Ten, Który Chodzi Nocą (cz. 2)

Odkrywanie Kanady paźd 9, 2015 at 4:53 pm

zz szla2Wszystko zdawało się podsycać jego wewnętrzny sprzeciw – widok okaleczonej puszczy, nasilający się ból stopy, duszność w uszkodzonych gazem bojowym płucach, pompatyczna pruderia i snobizm miejscowej elity.

Whiskey ze sklepiku lokalnego handlarza była wstrętna, ale na chwilę rozpraszała chmury depresji. Czasem dochodził do głosu wrodzony zmysł humoru i skłonność do wybryków. Ich ofiarą padł kiedyś angielski arystokrata Hudder, kapitan brytyjskiej armii przebywający czasowo w Bisco, człowiek butny i arogancki.

Stwierdził on, iż kanadyjska armia nie była niczym więcej, jak bandą uzbrojonych gangsterów. Tego było za wiele. Przy pierwszej sposobności Archie zorganizował “nauczkę“, którą później sam opisał: “Szczerze mówiąc, czekałem na sposobność małej rozrywki. Zebrałem paczkę przyjaciół, Indian i białych, i poinformowałem ich, że zjeżdża do miasta ważna persona, małżonka Huddera, i mamy okazję pokazać światu, że Bisco jest miejscem godnym zapamiętania. Przystali na to z ochotą. Postanowiliśmy odtańczyć taniec wojenny. W wieczór przedstawienia rozpaliliśmy na skraju lasu wielki ogień. Kiedy przybyli Hudderowie, “dzikusy” wyłoniły się zza drzew w takt bicia bębnów, okrążyły ognisko i wycofały się z powrotem do lasu. Następnie Wielki Wódz -ja sam -wyszedł z cienia i rozpoczął przemowę. Wśród zgiełku okrzyków wojennych obwieścił, że schwytano złodzieja, który popełnił największą zbrodnię – okradł przyjaciela i za ten niecny czyn zostanie teraz poddany torturom, a następnie spalony żywcem. Po chwili więzień w bieliźnie i pętach został wyciągnięty z krzaków i przywiązany do pala. Wszyscy, z wyjątkiem bijących w bębny, byliśmy uzbrojeni w noże, siekiery, tomahawki i butelki keczupu, którym ochlapaliśmy “pojmanego“. W zamieszaniu nikt nie spostrzegł butelek i widzowie myśleli, że więzień śmiertelnie krwawi. Sądząc z wycia, jakie biedak z siebie wydawał, albo niechcący podsmaliliśmy go nieco, albo był on diabelnie dobrym aktorem. Kobiety dookoła zaczęły krzyczeć i padały zemdlone, a mężczyźni wrzeszczeli i złorzeczyli…   Ktoś zatelegrafował do Sudbury, że w Bisco odbywa się masakra“.

W wielu miejscach krążą nadal legendy o jego dzikich breweriach. Nie były to jednak wyłącznie łobuzerskie wybryki. Stanowiły one swoisty przejaw buntu przciwko rzeczywistości. Piękny kraj szybko ulegał zniszczeniu i nikt nie próbował temu przeciwdziałać. Po wojnie wysokie ceny futer przywiodły na dostępne koleją tereny nowy gatunek traperów, którzy kpili z dawnych, niepisanych praw. Nie mieli najmniejszych skrupułów. Przyjeżdżali, żeby jak najszybciej zrobić pieniądze i powrócić tam, skąd przybyli. Wysadzali dynamitem żeremia bobrów, zabijali kotne samice i młode zwierzęta. Za 10 dolarów każdy mógł otrzymać licencję – bilet wstępu do lasu ze strzelbą i sidłami. Wyniszczywszy tereny łowieckie w pobliżu osad, parli w głąb kraju. Za nimi zaś ciągnęli drwale, ścinając najpiękniejsze okazy drzew. Kompanie drzewne przeszły przez kraj jak szarańcza, pozostawiając za sobą okaleczone pnie i stosy suchych gałęzi. Wybuchały pożogi i setki zwierząt spłonęło żywcem, a ocalałe przeniosły się gdzie indziej. Archie żył przeszłością, teraźniejszość wywoływała w nim gniew. Coraz bardziej przypominał Indianina, coraz mniej w nim było z Anglika. Z przyjaciółmi porozumiewał się często sygnałem w postaci krzyku sowy. Rozlegające się nocą pohukiwanie zwiastowało, że powraca mąciciel porządku i zmora spokojnych mieszkańców Bisco.

