Naukowiec z Ottawy w zespole smoleńskim

Polacy w Kanadzie Series paźd 16, 2013 at 2:53 pm

W Sejmie odbyła się  debata zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza ds. badania tragedii smoleńskiej  Podczas przemówienia dra Bogdana Gajewskiego z Kanady pojawiły się nieoczekiwane problemy. Naukowiec łączył się z Warszawą za pomocą komunikatora Skype, a jego wystąpienie było zakłócane przez nieznane osoby. – To zorganizowana akcja – twierdzą zgromadzeni członkowie zespołu. Podobnego zdania jest Antoni Macierewicz.

zz gajewski1Posiedzenie zespołu otworzył przewodniczący ZP Antoni Macierewicz wskazując, że zespół oddał czas na debatę naukowców, którzy chcą zabrać głos w sprawie hipotez formułowanych przez zespół parlamentarny.

Jako pierwszy zabrał jednak głos Jarosław Kaczyński, który w imieniu rodzin podziękował naukowcom, angażującym się w wyjaśnianie przyczyn tragedii smoleńskiej.

Pierwszym ekspertem, który zabrał głos w dyskusji był Bogdan Gajewski z Ottawy, związany z kanadyjską instytucją, badająca katastrofy lotnicze, członek międzynarodowego towarzystwa badania katastrof lotniczych. Zaprezentował on podręcznik ICAO, który opisuje sposoby badania katastrof lotniczych.

- Nasze badania prowadzone są w oparciu o instrukcje międzynarodowe. Dzięki temu nasza praca może być porównywalna z metodologią raportów MAK i Millera - tłumaczył. Zaznaczył, że w czasie badania katastrofy smoleńskiej nie znaleziono śladu winy załogi. – Co więcej, działała on zgodnie ze standardami i starała się uratować pasażerów i samolot – wskazał Gajewski. Skupił się następnie na opinie, które świadczyć mogą o tym, że dana katastrofa była wynikiem wybuchu. – Spowodowanie eksplozji wewnątrz samolot jest najczęstszą przyczyną zamachów – zaznaczył. Wskazał, że doświadczony ekspert jest w stanie szybko zobaczyć, czy w przypadku katastrofy można podejrzewać zamach. Dodał, że wskazuje na to

Dr Gajewski

Dr Gajewski

wywinięcie poszycia samolotu, duża liczba kawałków, na jakie rozpadł się samolot.

Dr Gajewski dodał, że bardzo ważne w tej sprawie są badania ciał ofiar, ponieważ mogą w nich znajdować się odłamki samolotu. Jeśli drobne odłamki są w ciałach, fotelach, jeśli występuje duże uszkodzenie ciał i nagła śmierć należy rozważać możliwość zamachu - tłumaczył Gajewski. Zaznaczył, że również duże przeciążenia – ponad 100 G – mogą o tym świadczyć. Wskazał również na bardzo ważne zjawisko, które występuje w czasie eksplozji samolotu. Wskazał, że po eksplozji zawsze występuje fala Macha. – Eksplozja wywołuje falę, która potem się odbija od przedmiotów i okolicy i wraca uderzając w samolot - tłumaczył Gajewski. Wskazał na opracowanie dotyczące zamachu w Lockerbie. - Tam fala wybuchu połączyła się z falą odbitą i wróciła do samolotu. Była silniejsza od tej wywołanej wybuchem. Kadłub wyglądał potem jak rozerwany cylinder. Jednak okna były całe – mówił ekspert. Podsumowując raz jeszcze wskazał, że badacze są w stanie szybko sprawdzić, czy mogło dojść do wybuchu, a kluczowe jest dobre zabezpieczenie materiałów.

zz gajewski2Już w czasie pierwszej prezentacji, Bogdana Gajewskiego widoczne były próby zakłócenia połączenia między ekspertami mieszkającymi za granicą oraz Sejmem. Na planszy co chwilę pojawiały się okienka innych użytkowników komunikatora internetowego, którzy przeszkadzali w odbiorze prezentacji poszczególnych prezentacji. “Władimir Putin dzwoni” – między innymi takie komunikaty mogli obejrzeć wszyscy przybyli na posiedzenie zespołu smoleńskiego. Każdy z wykładów był zakłócany przez internautów. (Więcej szczegółów na Bejsment.com).

Po Bogdanie Gajewskim głos zabrał prof. Wiesław Binienda, który omawiał m.in. swoje ostatnie eksperymenty, które opisywane były już wcześniej (m.in. na portalu wPolityce.pl.).

zz biniendaBinienda zaczął jednak od podziękowań dla tych, którzy przesłali mu wyrazy solidarności w czasie ataków medialnych. Potem zaczął omawiać swoje doświadczenia, które m.in. dotyczą zderzania przy dużych prędkościach próbek duraluminium. Wskazuje, że duraluminium jest około 20 razy mocniejsze niż brzoza.

