Jurek Krawczyk by przeżyć musi wyjechać z Kanady do Polski

Polacy w Kanadzie Top News sier 8, 2015 at 12:06 pm

zz jerzyEwa i Jurek Krawczyk są zwykłą, pracowitą  rodziną, jakich wiele wśród naszych rodaków w Kanadzie. Mieszkają w ontaryjskim Woodstock, wychowują trójkę dzieci – Michała, Karolinę i Krzysia w wieku –12, 8 i 5 lat. Jeszcze do niedawna oboje pracowali, jednak wszystko się zmieniło diametralnie w ich życiu 29 czerwca tego roku.

Jurek nigdy nie narzekał na zdrowie, z jednym małym wyjątkiem – dokuczało mu nadciśnienie. Swoje wizyty u lekarza ograniczał jednak tylko do prośby o kolejną receptę. W czasie jednej z wizyt lekarka rodzinna postanowiła “osłuchać” Jurka i zaniepokojona szmerami w sercu skierowała go na specjalistyczne badania. Te z kolei wykazały problem z zastawką. Następna konsultacja kardiochirurgiczna nie pozostawała złudzeń – lekarze poinformowali Jurka, że czeka go wymiana zastawki i jeden bypass.

Operacja wyznaczona na 29 czerwca br. przeszła pomyślnie.

Następnego dnia rano Ewa będąc już w drodze do szpitala otrzymała telefon od pielęgniarki informujący, że Jurek ma trudności z wybudzeniem, rzuca się na łóżku, w związku z tym musiał zostać do niego przywiązany. Po przybyciu na miejsce Jurek rozmawiał z żoną i dziećmi, sygnalizował ból normalny po tego typu operacji. Pielęgniarka poprosiła aby pozwolić Jurkowi wypocząć i wrócić po południu, kiedy będzie już bardziej przytomny. Niestety, po ponownym przybyciu do szpitala ok. godziny 19.00  Ewa dowiedziała się, że jej mąż miał problem z oddychaniem, spadł u niego poziom tlenu, doszło do zatrzymania akcji serca i trzeba go było reanimować. Lekarze próbując Jurka ponownie zaintubować uszkodzili mu tarczycę i żyłę szyjną, co spowodowało silne krwawienie. W rezultacie, po tych wszystkich zabiegach Jurek zapadł w śpiączkę.

Przerażona Ewa zażądała raportu medycznego, ale otrzymała jedynie jego odręcznie spisaną kopię. Tego samego dnia została wezwana przez lekarza prowadzącego na rozmowę, w trakcie której usłyszała, że  neurolog zrobił Jurkowi badania i sugerował przygotowanie się na “najgorsze”.

Po trzech dniach, lekarze stwierdzając nieodwracalne uszkodzenie mózgu i stan śpiączki wegetatywnej, zalecili odłączenie pacjenta od aparatury podtrzymującej życie.

Jurek Krawczyk z zona i dziecmi

Jurek Krawczyk z żoną i dziećmi

Kiedy Ewa nie wyraziła zgody, lekarz jeszcze długo próbował ją uświadamiać, jakie życie czeka ją z mężem-rośliną, który nigdy nie wróci do domu. Pominę szczegóły, bo ich lista jest długa, a w żadnym stopniu nie wpłynęły one na zdecydowaną odmowę Ewy i brata Jurka – Andrzeja, który przyleciał z Polski, kiedy dowiedział się co się stało, jak również dorosłego już syna Jurka – Sławka.

Przypadek sprawił, że rodzina Jurka w Polsce znalazła informacje o lekarzu, który jest specjalistą od wybudzania ludzi ze śpiączki - to prof. Jan Talar.

Kiedy Ewie udało się z nim skontaktować, poprosił o nakręcenie kilku filmików pokazujących reakcje Jurka na bodźce. Poprzez Skype nauczył Ewę podstawowych stymulacji chorego, zalecił by do Jurka dużo mówić, włączać mu muzykę, głaskać go, stosować aromaterapię. Ewa skrzętnie wykonywała wszystkie zalecenia prof. Talara, chociaż niektóre z nich jak np. aromaterapia spotkały się ze sprzeciwem szpitalnych pielęgniarek, których argumentem, by tej terapii zaprzestać był rzekomy ….smród. Udało się Ewie również zdobyć książkę profesora – “Śpiączka mózgowa – przypadki kliniczne”, w której na zdjęciach i rysunkach pokazane są dokładnie czynności, jakie należy wykonywać, by stymulować chorego w śpiączce.