zz szla3W lecie 1925 roku pracował znowu jako przewodnik w okolicach Temagami. Po zakończeniu sezonu spotkał się z Angelą i 14-letnią wówczas córką, Agnes. Agnes nigdy dotąd nie widziała ojca, ale dzięki jego umiejętności postępowania z dziećmi, szybko zostali przyjaciółmi. Nie znała dotąd alfabetu, więc, trochę dla zabawy, a trochę z poczucia obowiązku, nauczył ją liter, które wchodziły w skład jej imienia -Agnes Belaney. Przez długie tygodnie ćwiczyła uparcie godzinami, aż na kartce papieru pojawił się jej własnoręcznie wykonany podpis.

Tego lata wydarzyło się również coś, co zaważyło na jego przyszłości. Będąc przewodnikiem w okolicach Wyspy Niedźwiedzia, spotkał młodą dziewczynę, Gertrudę Bernard.

Jej uroda i naturalny wdzięk głęboko utkwiły mu w pamięci. Nie mógł o niej zapomnieć. Po raz pierwszy w życiu czuł się naprawdę zakochany. Gertruda miała 19 lat i była Indianką, ale wykształconą i nowoczesną. Pochodziła ze szczepu Irokezów z doliny Ottawy. Płynąc canoe, ujrzał ją na pomoście przystani. Nie zamienili wówczas ani słowa, ale zainteresowanie okazało się wzajemne. W autobiograficznej książce “Devil in Deerskins -My life with Grey Owl“ wydanej w 1972 roku Anahareo napisała: “Kiedy tak stał wsparty na wiośle, jego postać zdawała się emanować wielkim smutkiem i osamotnieniem, i moje serce wyrywało się ku niemu mu (… ) Wtedy po raz pierwszy ujrzałam Archiego Belaney – trapera i przewodnika rodem z Anglii, znanego później jako Grey Owl – pisarz, prelegent i konserwator przyrody – Brat Bobrowego Ludu.”

Powiedział jej o sobie tylko tyle, że jest półkrwi Indianinem i zawsze żył w puszczy, a Anglię zna, ponieważ był tam w czasie wojny. Wspomniał również, że ma tam krewnych ze strony ojca. Wówczas opowiedziała mu o swojej rodzinie mieszkającej w Mattawie, nadmieniając, że pochodzi w prostej linii z rodu irokezkich wodzów.   Zaskoczyło go niezmiernie, że czystej krwi Indianka, córa wojowniczego plemienia Irokezów, nigdy puszczy nie widziała.

zz szla4 anahareobeaverW kilka dni później Pony (Anahareo, jak nazywał ją ojciec, w narzeczu Irokezów znaczy konik lub źrebak, i tak również zwano ją często) otrzymała zawiadomienie o śmierci swojej małej siostrzenicy. Odjechała bezzwłocznie, nie pożegnawszy się nawet z Archiem.

W domu zastała ojca pogrążonego w smutku. Ponieważ prosił ją gorąco, żeby nie zostawiała go samego, postanowiła pozostać. Opowiedziała mu o mężczyźnie, którego spotkała i zapytała, czy może go zaprosić z wizytą. Ojciec wyraził zgodę i zaproszenie zostało wysłane. Ku jej zdumieniu, już nazajutrz ujrzała Archiego idącego w kierunku domu. Po powitaniu przyszła kolej na wyjaśnienia. Był znowu w opałach. W Bisco miało miejsce usiłowanie gwałtu na małej dziewczynce. Rozpoznała ona w napastniku jednego z mieszkańców. Archie wziął swoje noże, odnalazł winowajcę, zawlókł go pod ścianę i zaczął “obrysowywać“ ciskanymi nożami. Mężczyzna ów nie wytrzymał nerwowo, próbował uciec i nóż go zranił. Przerażony, udał się prosto na policję w Chapleau i wniósł oskarżenie. Chociaż tym razem sympatia większości była po stronie Archiego, wydany został nakaz aresztowania pod zarzutem usiłowania morderstwa. Drogą poprzednich, papier trafił do sejfu Mr. Woodswortha i miał tam pozostać do czasu przygaśnięcia sprawy, pod warunkiem dobrego sprawowania się oskarżonego. Pony uznała za wspaniałe to, że wziął prawo w swoje ręce i Archie urósł w jej oczach na bohatera.