- W swoim laboratorium zrobiłem eksperyment z duraluminium, jakie wykorzystywane jest do budowy poszycia. Próbka lecąca nawet 4 razy szybciej niż samolot w Smoleńsku, nie rozpada się. Ona pęka i zwija się, ale nie rozpada się na odłamki – mówił Binienda.

Dodał, że wyniki są bardzo ważne, ponieważ “już przed brzozą miały być liczne odłamki” na miejscu tragedii.

- Skąd się wzięły, skoro materiał jest plastyczny nawet przy prędkości 4 razy większej niż samolot uderzający w Smoleńsku o drzewa – pytał ekspert. Wskazał, że części wyrwane z samolotu, np. fragment badany przez prof. Jana Obrębskiego musiał zostać wyrwany z większą siłą niż ta występująca przy prędkościach jakie wykorzystywał w badaniach.

Wiesław Binienda wrócił po raz kolejny do swoich badań, które pokazują, że brzoza nie mogła urwać skrzydła. – Po zderzeniu możliwy byłby dalszy lot samolotu – mówił. Naukowiec wskazał, że “przód skrzydła nie jest zniszczony, a dziura jest z tyłu”.

- Mój eksperyment pokazuje, że wszyscy pasażerowie powinni przeżyć, jeśli samolot upadłby na ziemie – dodaje.

Przypomina, że z jego badań wynika, iż samolot musiał rozpaść się w powietrzu. Świadczą o tym również: wielka ilość odłamków, brak krateru na ziemi. Binienda dodawał, że przy prędkościach takich jak w Smoleńsku duraluminium jest plastyczne, a gdyby nie było wybuchu pasażerowie przeżyliby (szczególnie ci z tyłu), prawe skrzydło i tył samolotu by się nie rozpadł. Dodał na koniec, że upadek samolotu na plecy jest lepiej amortyzowany.

Prof. Nowaczyk

Prof. Nowaczyk

Kolejny prelegent prof. Kazimierz Nowaczyk przygotował prezentację związaną z danymi firmy ATM, które otrzymał od prokuratury. Nowaczyk zaczął od nieścisłości w kopiach plików z zapisami rejestratorów lotu Tu. Przypomina również ekspertyzę firmy Small-giss, która została zmanipulowana przez komisję Millera. Firma bowiem zaznaczyła w miejscu katastrofy strefy wybuchów, a komisja Milera przerobiła notatki firmy na strefy pożarów.

Nowaczyk analizuje również zapisy z rejestratora ATM, które pokazują, że jeszcze przed brzozą nastąpiła gwałtowna zmiana wysokości samolotu. Pierwsza zmiana prędkości poziomej następuje przez uderzeniem w brzozę.

Nowaczyk wskazał, że bardzo ważna jest również analiza przechylenia samolotu.

Wykresy kończą się przed miejscem, w jakim doszło do zderzenie z brzozą. To oznacza, że krytyczny manewr, czyli beczka wykonana przez samolot nie była odwzorowana na zapisach ATM. Komisja oparła się w tej sprawie na zdjęciach Amielina – tłumaczył prof. Nowaczyk.

Zaprezentował zdjęcia Amielina, wykonane w Smoleńsku. Wskazał na trzy kąty przecięcia, które w  końcowym raporcie były podane inaczej. Nowaczyk wyjaśniał, że zmiany kątów – musiały pasować do tez Anodiny. – To jest działanie mające zilustrować wykonanie beczki – tłumaczył Kazimierz Nowaczyk.

Przedstawił również szereg zestawień odczytów rejestratora ATM naniesionych m.in. na miejsce tragedii. Przypomina, że w punkcie TAWS 38 samolot – zgodnie z danymi raportu Millera – znajduje się 8 m ponad poziomem pasa, co oznacza, że kilka metrów urwanego skrzydła musiałoby się znajdować pod ziemią.

Nowaczyk wskazał, że lewe skrzydło zostało uszkodzone ponad 50 m przez miejscem, w którym rośnie brzoza.

- Odcięcie końcówki skrzydła nastąpiło około miejsca TAWS 38. (…) Materiały ATM wskazują, że oderwanie skrzydła miało miejsce zapewne za brzozą – tłumaczy Nowaczyk. Dodał, że wysokość radiowa w miejscu, w którym rośnie brzoza wynosiła ok. 10 metrów.

