Tadziu – nie bądź baba!

Polonijne to i owo Series czer 26, 2013 at 10:13 am

Takie czasy nastały, że większość kobiet walczy o równouprawnienie. Twierdzą, że mężczyźni dominują, wszystkim chcą rządzić i zawsze mają decydujący głos. Poza tym oczywiście chcą, żeby one – kobiety siedziały w domu, żeby pilnowały dzieci, gotowały obiadki i sprzątały. Narzekają, że mają mniej praw, a więcej obowiązków. Pracodawcy traktują je gorzej i proponują o wiele niższe pensje. Utyskują, że mężowie nie pomagają w domu, gapią się w telewizor i piją piwo. Tymczasem, gdy przychodzi co do czego, nie chcą mężczyzn dopuścić do swojego babskiego świata. Przekonał się o tym na własnej skórze Tadeusz. Chciał zbabieć, ale nie udało się.

zz globePosłuchajmy Tadeusza…

Pewnie dziwicie się: Co to za chłop co zbabieć chciał? Oszalał czy co? Źle mu w naszym męskim świecie? Za gary chciał się wziąć, za pranie i sprzątanie. W fartuszek chciał się ubrać i ze ściereczką biegać? Toż to baba a nie chłop. Panowie, spokojnie. To był mój mały eksperyment. Miałem już dość babskiego gadania, narzekania, jak to kobitki mają źle, a my faceci tak wspaniale. My podobno tylko chodzimy do pracy i zarabiamy pieniądze, a one dodatkowo mają cały dom na głowie. Nie dzielimy z nimi obowiązków, nie pomagamy przy dzieciach, no nic nie robimy. Jak to chłopy. Zdaniem kobitek, chłop to się do niczego nie nadaje. O zakupach zapomni, wodę na herbatę potrafi przypalić, pralki nie obsłuży, a jak wypierze to wszystkie ubrania mają jeden kolor. W dodatku biega ciągle do mamusi, skarży się na żonę itd. Mając to wszystko na uwadze, postanowiłem zmienić swoje oblicze. Akurat nadarzyła się okazja, bo wybieraliśmy się z całą rodzinką na weekend do naszego letniego domku nad Georgian Bay. Ja, żona, dzieci, siostra żony z mężem i dziećmi i teściowa. Same baby i my ze szwagrem jak te rodzynki. Nic to. Plan miałem chytry. Postanowiłem udowodnić moim paniom, że my, mężczyźni, też potrafimy odnaleźć się w tym ich babskim świecie. Chciałem im pokazać, że ich gadanie nie ma sensu i naprawdę chcemy im pomagać tylko one nam na to nie pozwalają.

Zabieram się do rzeczy…

Jesteśmy nad jeziorem. Umawiamy się ze szwagrem, że będziemy nasze panie we wszystkim wyręczać. Długo się nie widziały, niech się sobą nacieszą. Niech sobie poplotkują, a my się zajmiemy resztą. Chcemy sprawdzić co one na to. Szwagier zgadza się na wszystko, bo sam ma już dość ciągłego gadania o równouprawnieniu, podziale obowiązków i o tym, jak to bez kobiet zawaliłby się świat. Dzielimy się obowiązkami. On gotuje, ja zmywam, ja piorę – on sprząta, razem zajmujemy się dzieciakami, a nasze kobiety niech kwitną i leniuchują. Wprowadzanie naszego planu w życie zaczynamy już od rozpakowywania toreb i plecaków. – Poukładamy wszystko z Ryśkiem, a Wy idźcie z dzieciakami na plażę. – mówię do żony. I zaczyna się. – Jak wy poukładacie, to nic nie będzie można znaleźć – teściowa.- Wymieszacie wszystko, pognieciecie, już lepiej same się z tym uwiniemy – siostra żony. – Same to zrobimy, będzie szybciej- żona. Jakoś udaje nam się jednak wygonić je z domku i po półgodzinnym zapewnianiu, że wszystko będzie ładnie, pięknie, nasze panie z wielką niechęcią nas opuszczają. My tymczasem radzimy sobie świetnie. Udało nam się wszystko elegancko poukładać, a na dodatek przygotowaliśmy mięsiwo na grilla. Kobitki udały, że nic nie widzą. Nawet słowem nie wspomniały, że coś jest nie tak. Ha. Mamy je.

Mijają trzy dni…

Uwijamy się z Ryśkiem jak w ukropie. Zanim damy wstaną już jest śniadanko. Dzieci grzecznie się bawią, bo wymyślamy im co rusz nowe zajęcia. Zachwycone i szczęśliwe, nie marudzą i nie psocą. Obiady pichcimy wyśmienite, nic nie przypaliliśmy, zupy nie są za słone itd. Nie rzucamy skarpet gdzie popadnie, slipki też na swoim miejscu. Klapa od kibelka zawsze opuszczona. Wydawałoby się, żyć nie umierać drogie panie. Ale gdzie tam! Nasze żony wprawdzie niby zadowolone, ale patrzą podejrzliwie. Teściowa natomiast usiedzieć nie może na miejscu. Ciągle by chciała nas w czymś wyręczyć, bo niby nie umiemy, bo źle zrobimy, bo nam nie wyjdzie, bo zmarnujemy jedzenie. My jednak obstajemy przy swoim i zakazujemy wstępu do kuchni. Panie mają odpoczywać. Po trzech dniach, kiedy wydaje się, że kobitki mamy w garści, teściowa nie wytrzymuje. – Chłopaki dość tych wygłupów. Dłużej tak być nie może. Zbabieliście do reszty. Biegacie w fartuszkach, szorujecie garnki, pichcicie. To nie są chłopskie zajęcia. Dosyć tego. Dziewczyny, przejmujemy nasze rządy. – To rzekłszy teściowa wypchnęła nas za drzwi, a sama zabrała się za gotowanie obiadu. Od tej chwili nie mieliśmy wstępu do kuchni. Kobiety stwierdziły, że to ich robota, a my mamy pilnować dzieci. I bądź tu człowieku mądry, nie pomagasz źle, chcesz pomóc jeszcze gorzej.

Niestety, nie udało nam się zbabieć. Mimo to, nasze zabiegi nie poszły na marne. Jak na razie od kilku tygodni nie słyszeliśmy jeszcze ani słowa o tym, że mężczyźni spoczywają na laurach i nie pomagają w domu. Chyba nasze panie boją się, że znowu przejmiemy rządy, bo tak naprawdę ciężko im oddać władzę w ich babskim świecie.