Chcemy bronić dobrego imienia Polski i Polaków

Polacy w Kanadzie Series grud 16, 2013 at 7:54 pm

Z nowo wybranym prezesem Rady Polonii Świata, Janem Cytowskim z Kanady o trudnej współpracy z MSZ rozmawiał portal wpolityce.pl.

Jan Cytowski

Jan Cytowski

- Czy był pan zaskoczony, albo rozczarowany tym, że po wybraniu pana na prezesa Rady Polonii Świata nie odezwał się do pana z gratulacjami nikt z Ministerstwa Spraw Zagranicznych?

-  Trudno mi mówić o rozczarowaniu. Radę Polonii Świata traktuję nieco jak wyzwanie, bo przez jakiś czas jej nie było i to, że ona została reaktywowana dla niektórych może być pewną nowością. Nie chciałbym tego politycznie interpretować, ale może pewne osoby w Polsce się jeszcze do tego nie przyzwyczaiły. W tym sensie traktuję to jako pewne nieporozumienie, ale muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to, że pierwsze gratulacje nadeszły od ambasadora Kanady w Warszawie.

- Nie chciałbym pana namawiać, aby pan się dopraszał splendoru, bardziej interesuje mnie współpraca z MSZ na co dzień. Jak ona wygląda?

- Mogę o tym mówić z perspektywy Kongresu Polonii Amerykańskiej, bo tym się głównie w ostatnich latach zajmowałem. Ta współpraca, jeśli chodzi o konsulaty układa się jakoś tam… Natomiast mam sporo zastrzeżeń do sposobu konsultowania tych planów współpracy Polonii z MSZ. To jest sprawa, która się ciągnie od dwóch, czy trzech lat. Wygląda to tak, że dostajemy do zaopiniowania plan, który jest zarysowany bardzo ogólnie. Mamy jakiś czas na wniesienie swoich sugestii, nanosimy poprawki i… doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że to poprawki w ogóle nie zostają uwzględniane.

- To po co w ogóle takie konsultacje? Jak to jest uzasadniane?

- Rozmawiałem o tym i odpowiedź brzmiała, że ten plan jest taki ogólny i być może te nasze postulaty są w innych punktach zawarte. Być może niektóre kwestie można tak interpretować, ale w pewnych sytuacjach tak na pewno nie jest. W przedstawianych nam planach MSZ nie ma historycznej polityki rządu polskiego. Absolutnie nie ma do tego odniesienia. Druga sprawa, niezwykle istotna to jest propagowanie i obrona dobrego imienia Polski i Polaków. Nie wiem, dlaczego akurat te punkty nie mogą się przebić do tych planów.

- Czy właśnie na tym najbardziej wam zależy?

- Nam się wydaje, że najważniejszym zadaniem Rady Polonii Świata, wspólnym dla wszystkich Polonii i Polaków jest właśnie propagowanie i obrona dobrego imienia Polski i Polaków. Na to składają się trzy elementy. Propagowanie to pokazywanie tego, co Polacy do tej pory zrobili na przestrzeni dziejów, czy choćby w ostatnim okresie, po drugiej wojnie światowej. Na Zachodzie na przykład usiłuje się przepisać historię, że upadek komunizmu nie zaczął się w Polsce, tylko gdzie indziej. Druga kwestia, z którą spotykacie się niewątpliwie także państwo także w kraju, to jest odkłamywanie polskiej historii. Przecież to, co się pojawia na świecie, w świecie wydawniczym i w kinematografii to jest czasem żałosne. Albo zasługi Polaków są w ogóle pomijane, albo Polacy są przedstawiani w takim świetle, jakbyśmy to my byli sprawcami II Wojny Światowej. Aż żal mówić o tym, co się dzieje w sprawie tego „widowiska” jak my to nazywamy – „Nasze matki, nasi ojcowie”. Armia Krajowa została przedstawiona jako organizacja antysemicka, która właściwie głównie polowała na Żydów.

- Rozumiem, że to poruszyło środowiska polonijne. Jakie reakcje do pana dotarły?