Gertruda Bernard urodziła się w tym samym roku, w którym Archie przybył do Kanady. Gdy się spotkali, miała lat 19, zaś on 36. W wieku 4 lat straciła matkę. O ojcu mówiła niewiele. Pochodził z plemienia Mohikanów należącego do Konfederacji Irokezów i wywodził się z jednego ze szczepów, które podczas amerykańskiej wojny o niepodległość walczyły u boku Brytyjczyków, a następnie osiadły w Kanadzie Górnej. Usłyszawszy opowieść Grey Owl o ojcu Szkocie i matce Apaczce, pan Bernard nadmienił, że jego prababka również była Szkotką. Nazywała się Mary Robinson i została porwana przez Irokezów jako mała dziewczynka. Przypadki takie zdarzały się wówczas często i jeńcy, zwłaszcza ludzie pojmani w dzieciństwie, po latach przebywania wśród Indian nie wyrażali chęci powrotu do domu. Tak też było z Mary Robinson. Poślubiła ona wodza Mohikanów imieniem Naharrenou i dzięki swoim przymiotom zyskała pozycję Matki Klanu. Była ona praprababką Anahareo.

zz szla12 Archie&Anahareo2Coś z charakteru dziarskiej prababki musiało tkwić w Anahareo, bo okazała się kobietą czynu. Była świadoma rosnącego w niej uczucia i czuła, że jest ono odwzajemniane. Chcąc dać mężczyznom okazję swobodnej rozmowy, poszła do domu przyjaciół i została tam na noc. Wróciła rankiem następnego dnia, myśląc, że Archie porozumiał się już z ojcem w jej sprawie. Tymczasem zastała go przy pakowaniu plecaka, gotowego do drogi powrotnej. Powitał ją tylko krótkim: “Gdzie się do diabła podziewałaś?“ Do chwili odjazdu nie odzywał się prawie wcale i nie udzielił żadnych wyjaśnień. W kilka dni później otrzymała od niego list, ale nie zawierał on żadnej wzmianki na temat ich wspólnej przyszłości. Następne pięć miesięcy upłynęło bez jakiegokolwiek znaku życia z jego strony. Dopiero w lutym nadszedł krótki telegram: “Przyjedź na dzień, lub kilka dni. Odpowiedz TAK. Archie.“ Poszła piechotą 7 mil do miejsca, gdzie pracował ojciec, i otrzymała pozwolenie na tygodniową wizytę, po czym wsiadła do pociągu i rozpoczęła długą podróż w głuszę.

Archie tymczasem wiele rozmyślał. Były to myśli bolesne i pełne wyrzutów sumienia. Wiedział, że nie może jej poślubić. Bigamia mogła mu ujść na sucho, gdy 4 tysiące mil oddzielały jedną oblubienicę od drugiej, ale zdawał sobie sprawę, że każdy dłuższy związek z kobietą staje się dla niego ciężarem. Cierpiał na domową klaustrofobię. Ta dziewczyna oczekiwała małżeństwa. Nie mógł jej tego ofiarować. Nie mógł też związać się z nią przelotnie, a potem odejść pod pretekstem pracy w lesie. Była Indianką z rodu wodzów i uosabiała urok postaci z dawnych legend, kobietą, jakiej szukał przez całe życie, lecz jego przeszłość oddzielała go od niej. Nie mógł ani jej zatrzymać, ani też zdobyć się na definitywne zerwanie. Tak przetrwał zimę. W lutym musiał się wybrać do Forsyth po zaopatrzenie. Zanim wyruszył, napisał nad drzwiami chaty “Pony Hall”. Pierwszego dnia po przyjeździe do miasteczka wysłał do niej telegram, a po trzech dniach ujrzał ją na peronie.

