Spotkanie z synem, który miał nie żyć

Kanada Series wrze 16, 2014 at 4:20 pm

Marion Coombs z Nowej Fundlandii spotkała sie po latach z synem, którego oddała na adopcję, po czym powiadomiono ją w szpitalu, że syn nie przeżył porodu.

- To była najgorsza rzecz jaką musiałam zrobić w życiu – powiedziała Marion, która miała wtedy 19 lat i mieszkała w Albercie.

Nie mogąc wówczas dostarczyć dziecku podstawowych warunków do życia zdecydowała się na adopcję, a w chwiłę później dowiedziała się od pracowników szpitala, że jej dziecko nie przeżyło.

- Gdybym mogła choć raz go objąć, gdybym choć mogła mieć jego zdjęcie – marzyła żałując przez całe życie.

Jej ból trwał prawie pięć dekad aż do chwili, kiedy prowincja Alberta udostępniła swoje rejestry adopcyjne. Wkrótce potem Marion otrzymała list od niejakiego Andrew Allana, który… poszukiwał matki. Jej!

Andrew z matką

Andrew z matką

Allan miał szczęśliwe dzieciństwo w rodzinie zastępczej ale przez całe życie przeczuwał, że coś go ominęło.

- Zastanawiałam się, kim ja jestem. To było podświadome ale nie ustępowało. Coś mi nie pasowało, nie rozumiałem swoich uczuć, tak jakbym się zagubił i marzyłem aby ktoś mnie odnalazł i pokazał drogę – opowiada reporterom CBC News.

Allan miał już 46 i mieszkał w St. Albert w Albercie. Koniecznie chciał poznać swoje korzenie, do czego namawiała go również narzeczona, Heidi-Ann Wild.

- Heidi-Ann zaprowadziła mnie do agencji adopcyjnej. Wypełniliśmy niezbędne formularze i właściwie natychmiast postanowiłem pogodzić się z tym, czego się dowiem.

W ten sposób dowiedział się, że jego matka Marion Coombs mieszka wraz ze swoją rodziną od kilku lat w małym miasteczku w Nowej Fundlandii. Dorobiła się w tym czasie i dzieci, i wnuków.

Kiedy jego list (nie opatrzony adresem zwrotnym na kopercie) dotarł do matki – ta doznała szoku.

- Myślałam: O mój Boże, ktoś sobie okrutnie żartuje ze mnie. To nie może być prawdą – wspomina Marion Croombs.

Chciała się jednak upewnić, że to nie żart i zadzwoniła do Allana. Dzięki temu doszlo do spotkania w długi weekend z okazji Labour Day, kiedy jej syn odwiedził dom matki.

- Po raz pierwszy w życiu mogłam posadzić mojego synka na swoim kolanie i nie mogłam go wypuścić z objęć – wspomina matka. – Pozbyłam się ogromnego brzemienia…

Od tej chwili rozmawiają co tydzień przez telefon i planują kolejne spotkanie, tym razem w Albercie. Wcześniej, zanim Marion wyprowadziła się stamtąd do nowej Fundlandii, przez całe życie mieszkali od siebie nie dalej niż 10 kilometrów.

Dla Allana spotkanie z matką było – jak przyznaje – przełomowym momentem w życiu.

- Ponownie poczułem się… na miejscu. Ponownie poczułem, że wszystko wróciło do normy, że jest w porządku.