- Ja osobiście widziałem tylko fragmenty na YouTube, ale nasze środowiska kombatanckie odebrały go bardzo źle. Wszyscy ludzie, którzy walczyli są tym zbulwersowani. Jako Kongres Polonii Kanadyjskiej pierwsi przekazaliśmy komunikat do Niemiec, żeby kongres niemiecki się tym zajął. Z tego, co wiem, to właśnie po tym zaczęła sie jakaś akcja.

- To budujące, że za oceanem tak komuś na tym zależy, bo w Polsce na temat tej produkcji odbyła się właściwie namiastka debaty, a jedyny wniosek prowadził do stwierdzenia, że powinniśmy w odpowiedzi robić swoje filmy lepsze…

- No nie… My to odbieramy zupełnie inaczej. Na tamtym kontynencie każde „potknięcie” w stylu „polskie obozy koncentracyjne” czy „Polacy – antysemici” jest traktowane jako wystąpienie antypolskie. Dla nas to jest ważne. W kanadyjskich strukturach rady, w obwodzie Toronto istnieje komisja obrony dobrego imienia Polski i Polaków, która powstała już kilkanaście lat temu. Na bieżąco śledzimy, co się dzieje w prasie i staramy się reagować, czasem kontaktując się z placówkami dyplomatycznymi, żeby się wspierać w tym zakresie. Moja koncepcja jest taka, żeby takie komisje powstały w poszczególnych krajach. I jako prezes Rady Polonii Świata te koncepcję będę ostro promował. A w skali świata chciałbym, aby powstała Polonijna Liga Przeciw Zniesławieniu, spróbujemy zgromadzić pewien fundusz na ten cel, zobaczymy, czy nam się to uda.

- Jak pan myśli, dlaczego od MSZ tak trudno wyciągnąć stanowisko w takich sprawach, wydawałoby się oczywistych? Jak na przykład żyć z ambasadorem, który nie pojawia się na paradzie Pułaskiego, największym polskim święcie w Stanach Zjednoczonych?

- My, jako przedstawiciele Polonii nie jesteśmy uwarunkowani pewnymi zobowiązaniami ogólnej polityki międzynarodowej, które niewątpliwie na rząd polski. Możemy mówić bardziej otwartym tekstem, możemy mówić o pewnych sprawach, które z jakichś względów władzom w Polsce nie są wygodne. Zawsze w takiej sytuacji podaję przykład Wołynia, ludobójstwa na Wołyniu, bo u nas nikt inaczej tego nie nazywa. Jak dobrze pamiętam, nawet śp. Lech Kaczyński tego tematu unikał na arenie międzynarodowej. My możemy wyrażać się jaśniej, także w tej kwestii, bo mamy mniej związane ręce niż władze.

- Jednak od ambasadora, który jest przedstawicielem MSZ, czyli rządu można chyba wymagać pewnych gestów w kwestiach najważniejszych, bo takich mówimy, prawda?

- Na tym etapie budowania Rady Polonii Świata zależy nam, aby ten temat odpolitycznić. W innym wypadku możemy stracić ideę, koncepcję rady. Chcemy do tego podchodzić z rozwagą, rozsądnie, dbając o nasze interesy, wtedy być może coś zyskamy. Bo nie liczy się dla nas jednorazowa akcja, liczy się cel.

- Czy mówiąc „być może coś zyskamy” myśli pan o pieniądzach?

- Głównie myślę o tym, że możemy zyskać pewną transparentność w finansach. Bo akurat sprawa wygląda tak, że Polonia zachodnia nie potrzebuje za bardzo pieniędzy, poza takimi organizacjami jak np. związek nauczycielstwa. Tutaj pieniądze są potrzebne na naukę języka polskiego, ale to akurat osobiście uważam za obowiązek państwa polskiego. Natomiast ta pomoc powinna być głównie kierowana na wschód i od dawna to powtarzamy. Nam naprawdę potrzebne są dokładne dane, gdzie te środki są przeznaczane i w jakiej wysokości.

- A nie budzi pana wątpliwości to, że teraz środki dla Polaków za granicą idą już nie z Senatu, ale z MSZ?

- Niewątpliwie wolelibyśmy, żeby pozostało po staremu, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Powiem jednak szczerze, pewne sprawy tak daleko zaszły, że cofnięcie tego w obecnej sytuacji będzie trudne. Nie warto skupiać energii na tym, żeby to odwrócić, lepiej się skupić na tym, żeby te środki były właściwie przydzielane. Żeby to była pełna otwartość, pełna przejrzystość i właściwe wykorzystanie tych pieniędzy.

