O rany! Zostałem ojcem!

Polonijne to i owo Series wrze 24, 2013 at 10:04 pm

Mężczyzna powinien spłodzić syna, zbudować dom i posadzić drzewo”. Tak przynajmniej się potocznie twierdzi. A Wojtek ma córkę. Ba. Nawet dwie! I wcale nie czuje się z tym źle. Przeciwnie – uważa, że to najlepsze, co mogło go spotkać. Posłuchajmy…

Kiedy rodzi się dziecko to właściwie najważniejsza sprawą jest, aby było zdrowe. Tatuś biorący udział w porodzie jako pierwszy potwierdza płeć maluszka.
Wtedy okazuje się, czy proroctwa USG stają się faktem. W moim przypadku wszystko się zgadzało – miały być panienki i były. W jednym przypadku nawet osobiście odcinałem pępowinę. Lekarka ze szpitala Credit Valley w Mississaudze pogratulowała mi nawet sprawności, z jaką to zrobiłem!
Uważam, że każdy facet powinien być przy narodzinach swoich dzieci. Wrażenia, wspomnienia i doznania są tak intensywne, że gwarantuję iż każdy, kto to osobiście przeżył, nie zapomni tego do końca życia. Mnie do obecności przy porodzie drugiej córki namówił przyjaciel. I jestem mu za to cholernie wdzięczny. Należy jeszcze wspomnieć, że mężczyzna widzący swoją ukochaną, która spowita niewyobrażalnym dla nas, Marsjan, bólem wydaje na świat owoc naszej wspólnej miłości, nabiera dla niej olbrzymiego szacunku i podziwu…ale to trzeba przeżyć.
Kto już to ma za sobą wie o czym mówię…

No, a kiedy już pojawia się nowy domownik, to zmieni się całe twoje życie. Koniec ze stereotypami, koniec z mniejszym czy większym szowinizmem.
Zrozumiesz, jakie to cudowne uczucie być kochanym bezinteresownie przez własną córkę.W tobie również uruchomiają się pokłady uczuciowe, o których nic wcześniej nie wiedziałeś. Wbrew pozorom czas pieluch i przewijania mija bardzo szybko. Te drobne kruszynki wręcz niepostrzeżenie zaczynają siadać, chodzić i mówić. Zaczynają poznawać otaczający nas świat i ludzi. Pojawiają się setki a nawet tysiące pytań a czemu, a po co,a kiedy…itp.  To my, ojcowie, jesteśmy dla swoich dzieci największymi autorytetami, obiektami do naśladowań oraz gwarantami spokoju i bezpieczeństwa. Ta bezgraniczna i bezinteresowna miłość którą możemy wyczytać z ich młodziutkich oczek, niejednokrotnie nas mobilizuje do dalszych działań i pracy. Sam już wiele razy miałem dość, byłem zmęczony i zniechęcony codziennym życiem. Pracowałem w Barrie i codziennie przejeżdżałem ponad 300 km. Ale czasami wystarczyło wrócić do domu i wziąć tę naszą małą, bezbronną pociechę na kolana i wszystkie troski i zmęczenie znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Nie będę oczywiście ściemniał, że tacierzyństwo to tylko i wyłącznie droga usłana różami. Nasze słodkie aniołki potrafią w ułamku sekundy przerodzić się w stado grasujących diabełków i dać popalić nawet najcierpliwszemu ojcu.  Teraz, z perspektywy czasu wiem, że konsekwencja działań ma chyba kluczowe znaczenie. Wiem, że to szalenie trudne. Ale z czasem przynosi rewelacyjne skutki. Nauczyłem się stawiać przed dzieckiem realne cele i zadania, ale też mówić o realnych ewentualnych karach i sankcjach za łamanie ustalonych reguł.

Nie ma nic gorszego niż mówienie, że np. nie dostaniesz dzisiaj lodów na spacerku, jeśli nie przestaniesz sypać piaskiem. Maluch dalej robi swoje, a my zaraz potem zabieramy go …na lody. Dzieci bardzo szybko zapamiętują takie rzeczy, wyciągają wnioski i dalej…dalej jest już tylko coraz gorzej.
Rzeczy materialne, prezenty i upominki. Oczywiście są bardzo ważne. Na szczęście żyjemy już w takich czasach i w takim kraju, że możemy kupić praktycznie wszystko. Ale czy przypadkiem trochę nie przesadzamy? Czy przypadkiem też nie chcemy trochę uśpić własne wyrzuty sumienia? Zamiast spędzić trochę więcej czasu z dziećmi, przesiadujemy w pracy, wracamy zmęczeni do domu, nie mamy już ochoty na poświęcanie czasu na zabawę z dziećmi. Może nawet nie tylko na zabawę. Na bycie z nimi. Nie chodzi mi tu tylko o wspólne rysowanie, budowanie wieży z klocków itp. Ale o takie zwyczajne czynności domowe. Wystarczy z córką lub synem umyć auto, pograbić liście, ponosić drewno do kominka lub porobić coś w kuchni. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to jest dla nich bardzo ważne. Ja wiem, że ten samochód sam umyłbym dwa razy szybciej i wiem, że tą brudną końcówką wody z wiadra nie myje się szyb….ale ta poważna minka i ten zapał w oczkach malucha są bezcenne! Dodam tylko że do pewnego wieku takie czynności trzeba wykonywać koniecznie razem. Bo nadgorliwe dziecko które chce bardzo pomóc tacie w umyciu autka zrobi wszystko, żeby tak się stało. A te wstrętne komary, które nie chcą się odkleić z maski i reflektorów świetnie schodzą, gdy się użyje szczotkę drucianą…

Panowie! Dzieci i tacierzyństwo to temat rzeka.
Można by tak pisać bez końca. Ale jedno jest pewne. Każda chwila jest ważna. I żadna z nich już nigdy nie wróci. Starajmy się wpompować jak najwięcej czasu i miłości w nasze dzieci. Zaprocentuje nam to w późniejszym czasie. Fajnie jest być tym tatą, któremu córa lub syn opowiadają z zaufaniem o swoim życiu, problemach, radościach, rozterkach i pierwszych miłościach. Fajnie jest mieć tę nitkę więzi i zaufania.
Ale nie oszukujmy się. To nie przychodzi samo. Na to trzeba zasłużyć i zapracować….
A więc : Do pracy Panowie!