Zobacz co działo się na Roncesvalles Festival 2015

Polacy w Kanadzie Series wrze 23, 2015 at 2:15 pm

Uparcie stoję w kolejce po pierogi. Zgłodniałe potomstwo poczuło głód, więc nie mam wyboru. Za mną ustawia się pan w średnim wieku. Jego partnerka, chyba tylko lekko na przekór pyta: „No Piotrek, po co ty się tu zatrzymujesz?”. „No pysiu- odpowiada małżonek- przecież ja już nie mogę. Wszędzie te zapachy!  Ja już nie daję rady. Tyle jedzenia! Tyle tego wszystkiego! No głodny się zrobilem”. Pan Piotrek był jedną z czterystu tysięcy osób (wg szacunków organizatorów) odwiedzających polski festiwal na Roncesvalles; jednym z wielu tych, którzy na widok kiełbas, pierogów i bigosów na ten jeden wrześniowy dzień zapomnieli o słowie „cholesterol”.

Z resztą po kilku godzinach i przejściu całej ulicy ta chwila zapomnienia nie wydaje się być wielkim grzechem, tym bardziej że można było sobie zrównoważyć dawkę tłuszczu zdrową porcją witaminy C, w postaci ogórka kiszonego na patyku (nowy specjał festiwalu). Dodajmy do tego trochę podskoków w rytmie oberków, mazurków, polskich i światowych szlagierów muzycznych, no i ból obżarstwa szybko mijał. Z resztą, oferta kulinarna festiwalu z roku na rok jest coraz bardziej zróżnicowana. Knajpy, których na Roncesvalles stale przybywa, oferują potrawy na każdy gust. Listy dań spełniają wymogi diet lokalnych hipsterów, wyrafinowanych podniebień pięknych, młodych i bogatych, masowo osiedlających się w okolicy. Mimo, że napływ nowych mieszkańców  stopniowo eliminuje polski charakter Roncesvalles, duch festiwalu pozostaje niewątpliwie polski.

Ci, którzy się najedli, wytańczyli (faktycznie albo tylko w duchu) mogli znaleźć dla siebie inne atrakcje. Stoiska z polskimi produktami, piwem i wódeczką, pokazy ulicznych artystów, wystawy (Twarze Agnieszki Holland oraz wystawa numizmatyczna klubu Troyak), konkursy, czy też zażarte przedwyborcze dyskusje przy stoiskach kandydatów do rządu federalnego.  Stare polskie samochody wywoływały nostalgiczne spojrzenia w oczach mijających je Polaków i budziły spore zainteresowanie wśród części publiczności kanadyjskiej („Tato, tato co to jest!?” „Ooo, to bardzo drogie europejskie samochody, synku.”).

Ci, którzy pojawili się na festiwalu z dziećmi, mogli patrzeć ze strachem jak te kręcą się na karuzelach (tak, tak, wiem ze karuzele nie powinny przerażac!) i skaczą na dmuchanych zamkach. Rodzice i dziadkowie rozczulali się na widok swoich pociech dzielnie zdobywających nagrody w festiwalowych budkach. Maluchy z pomalowanymi twarzami biegały oklejone watą cukrową i ubrudzone lodami. Mimo, że moje dzieci upaprały się średnio, wracałam do domu wykończona, modląc się o to, żeby opite oranżadą poszły jak najszybciej spać. To jednak nie nastąpiło. Podekscytowane biegały do późnego wieczora wspominając dzień pełen wrażeń.

tekst i większość zdjęć:
Patrycja Budzynska
www.photo42.ca

pozostałe zdjęcia: Be-Ka

« 1 of 2 »