- Dlaczego nie pasuje wam ten system finansowania przez ministerstwo?

- Nasze zastrzeżenia, wyrażane zresztą wielokrotnie dotyczyły pewnej specyfiki krajów, które zamieszkujemy, np. Kanady. Jeśli jakaś organizacja lub związek działające w takim kraju dostaje pieniądze poprzez placówkę dyplomatyczną to jest traktowane jak w pewnym sensie ingerencja z zewnątrz. Ale o ile Kanada na to patrzy z przymrużeniem oka, o tyle są kraje o wiele bardziej restrykcyjne. Tak jest np. w Rosji.

- W obecnym systemie, gdzie MSZ jest przecież częścią rządu, odpolitycznienie działania rady może okazać się niemożliwe, nie widzi pan takiego zagrożenia?

- Ja bym nie chciał, żeby to słowo zostało źle zrozumiane. Oczywiście, że nie ma czegoś takiego jak „niepolityczność”, bo właściwie każde nasze posunięcie jest polityczne. Bardziej nam zależy ponadpartyjności. Nie chcemy się włączać w nurt pewnych układów partyjnych, gdzie będziemy konfrontowani. Wolimy uniknąć uwikłania nas w te normalne przepychanki międzypartyjne.

- A nie uważa pan, że właśnie to zagwarantowałoby wam finansowanie z wielopartyjnego Senatu, a nie z MSZ, który jest chcąc nie chcąc w rękach jednej partii?

- W tej kwestii niewątpliwie ma pan rację.

- Większość gazet nazwała pana wybór na prezesa rady „sensacyjnym”, jak pan myśli, dlaczego?

- Sensacyjny o tyle, że wszyscy się spodziewali, że prezesem zostanie Frank Spula z Kongresu Polonii Amerykańskiej. Takie były prognozy, takie były zabiegi, w Polsce też dało się to odczuć, to był trend, który realizowano.

- Co to znaczy „zabiegi”? Komu na tym zależało?

- Mogę tylko powiedzieć, że odnosiłem wrażenie dość często, że wokół pana Spuli tworzy się jakiś taki klimat przyjacielski, który miał mu w jakimś sensie pomóc zostać liderem Rady Polonii Świata.

- Na jakich szczeblach ten klimat tworzono?

- Na szczeblach, z jakimi ja się spotykałem. A stykałem się trochę ze szczeblami politycznymi, ale także z organizacjami, z którymi współpracowałem tutaj, na terenie Polski.

- Miał pan wątpliwości, czy wystartować w tych wyborach?

- Tak, zastanawiałem się dosyć długo. Szczególnie, kiedy dowiedziałem się, że startuje Frank Spula. Ale moi kanadyjscy współpracownicy mnie przekonali. Pan Spula jest bardzo zajętym człowiekiem a ponadto nie za dobrze zna polskie realia, stwierdziliśmy, że lepiej, żeby prezesem był ktoś, kto zna się na tym, co się w Polsce dzieje i tak mnie popchnięto do tych wyborów. Nie powinienem mieć problemu z ogarnięciem spraw całego świata, bo w kongresie kanadyjskim od trzech lat zajmowałem się jako wiceprezes sprawami polskimi.

- Teraz obejmuje pan pod swoje skrzydła cały świat, czyli linie lotnicze zarobią na panu?

- Jak na razie nie mamy żadnych funduszy, pozostawiono mi trochę pustego pola i pobojowiska. Będę musiał to wszystko trochę pozbierać i jakieś fundusze zbudować. Pieniędzy jako rada nie mamy, takie podróże często są finansowane z własnych środków.

- Ale pańska obecność w krajach, gdzie są duże skupiska Polonii byłaby chyba wskazana?

- Byłaby wskazana. Ja uważam, że to jest jeden z ważniejszych elementów, które szczególnie w przyszłym roku, jeśli poważnie myślimy o Radzie Polonii Świata to dobrze by było zrealizować. Takiej opieki wymagają szczególnie nasi rodacy na wschodzie, na Białorusi, na Ukrainie, ale także w mniejszych skupiskach.

Rozmawiał Marcin Wikło