Dziecko musi zostać w Kanadzie!

Polacy w Kanadzie Series lip 18, 2014 at 9:51 am

Para Polaków, których dziecko urodziło się w Winnipegu z wrodzoną wadą serca ma nadzieję, że Kanada otworzy swoje serce dla ich synka.

W kwietniu br. Justynie Pikiewicz i Ernestowi Dłutkowi wygasły ich roczne wizy pracownicze. Jak mówią, nie mieli zamiaru rozpoczynać nowego życia w Kanadzie i planowali powrót do Polski. Plany te pokrzyżowane zostały, gdy okazało się, że urodzony 21 lutego synek wymaga specjalistycznej operacji pediatrycznej w Edmonton. Wówczas Justyna i Ernest postanowili desperacko pozostać w Kanadzie.

Ernest Dłutek, jego żona Justyna Pikiewicz z małym Antonim. FOTO: PHIL HOSSACK / WINNIPEG FREE PRESS

Ernest Dłutek, jego żona Justyna Pikiewicz z małym Antonim. FOTO: PHIL HOSSACK / WINNIPEG FREE PRESS

 

- Dziecko musi pozostać w Kanadzie! – przekonuje 29-letni ojciec. – Jego stan jest stabilny, ale wymaga operacji w przyszłości.

Maleńki Antoni przeszedł pierwszą operację już w pięć dni po urodzeniu. W kwietniu zastosowano nieskuteczne cewnikowanie serca (Cardiac catheterization), a 4 czerwca przeszedł kolejną operację – na otwartym sercu.

Jak twierdzi jego ojciec, opieka medyczna i czas oczekiwania na zabiegi w Kanadzie są nieporównywalne z tym, co czekałoby go w Polsce.

Justyna powiedziała w rozmowie z „Winnipeg Free Press“, że dzieci oczekują latami na operację w Polsce, a wiele z nich umiera nie doczekując terminu.

Rodzice małego Antoniego przybyli z Warszawy do Kanady w kwietniu 2013 roku na podstawie rocznej wizy pracowniczej. Oboje mówią po angielsku. Chcieli tu sprawdzić czy Kanada to miejsce dla nich. Oboje mają wyższe wyszkałcenie ale ponieważ nie mogli w Polsce znaleźć zatrudnienia w swoim fachu, zdecydowali sie spróbować jak smakuje Kanada.

Justyna jest inżynierem technologii żywności, ale zmuszona była pracować w Warszawie jako recepcjonistka. Z kolei Ernest studiował w Polsce fotografię, ale zatrudniony był jako kucharz w restauracji.

Korzystając z programu Poland/Canada Working Holiday dotarli do Winnipegu w Manitobie, gdzie przez 8 miesięcy pracowali w hotelarstwie, w Canad Inns Polo Park. Żeby zaoszczędzić pieniadze, mieszkali w zatłoczonym schronisku, w którym dzielili kuchnię i łazienkę z 7 innymi mieszkańcami. Wtedy dowiedzieli się, że zostaną rodzicami.

- Baliśmy się, ale byliśmy bardzo szczęśliwi – mówi Justyna.

Kiedy hotel ograniczył im godziny pracy, Ernest zatrudnił się w lokalnej wytwórni mebli. Wynajęli też maleńkie ale schludne mieszkanko.

Kiedy dowiedzieli się od lekarzy, że ich jeszcze nie narodzone dziecko ma poważną wadę serca, ogarnął ich smutek ale jednocześnie wdzięczność, że dziecko może urodzić się w Kanadzie, gdyż uzyska tu opiekę niezbędną do przetrwania.

- Zaczęliśmy robić wszystko, co możliwe, aby pozostać w Kanadzie – powiedział Ernest Dłutek.

Mały Antoni jest automatycznie obywatelem Kanady i Ministerstwo Zdrowia Manitoby pokrywać będzie wszelkie wydatki związane z jego leczeniem, dopóki przebywał będzie na terenie Kanady. Jednak w kwietniu, kiedy wygasły wizy jego rodziców, Dłutek musiał przerwać swoją legalną pracę w fabryce.

Wówczas ich kardiolog dziecięcy z Variety Children’s Heart Centre, dr Daryl Schantz, zwrócił się do Ministerstwa Imigracji z opinią, że dziecko potrzebuje trwałej opieki medycznej i w związku z tym wymagane jest przedłużenie wiz jego rodziców.

Niestety, miesiąc później polska para otrzymała pisma z ministerstwa o odrzuceniu ich wniosku o przedłużenie wizy pracowniczej. Urzędnicy tłumaczyli to brakiem tzw. opinii o rynku pracy oraz brakiem potwierdzenia zatrudnienia przez ewentualnego przyszłego pracodawcę.

Dlutek powiedział, że wytwórnia mebli w której pracował nie miała zamiaru wystosować prośby o opinię o rynku pracy. W tym czasie wyczerpały się oszczędności i w pokryciu kosztów utrzymania w Winnipegu musi im pomagać rodzina z Polski.

- To straszne – mówi Ernest, który spędza większość dnia szukając w internecie ofert pracy, która spełniłaby wymagane przez ministerstwo wymogi.

- Chcemy pracować, płacić podatki i być tu legalnie – mówi Justyna. – Chcemy, żeby nasze dziecko przeżyło.