Nie bój się, nie będzie tak strasznie” – a skąd ty wiesz, jak będzie? Przeszedłeś chemioterapię? Robił ci ktoś trepanobiopsję? Usłyszałeś, że być może niedługo umrzesz? Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nikt ze zdrowych osób nie pomoże mojej psychice, dlatego zaczęłam szukać w internecie innych chorych. Nie znalazłam. Jeśli już na kogoś trafiłam, były to osoby nastawione na śmierć. Wszystko się zmieniło, gdy poznałam osoby leczące się razem ze mną. Z czasem zaczęły do mnie docierać informacje o innych młodych (przeważnie dziewczynach), które zmagają się z nowotworami i robią to z uśmiechem. Wszyscy są wyjątkowi. Nikt nie zrozumie chorego tak, jak inny chory”.

Co Basia radzi innym chorym? Chce, żeby wszyscy pamiętali o tym, że jeśli chcemy wyzdrowieć, sami musimy tego bardzo chcieć.

“Wola życia potrafi zdziałać cuda! Chciałabym, żebyście miały świadomość, że ta walka jest bardzo ciężka i bolesna, a napływające od lekarzy informacje są nieciekawe. Wybór należy do Was. Musicie podjąć decyzję, czy wybieracie życie czy śmierć. Nawet jeśli się okaże, że już za późno, nie musi to być porażka. Nadal możecie wybrać życie i cudownie spędzić swoje ostatnie chwile. Dotychczasowym moim mottem było: jesteś tym, kim wierzysz, że jesteś. Może jestem wojowniczką? Rozmawiając z kimś, kto również zmaga się z chłoniakiem powiedziałam, że jeśli zdarzy mi się nawrót, to nie wiem czy będę miała siłę, żeby znowu walczyć. Ta osoba powiedziała mi, że nie ma wątpliwości, że znajdę w sobie tę siłę, że się nie poddam. Teraz wiem, że to prawda. Mam nadzieję, że moja historia z rakiem, jako pacjentki, skończyła się. Jeśli jednak to nie koniec, kiedy będzie trzeba, znowu stanę do walki. Teraz mam nowe motto życiowe: jeśli szukasz pomocnej dłoni znajdziesz ją na końcu własnego ramienia”.