Wkrótce potem zaczęły się komplikacje. Ona przywykła do określonych standardów, uprzejmych rozmów i schludnego stroju. On przejął styl Kompanii Zatoki Hudsona -jaskrawe koszule i chusty na szyję, krzykliwe pasy i kurtki z frędzlami ozdobione gdzie się dało paciorkami. Wzorem wszystkich buszmenów o canoe i rakiety śnieżne dbał troskliwie, czyszcząc je stale i polerując, ale własnej osoby nie poddawał tym samym zabiegom. Nieporządny strój, długie, nieczesane włosy i niechlujna mowa uchodziły za przejaw męskości i duchowej wolności. Nie było to wszakże doceniane przez damę. Uświadomił sobie szybko, że była niepodobna do wszystkich dziewcząt, z którymi miał dotychczas do czynienia. Była kobietą z charakterem i na swój sposób zdominowała jego życie, podobnie, jak niegdyś ciotka Ada. “Poddałem się pokornie, o ile pamiętam, i w nagrodę pozwolono mi zatrzymać frędzle i warkocze. Zabiegi te miały na względzie moje dobro, niemniej były gorzką pigułką.” – przyznał się w „Pielgrzymach Puszczy”. Rychło też przekonał się o jej zdolności adaptacji. “W krótkim czasie odkryłem, że nie ożeniłem się z motylem. Mimo jej nowoczesnych pomysłów, moja towarzyszka równie sprawnie władała siekierą, jak szminką, umiała zręcznie rozbić namiot, szybko rozniecić ogień, przytwierdzić ładunek do opaski na czole i przenieść go w niezłym tempie, nawet jeśli na drugim końcu portage’u „musiała” usiąść, żeby przypudrować nos.“ („Pielgrzymi Puszczy”)

zz szla5 AnahareogalipeauPo mroźnym dniu spędzonym na obchodzie traperskiego rewiru, wracał do domu szczęśliwy, że w chacie jest ciepło, jasno, i że czeka w niej na niego gotowa kolacja i piękna dziewczyna. Tygodniowa wizyta dobiegała jednak końca. W dzień wyjazdu, gdy przyszedł rano ze swojego namiotu, żeby ją obudzić, oznajmiła mu, że poczeka do Wielkanocy. Wtedy będzie musiała pojechać, aby odbyć doroczną spowiedź. Przyjął to z radością, nie pozbawioną pewnych obaw. Nie ulega wątpliwości, że ją kochał i wiedział, że jest kochany. Pomimo to, nawiedzała go fala dawnego strachu przed wszelką stabilizacją i uczucie, że kroczy prosto w pułapkę, przed którą ostrzegał go instynkt. Zakłócała mu przy tym pracę. Nienawidząc samotnego oczekiwania, chciała mu towarzyszyć w obchodach, ale widok zabijania schwytanych w sidła zwierząt wywoływał w niej grozę. Przez długie godziny była potem milcząca i zamknięta w sobie.

Kiedy na Wielkanoc przybyli do miasta, znaleźli w sklepiku stertę listów od ojca Anahareo. Ostatni z nich zawierał ultimatum: “Albo wrócisz z tym mężczyzną jako jego żona, albo nie wracaj wcale.” Przebywali jeszcze w Forsyth, gdy dwóch Indian zwróciło się do Archiego o pomoc. Kilku z ich wspólnoty zostało aresztowanych i przebywało w więzieniu. Byli oskarżeni o podpalenie chaty trapera, zniszczenie piecyka, wrzucenie zimowych zapasów w śnieg i oblanie sideł olejem węglowym, którego niemożliwy do usunięcia zapach odstrasza wszelką zwierzynę. Ich usprawiedliwieniem było to, że ów traper używał strychniny jako trutki na wilki i lisy, i że przez to otruły się ich psy. Narazili jednak na niebezpieczeństwo życie człowieka i groził im surowy wyrok. Chcieli, żeby Archie przemówił w ich imieniu. Zgodził się na to i, jako świadek obrony wygłosił tak płomienną przemowę, że oskarżeni otrzymali tylko symboliczną karę 30 dni aresztu. Wdzięczny za to wódz Papati zaprosił ich oboje do siebie na uroczystość swoich złotych godów. Stary wódz był głęboko religijnym człowiekiem i uprawniony był do udzielania małżeństw wśród swojego ludu. Dowiedziawszy się o ich tarapatach, powstał w czasie uczty i rzekł: “Przed chwilą mój przyjaciel rozmawiał ze mną i powiedział mi, że jeśli on i Anahareo otrzymają nasze błogosławieństwo, uczyni to ich wspólne życie szczęśliwszym. Są dobrzy i wszyscy ich kochamy. Teraz wspólnie pomodlimy się do Boga, aby trzymał czarne chmury choroby i smutku z dala od ich ścieżki i sprawił, by ich dusze jaśniały prawdą i szczęściem przez całe doczesne życie, a później na Drugim Świecie.” (Anahareo; „Devil in Deerskins”) Następnie połączył ich dłonie, a Indianie pochylili głowy w modlitwie. Tak – według relacji Anahareo – stali się mężem i żoną.