Wszystkie jej praktyki były obserwowane przez lekarzy ontaryjskiego szpitala. Widząc determinację Ewy, poinformowali ją, że będą próbowali stopniowo odłączać Jurka od respiratora, by stwierdzić, czy będzie w stanie samodzielnie oddychać. Powiadomiony o tym prof. Talar prosił aby okresy odłączania od respiratora były na początku krótkie, gdyż zbyt długie odłączenie może wywołać u chorego zapalenie płuc. Odpowiedzią na to kanadyjskich lekarzy było to, że oni mają swoje procedury. Zastrzeżnia prof. Talara okazały się niestety prorocze, bo już po kilku dniach stwierdzono u Jurka zapalenie płu. Mało tego, stwierdzono również – ku przerażeniu Ewy – infekcję we krwi. Jednak szybko z tej diagnozy się wycofano – pielęgniarka orzekła Ewie, że widocznie w czasie pobierania krwi na strzykawkę “przypałętała się” jakaś bakteria, ale to jest normalne, bo to przecież szpital, czyli siedlisko bakterii!!! Wielu jeszcze rzeczy dowiedziała się Ewa – m.in. tego, że jej mąż miał badania CATSCAN, które obejmowały całe jego ciało z wyjątkiem…głowy. No, bo przecież uszkodzenie mózgu jest ewidentne, więc jego badanie jest zbyteczne. Nikt nie pomyślał nawet, żeby zrobić specjalistyczne badania MRI…

Po podaniu antybiotyków stan Jurka się unormował, udało się opanować zapalenie płuc. Ewa i przybyły z polski brat Jurka, Andrzej dzielnie wykonywali wszystkie zalecenia prof. Talara. Miesiąc po rozpoczęciu stymulacji Jurek zaczął oddychać samodzielnie, reaguje na bodźce, rusza palcami u nóg – odpowiadając nimi na pytania typu tak lub nie. Przeniesiono go z oddziału intensywnej terapii na kardiologię.

Doktor przeprowadzający operację Jurka, zapytany, w jaki jeszcze sposób można pomóc choremu odpowiedział: “Nie wiem, nie mamy doświadczenia w takich przypadkach. Rodziny osób, u których stwierdzono nieodwracalne uszkodzenie mózgu z reguły podpisywały zgodę na odłączenie chorego od aparatury podtrzymującej życie”…

Ewa postanowiła zabrać męża do domu, lekarze się na to zgodzili, pod warunkiem, że Ewa będzie miała przeszkolenie w postępowaniu z chorymi w śpiączce.  Nie wystarczą tylko zalecenia prof. Talara. Zdesperowana kobieta nauczyła się podawać sondę dożołądkową, robić opatrunki, ba, nawet przechodzi szkolenie w zakresie “obsługi” rurki tracheotomicznej.

Ale przede wszystkim czeka. Czeka na 30 sierpnia. Na ten dzień prof. Jan Talar wyznaczył termin przyjęcia Jurka do swojej kliniki “Gołębi Dwór” w miejscowości Kamień Mały w Polsce.

Ewa wie, że to jedyna nadzieja dla Jurka. Jednak, by tej nadziei mu nie odebrać i przetransportować męża do Polski specjalistycznym samolotem z obsługą medyczną potrzebne jest około $100 tysięcy dolarów. To jedynie koszty przelotu specjalnym samolotem plus  dalsza rehabilitacja (śpiączka i jej leczenie, nie jest niestety wpisana w Polsce do kosztów refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia).

Póki co, rodzina Ewy założyła stronę interetową, na której osoby, którym nie jest obojętny los jej męża mogą wpłacać pieniądze. Każdy dolar się liczy, za każdy Ewa wszystkim z całego serca dziękuje.

Adres strony:

http://www.gofundme.com/4m8r96yus

Jerzy’s Fight with a Coma

Sprawdzałam tę stronę, powstała 25 lipca. Przez dwa pierwsze tygodnie była tam wpłacona kwota $200 dol. Dzisiaj (9 sierpnia) jest już ponad $1400. To dobry znak, świadczący o tym, że są wśród nas ludzie, którym choroba Jurka nie jest obojętna.

Jeżeli wśród naszych Czytelników są osoby, które chciałyby pomóc Ewie bezpośrednio, chciałyby się z nią skontaktować, mogą to zrobić poprzez redakcję “Wiadomości”.

Powstała też strona na portalu społecznościowym Facebook:

https://www.facebook.com/pages/Walka-Jerzego-ze-%C5%9Bpi%C4%85czk%C4%85/954623671246151

Wystarczy jedno kliknięcie myszką w ikonę “Share” i wiadomość może być przesłana do znajomych na całym świecie!

W Polsce, zbieraniem pieniędzy na pomoc dla Jurka zajmuje się:

FUNDACJA RYCERZE I KSIĘŻNICZKI

UL. ZAGÓJSKA 2/4 /85
04-101 Warszawa
Nr. Konta:
PKO Bank Polski SA
90 1020 1042 0000 8902 0324 4142
z tytułem
“DAROWIZNA DLA JERZEGO KRAWCZYKA”
******************
Do wpłat zagranicznych Swift:
BPKOPLPW 90 1020 1042 0000 8902 0324 4142
z tytułem
“DAROWIZNA DLA JERZEGO KRAWCZYKA”

Rozmawiałam z Ewą kilka dni temu. Powiedziała mi, że zadzwoniła do niej kobieta z prośbą o kontakt. Przyjechałą do niej, przywiozła obrazek z Janem Pawłem II, cudowną wodę z Santuarium we francuskim  Lourdes i $50.

Znajomy rodziny podarował Jurkowi kubek z wizerunkiem św. Faustyny i napisem “Jezu, ufam Tobie”.

Za wszystkie te dary Ewa i rodzina są bardzo wdzięczni. Podtrzymują ich na duchu, dają nadzieję. A wiadomo, że nadzieja umiera ostatnia….

Ilona Girzewska