Kazimierz Nowaczyk zaprezentował również rozkład szczątków, wskazał na kilka kondensacji części samolotu – przy przy brzozie, ok. punktu TAWS 38 i już za ul. Kutuzowa. Zdaniem Zespołu Parlamentarnego to właśnie tam nastąpiło ostateczne zniszczenie kadłuba – tłumaczył Nowaczyk.

Po profesorze Nowaczyku głos zabrała jeszcze m.in. dr Grażyna Przybylska-Wendt, lekarz medycyny sądowej, która opisała, jak wiele informacji na miejscu tragedii może odczytać lekarz medyk sądowy. Wskazała również na braki w dokumentacji i zaniedbania popełnione w tej sprawie.

Stanisław Zagrodzki przedstawił z kolei analizę wyników badania krwi ofiar, jakie znajdują się w dokumentacji medycznej.

Posiedzenie zakończyła wizualizacja, przygotowana przez prof. Jacka Rońdę, która pokazuje, jak wiele części Tupolewa zostało bezpowrotnie zniszczonych w czasie katastrofy smoleńskiej. Skala zniszczeń jest ogromna, a dotyczy głównie górnej części samolotu. Poseł Macierewicz wskazał, że natura zniszczeń jest taka sama, choć przód i tył samolotu leżą w innych pozycjach.

Posiedzenie bardzo często przerywane było niezawinionymi przez organizatorów problemami technicznymi, co utrudniało odbiór prezentacji poszczególnych ekspertów. Zakłócane były wszystkie prezentacje ekspertów, którzy łączyli się spoza Polski.

Na posiedzeniu zespołu smoleńskiego mecenas Piotr Pszczółkowski opisał zaskakującą sytuację. Okazuje się, że w imię obrony rządowych ekspertów prokuratura jest w stanie nawet deptać zasady prawa rzymskiego. Pszczółkowski poinformował, że złożył wniosek o przesłuchanie ekspertów pracujących w rządowych komisjach badających tragedię smoleńską. Jednak jego wniosek został odrzucony. - Doszło do sytuacji skandalicznej, zablokowano możliwość weryfikacji wszelkich badań, jakie komisja Millera prowadziła – tłumaczył Pszczółkowski. Dodał, że prokuratura nie zgodziła się na przesłuchanie motywując to zmianą w prawie lotniczym.

Już po tragedii smoleńskiej, w 2011 roku, Platforma Obywatelska przeforsowała zmiany, które uniemożliwiają przesłuchiwanie ekspertów wyjaśniających katastrofy lotnicze. I na te zapisy powołała się prokuratura, odrzucając wniosek Pszczółkowskiego. Jednak, jak wskazuje mec. Pszczółkowski, komisja Milera zakończyła swoje prace znacznie przed wejściem w życie nowelizacji. - Tymczasem prokuratura wciąż czuje się zobowiązana tym zakazem. To sytuacja kuriozalna – tłumaczył Pszczółkowski. Dodał, że dziwi go również sposób pracy śledczych, którzy działają w oparciu o prawo lotnicze, a nie o kodeks postępowania karnego, który nie zakłada żadnych obostrzeń dot. przesłuchiwania ekspertów komisji badających wypadki lotnicze.

Macierewicz zaprosił na debatę przedstawicieli działającego przy KPRM zespołu, którym kieruje Maciej Lasek, po to, aby “przedstawili swój punkt widzenia”. “Będą mieli zagwarantowaną dokładnie taką samą ilość czasu jak eksperci zespołu parlamentarnego, nikt nie będzie im przerywał” – zapewniał.

Zadał też, posługując się zdjęciami wraku samolotu, pytania zespołowi Laska, które – jego zdaniem – wymagają odpowiedzi. “Jaka siła doprowadziła do wywinięcia na zewnątrz obu burt?”, “Co doprowadziło do wywinięcia na zewnątrz blach na styku oderwania skrzydła od samolotu?” – to niektóre z pytań szefa zespołu parlamentarnego.

Pytany o zaproszenie Macierewicza Lasek powiedział, że miejsce na naukową dyskusję nie jest u boku polityków, lecz na naukowych konferencjach, np. takiej, jaką zaproponował prezes PAN prof. Michał Kleiber.

- Przyczyny wypadku samolotu Tu-154M zostały już ustalone przez wyznaczoną do tego komisję. Osoby prezentujące inne hipotezy na temat przebiegu katastrofy, nie przedstawiają żadnych dowodów na ich potwierdzenie – podkreślił Lasek.

- Poseł Antoni Macierewicz i jego zespół uprawiają polityczną grę, a naszym zadaniem jest bronienie dobrego imienia polskich instytucji państwowych i nauki. Nie możemy pozwolić w tę polityczną grę dać się wciągnąć – powiedział Lasek.