FVFT-Anahareo cover-v4.inddPierwsze lata ich wspólnego życia nie były łatwe i wymagały ustępstw z obu stron. Grey Owl był z natury samotnikiem. Kontakty z ludźmi z reguły kończyły się dla niego kłopotami. Kochał ciszę lasów. Anahareo była młodsza, wesoła, towarzyska… Zaledwie weszła w dorosłe życie i nie spełniało ono jej oczekiwań.  Mieszkała na odludziu, z dala od bliskich, w prymitywnej chacie, w której całą niemal przestrzeń wypełniały sidła, rakiety śnieżne, wiosła i zaduch suszących się skór, a na zewnątrz, jak okiem sięgnąć, była tylko bezkresna puszcza. W odpowiedzi na skargi słyszała jedną i tę samą odpowiedź: “Żyjemy z traperstwa. To nie piknik ani zabawa.” Próbowała pomagać mu w pracy, lecz nie mogła się przezwyciężyć. Kiedy schwytane w sidła zwierzę trzeba było dobić, patrzyła przerażonymi oczyma, jak unosił siekierę, żeby zadać śmiertelny cios. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Do tej pory Archie zawsze działał w pojedynkę. Teraz czuł się nieswojo. W jaskrawym świetle widział wszyskie aspekty traperstwa, których sam nienawidził. Ciężar uczuć potęgował się, gdy za plecami słyszał tłumiony płacz. To sprawiało, że tracił pewność ręki i parę razy zdarzyło się, że cios chybił. Skomląc z bólu, skaleczone jedynie zwierzę próbowało uciec i musiał go potem szukać w krzakach. Pewnego razu ranny ryś wyśliznął mu się z rąk, ale zamiast próbować ucieczki, skierował się w stronę Anahareo, patrząc na nią z niemym wołaniem o litość. Gdy Archie go dobił, zobaczył w jej oczach taki sam ból i grozę, jakie często widywał w oczach zabijanych zwierząt. Od tej chwili, obchodząc sidła, mimo woli dokonywał w duszy bilansu tortur, jakie zadał w ciągu minionych 20 lat i myślał wówczas, że Anahareo musi czuć się jak Dante przechodzący wszystkie kręgi piekła. Wyrazem tych refleksji są jego słowa napisane w “Pielgrzymach Puszczy“: “Zawsze czułem litość, ale starałem się odsuwać od siebie wszelkie myśli i rozważania. Teraz wszystko zaczęło powoli ulegać zmianie.(…) Wyszedłem ze stwardniałej skorupy, przetarłem oczy, żeby widzieć jaśniej, i ujrzałem wiele rzeczy, uchodzących dotąd uwadze w bezlitosnej pogoni za osiągnięciem celu.(…) Zacząłem czuć odrazę do swego ociekającego krwią zajęcia.“ Jednakże było to jedyne źródło ich utrzymania. Pozbawieni dochodu ze sprzedaży futer cierpieliby głód. Chcąc choć w części uprzyjemnić Anahareo życie, Archie pomógł jej przyozdobić chatę. Bardziej teraz przypominała dom. Wieczorami, mając ku temu wrodzony dar, snuł opowieści. Nie słyszała nigdy nic podobnego. Był niewyczerpaną kopalnią wiedzy o zwierzętach. Wszystko to było nowe i niezwykłe. Czuła się wówczas prawie szczęśliwa.

W lecie musieli się rozstać. Archie wyjechał, aby podjąć pracę strażnika. Żona nie mogła mu towarzyszyć, gdyż przepisy na to nie zezwalały. Zamieszkał wraz z innymi na kwaterze i wspinał się codziennie po 106- stopowej drabinie, by godzinami siedzieć na wieży i przez lornetkę wypatrywać najmniejszej smużki dymu, zaś Anahareo postanowiła wyruszyć na poszukiwanie złota w Rouyn w Quebecu. Mieli się spotkać jesienią w Forsyth i wspólnie wyruszyć na zimowe łowy.

