Syryjska opozycja nakłania Kanadę do interwencji

Historia Kanady Kanada Series Top News sier 25, 2013 at 12:19 pm
George Sabra

George Sabra

Przywódca największej i popieranej przez kraje zachodnie grupy opozycyjnej w Syrii, George Sabra, namawia kanadyjski rząd do zdecydowanych działań w celu zakończenia krwawego konfliku w jego ojczyźnie.

Sabra powiedział jako prezydent Syrian National Council (odpowiednik imigracyjnego gabinetu cieni), że skoro rząd Syrii użył broni chemicznej przeciwko swym obywatelom, dalsze rozwiązania polityczne nie wydają możliwe. George Sabra od dawna przekonuje polityków Zachodu, że prezydenta el-Asada należy odsunąć drogą interwencji zbrojnej. Obecnie podkreśla, że Kanada powinna mieć w tym bardziej zaangażowany udział. Jednocześnie domagał się wównież od rządu Kanad rozszerzenia pomocy humanitarnej.

Począwszy od Montrealu, Sabra odwiedza obecnie kolejne miasta w Kanadzie, gdzie spotyka się z syryjskimi imigrantami. Podczas jego wizyty (m.in. w Toronto i Ottawie) zorganizowano specjalne sesje informacyjne dotyczące wypełniania wniosków imigracyjnych. Wielu syryjskich imigrantów w Kanadzie ma nadzieję, że dzięki sytuacji w ich kraju w wyniku tzw. „szybkiej ścieżki imigracyjnej“ dojdzie do wielu przypadków łączenia rodzin, na które wcześnie mieli znacznie mniejsze szanse.

zz syria1Tymczasem minister spraw zagranicznych Kanady John Baird oświadczył, że jego kraj mocno popiera wysiłki ONZ dotyczące dochodzenia w sprawie środków chemicznych użytych na polu walki. Premier Harper przeprowadził już w tej sprawie oddzielne konsultacje z przemierami Wielkiej Brytanii i Francji.

Zachód praktycznie oficjalnie oskarża o atak chemiczny wojska rządowe Syrii, podczas rząd el-Asada gwałtownie zaprzecza, oskarżając z kolei opozycję o prowokację. Ma przy tym silne poparcie Rosji. Rosja od początku syryjskich protestów uznaje za nie do przyjęcia ewentualną zagraniczną interwencję w tym kraju.

Będzie kolejna wojna?

Szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Państwowej Aleksiej Puszkow wyraził w niedzielę przekonanie, że prezydent USA Barack Obama zmierza do wojny w Syrii, jak jego poprzednik George W. Bush dążył do wojny w Iraku.

- Ta wojna, tak samo jak tamta, będzie nielegalna, a Obama stanie się klonem Busha – powiedział.

Prezydent el-Asad

Prezydent el-Asad

Wcześniej w niedzielę minister obrony USA Chuck Hagel poinformował dziennikarzy podczas konferencji prasowej, że amerykańskie siły zbrojne gotowe są do podjęcia akcji zbrojnej wobec Syrii, jeśli taką decyzję podejmie prezydent Obama. Już w tej chwili w Syrii działają świetnie wyposażone, kilkusetosobowe doborowe oddziały najemnicze, szkolone przez specjalistów z CIA oraz armii USA i Izraela.

Damaszek ostrzegł USA przed interwencją wojskową w Syrii.

- Akcja taka rozpaliłaby pożar na Bliskim Wschodzie – powiedział syryjski minister informacji Omran Ahid ez-Zubi. – Amerykańska interwencja militarna wywoła bardzo poważne konsekwencje i będzie kulą ognia, od której zapłonie Bliski Wschód.

zz syria5USA i ich sojusznicy badają wciąż doniesienia na temat ataku chemicznego, jakiego na tereny rebeliantów pod Damaszkiem miały się dopuścić w środę siły rządowe. Zginęło od kilkuset do 1300 osób. Reżim stanowczo zaprzecza oskarżeniom.

- Jaka logika nakazywałaby atak chemiczny w chwili gdy akurat do Syrii przybyli inspektorzy ONZ – pyta retorycznie strona rządowa. Jednocześnie informując, że w tunelach pod Damaszkiem, odbitych z rąk rebeliantów odnaleziono dowody na przechowywanie sarinu. Syria wyraziła zgodę na zz syria3zbadanie przez inspektorów rejonu ataku chemicznego. Misja inspektorów ma się rozpocząć w poniedziałek.

 

Rozpada się stary porządek?

- Po arabskiej wiośnie nastało “lato rządów autorytarnych”, a na Bliskim Wschodzie nie zapanuje spokój. Zachód nie może ignorować wrzenia w tym regionie, również ze względów moralnych – pisze “Financial Times” w sobotnim artykule redakcyjnym.

W roku 2011 arabska wiosna zdawała się zapowiadać koniec epoki dyktatur na Bliskim Wschodzie, ale nieco ponad dwa lata później w Egipcie i Syrii nie ma widoków na demokrację, a w Iraku, Jemenie, Sudanie, Libii, Tunezji i Libanie religijne i polityczne konflikty rozbijają państwowe struktury stworzone przez Francję i Wielką Brytanię po pierwszej wojnie światowej – pisze “FT”.

Nie ma też widoków na pokój na Bliskim Wschodzie; ani rządy wspierane przez armię, ani islamscy radykałowie nie zrezygnują tam łatwo z walki, zaś po wojnie w Iraku i Afganistanie zachodnia opinia publiczna nie ma ochoty na zbrojne interwencje.

- Wpływy USA na Bliskim Wschodzie znacznie zmalały. Regionalne siły kształtują w coraz większym stopniu bieg wydarzeń: Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie finansują powrót wojskowych do władzy w Egipcie, zaś w Syrii Hezbollah i jego możny protektor Iran wspierają skutecznie reżim prezydenta Baszara el-Asada – wyjaśnia brytyjski dziennik.

Niektórzy politycy są zdania, że powrót rządów autorytarnych na Bliskim Wschodzie, to powrót “znanego zła”, które ponadto lepiej rokuje w tym regionie, bo rządy silnej ręki łatwiej zapanują nad islamskim dżihadem. Uważają też, że wrzenie na Bliskim Wschodzie nie ma globalnych implikacji.

Ale to nieroztropne myślenie, ponieważ Bractwo Muzułmańskie nie zrezygnuje z walki o władzę, a Asad nie odzyska nigdy pełnej kontroli nad Syrią, bo kraj “uległ w ciągu dwóch lat kompletnej bałkanizacji”. W całym regionie rozpada się stary porządek, a konflikty religijne nakładają się na napięcia polityczne – pisze “FT”.

Dla Zachodu “to nie jest czas na wycofanie się”. Konflikty na Bliskim Wschodzie będą przez wiele lat źródłem zagrożeń również dla państw zachodnich, a odkąd istnieje uzasadnione podejrzenie, że w Syrii użyto broni chemicznej, Zachód nie może stosować wobec tego regionu polityki niezaangażowania również ze względów moralnych – konkluduje “FT”.

W roku 2003 wojska amerykańskie wkroczyły do Iraku; pretekstem były doniesienia o broni masowego rażenia, którą miał dysponować prezydent Saddama Husajn, a które okazały się nieprawdziwe.