Jesienią mieli wystarczającą ilość pieniędzy, by zakupić niezbędne zaopatrzenie i wyruszyć dalej na północ, gdzie na nie przetrzebionych jeszcze terenach spodziewali się obfitości zwierzyny, zwłaszcza bobrów, których futra przedstawiały największą wartość. U kresu długiej podróży czekało ich jednak rozczarowanie. Puszcza była martwa, prawie całkowicie pozbawiona śladów zwierzęcego życia. Gdy wiosną przybyli do punktu skupu, za przywiezione skóry otrzymali zaledwie 600 dol.. Wystarczyło to z trudem na spłacenie zaciągniętych kredytów. Pozostała im tylko jedna alternatywa – pogwałcić zasady i wrócić na północ na późnowiosenne łowy. Futra posiadały jeszcze pełną wartość, a matki karmiące młode stanowiły łatwą zdobycz. Pewnego dnia, sprawdzając zastawioną pułapkę, Archie znalazł w małym jeziorku kawałek zerwanego łańcucha. Złapany bóbr razem z kamieniem poszedł na dno. Opuszczali już jezioro, gdy na powierzchni ukazały się dwie małe główki. Młode bobry nie mogą pozostawać pod wodą i musiały wynurzyć się na powierzchnię. W pierwszym odruchu Archie chciał je zastrzelić, aby zaoszczędzić im powolnej śmierci głodowej, lecz Anahareo zaczęła go błagać, żeby pozwolił jej zająć się osieroconymi szczeniętami. W końcu przytoczyła koronny argument: “To nasz obowiązek po tym, co uczyniliśmy “. Był to, jak wynika z relacji Szarej Sowy, przełomowy moment w jego życiu: “Z niejasną jeszcze myślą o oddaniu tego, co zabrałem, mglistą intencją zadośćuczynienia, powiedziałem: Tak, musimy. Zabierzemy je do domu. Wydawało się to jedynym rosądnym rozwiązaniem“. („Pielgrzymi Puszczy”)

W czasie, gdy miały miejsce te wydarzenia, Archie dobiegał czterdziestki. Nie czuł się najlepiej. Przyczyny jego złego samopoczucia były w głównej mierze natury duchowej. Spadek cen futer, połączony z widocznymi oznakami całkowitego wytępienia zwierzyny, zwłaszcza bobrów, był dla niego oznaką początku końca Północy. Czuł się wędrowcą błądzącym bez celu po zdewastowanej, martwej ziemi. Na preriach od lat bielały kości bawołów, a teraz w Ontario opustoszały domki bobrów, a ich zniszczone tamy zaśmiecały tylko jeziora. Wielu Indian zamieniło tipi na tanie rudery i nosiło tandetną odzież zamiast dawnych irchowych ubiorów. Śmiertelność wśród nich zastraszająco wzrosła, gdyż żywność, którą spożywali, i odmienne warunki życia wpływały zabójczo na ich organizm. Indianie, bawoły, bobry – wszyscy rodowici mieszkańcy tego kontynentu znikali z powierzchni ziemi. Świat stawał się cmentarzyskiem. Całe życie Archiego napędzane było marzeniem. Teraz obłoki marzeń rozpraszały się ustępując miejsca chmurom depresji. Coraz bardziej uświadamiał sobie, że dni ludzi lasu bezpowrotnie przeminęły.

zz szla8 Archie&AnahareocabinOpiekując się małymi bobrami, Pony była szczęśliwsza, niż kiedykolwiek przedtem. Dla niego były jednak z początku żywym dowodem tego, jak nisko upadł w desperackim usiłowaniu przetrwania. Jeden z bobrów był samcem, drugi samiczką. Szybko przełamały nieufność, obdarzając swoich opiekunów bezgranicznym przywiązaniem. Należało nadać im imiona. Początkowo nazywali je poprostu Mickami, pieszczotliwym zdrobnieniem indiańskiego słowa „ahmik” – bóbr. Ponieważ jednak różniły się znacznie cechami charakteru, otrzymały oddzielne imiona – McGinnis i McGinty. McGinnis, skory do zabaw i pełen werwy, upodobał sobie Anahareo, natomiast nieśmiała McGinty oddała serce Archiemu. W swojej autobiograficznej książce “Devil in Deerskins“ Anahareo opisuje szczegółowo niezwykłą więź, jaka ją z nimi łączyła. Zawsze pragnęła mieć dzieci. Jej modlitwy, jak napisała, “zostały wysłuchane z nawiązką w ten groteskowy sposób“, bowiem „otrzymała odpowiednik bliźniąt, które wypełniły wszystek jej czas tak samo, jak wypełniają go niemowlęta.” Wśród licznych obowiązków był nawet ekwiwalent zmieniania pieluch. Boberki miały do dyspozycji wannę napełnioną wodą, w której mogły zażywać kąpieli. Za każdym razem, kiedy któryś z nich musiał “ załatwić swoją potrzebę“, zanurzał się, by to uczynić, ponieważ bobry załatwiają się wyłącznie pod wodą. Pony była więc nieustannie zajęta przy opróżnianiu i napełnianiu wanienki. Szczenięta były delikatne i ufne. Po jedzeniu stawały na tylnych łapkach wyciągając podobne do ludzkich rączki i wydawały przeróżne głosy, domagając się wzięcia na ręce. Po kilku minutach zabawy usypiały głęboko, skulone w zanadrzu koszuli lub na szyi któregoś z opiekunów. W niedługim czasie zawojowały ich całkowicie. Mając 3 miesiące, zaczęły wykazywać pierwsze oznaki dorastania. Objawiało się to głównie wzrastającą ciekawością świata. Stawały się też coraz bardziej niezależne i uzupełniały teraz dietę złożoną z owsianki i mleka pożywieniem znalezionym w lesie. O zachodzie słońca zawsze jednak wracały, aby na podobieństwo małych dzieci upominać się o pieszczoty i zabawę. Przy akompaniamencie radosnych pomruków ocierały noskami o szyje Archego i Pony, wylewnie demonstrując uczucia.

zz szla10 Archiebeaver1Lato miało się ku końcowi, a Archie zmagał się ze sobą. Nie mógł zmusić się do zaczęcia przygotowań do sezonu łowieckiego. Sama myśl o zabijaniu bobrów, z którymi teraz dzielił dach, napawała go odrazą. Ale był traperem i nie widział innej możliwości zarabiania na życie. Wreszcie, na kilka dni przed zakończeniem sezonowej pracy strażnika, podjął błyskawiczną decyzję: “Skończyłem z polowaniem na bobry na dobre.“ – oznajmił Anahareo. Z początku nie dowierzała, że mówi poważnie, ale przekonała się, iż nie żartował: “Jestem teraz przewodniczącym, skarbnikiem i pierwszym członkiem Towarzystwa Bobrowego Ludu. Co byś powiedziała na składkę?“ – kontynuował. (Grey Owl; „Pielgrzymi Puszczy”)

Wiele razy marzyła o takiej chwili, lecz nie miała nadziei, że kiedykolwiek nadejdzie. Była oszołomiona. “Co będziesz teraz robił? “ – zapytała niepewnie. “To dobre pytanie – ale nie kłopoczmy się na razie o odpowiedź. Mam pewną myśl. Moglibyśmy zacząć powoli… powiedzmy od jakiejś rodziny bobrów i naszych, a, być może, później … w jakiś sposób… Jakgdyby głośno myśląc, ciągnął dalej: “Wiesz, chciałbym, żeby ten kraj znów zapełnił się bobrami, a przynajmniej chcę spróbować uchronić je od całkowitej zagłady. Podoba ci się ten pomysł? Przystępujesz do gry?“ (Anahareo; “Devil in Deerskins“)

“Ta decyzja nie była podjęta pod wpływem chwili.“ – napisała Anahareo. Przez całe lato męczyła go myśl o konieczności dokonania wyboru między polowaniem na bobry, a pozostaniem bez środków do życia. Bobrowe skóry były głównym źródłem jego dochodu. McGinty i McGinnis przyczyniły się z pewnością do zmian, jakie zaszły w duszy Archiego, ale kiedy zostało posiane pierwsze ziarno? Myślę, że stało się to, gdy McGinnis po raz pierwszy dotknął zimnym, mokrym nosem twarzy Archiego. Ten gest przywiązania zmienił dalszy kurs jego życia.“

Archie objaśnił jej swoje zamierzenia. Mieli znaleźć teren, gdzie byłyby najlepsze warunki dla bobrów i dać początek ich kolonii, zaczynając od McGinty, McGinnis i ich spodziewanego potomstwa. Miał zamiar je obserwować i prowadzić badania nad ich życiem i zachowaniem, polując nadal na inne zwierzęta, aby mieć środki na utrzymanie. Na początek nie miał wprawdzie nic, z wyjątkiem dwóch małych bobrów i nie zapłaconego rachunku w sklepiku, ale był zdecydowany uchronić bobry przed wytępieniem, zanim wyginą jak bawoły. Był to jednoosobowy projekt ochrony zagrożonego gatunku. Zdawał sobie sprawę, że graniczy to z szaleństwem, lecz za wszelką cenę pragnął spróbować. „Może nam obojgu być ciężko i będziemy zmuszeni zacisnąć pas o kilka dziurek.” – uprzedził Pony. “Oczywiście!“ – odparła z entuzjazmem. “Zajmiemy się tym wspólnie.“

zz szla9 ArchiebeaverPrzestawanie na co dzień z zaadoptowanymi zwierzątkami bez wątpienia wpłynęło na zwrot w życiu Szarej Sowy, ale, sądząc z jego własnych wypowiedzi, dojrzewał do podjęcia tej decyzji od lat. Nie mógł dłużej znieść nieustannej rzezi, popełnianych okrucieństw i zadawanych męczarni. W Ontario obszar o powierzchni 100 tys. mil kwadratowych był całkowicie oczyszczony z bobrów. Tysiące ich wrzących niegdyś życiem kolonii przypominało wymarłe miasta. Wkrótce mogły wyginąć całkowicie. Należało temu zapobiec.

Był to początek pielgrzymki – krucjaty, w której istotną rolę odegrał przypadkiem Joe Isaacs z plemienia Micmack, chroniczny kłamca. Uraczywszy się sporą dawką “łosiego mleka”(whisky zmieszana z porto) opowiadał im cuda o “pełnych zwierza borach “ na pograniczu Quebecu i Nowego Brunszwiku. Uznali, że nawet jeśli jest w tym tylko 10 procent prawdy, wygląda to obiecująco i warto zaryzykować. Bobry zostały umieszczone w obitej blachą skrzyni z przymocowanym w rogu naczyniem z wodą. Przez całą drogę do stacji kolejowej Archie niósł je na plecach. Razem z canoe, rakietami śnieżnymi, strzelbami, naczyniami do gotownia i ogromną wiązką gałęzi topoli dla bobrów załadowali się do pociągu w Doucet. Wszystko, z bobrami włącznie, musiało jechać w wagonie towarowym.

W Quebec City, gdzie mieli przesiadkę, skorzystali z okazji, żeby na peronie nakarmić wychowanków. Żałosne głosy boberków, łudząco przypominające płacz dziecka, ściągnęły powszechną uwagę. Odezwały się pełne dezaprobaty głosy: “Dzikusy! – Wypuście dzieci ze skrzyni!”

Wysiedli z pociągu w Cabano. Maleńkie wówczas miasteczko od razu przypadło Archiemu do gustu. Na głównej ulicy zatrzymali młodego człowieka i zapytali o możliwość znalezienia tragarzy do przeniesienia bagażu nad jezioro. Usłyszawszy głosy dochodzące ze skrzyni, ich rozmówca zapytal, co się w nim znajduje. Rozmowa z Indianinem niosącym na plecach młode bobry podekscytowała go tak bardzo, że pospieszył natychmiast do domu, zabrał rodziców, trochę jedzenia i butelkę wina, po czym cała rodzina ruszyła nad jezioro, żeby poznać przybyszów. Zarówno Archie jak Anahareo nigdy nie zapomnieli serdeczności mieszkańców miasteczka. O ich bezinteresownej dobroci przekonali się jeszcze wielokrotnie w przyszłości.

Po opłaceniu tragarzy, cały kapitał Archiego wynosił 1 dolara i 45 centów. Otrzymywał wojskową rentę w wysokości 15 dolarów miesięcznie, miał żonę, 2 bobry i zimę przed sobą. Ale wszyscy byli dobrej myśli. Uwolnione z pudła “Micki” przyjrzały się ciekawie otaczającej scenerii i po chwili, niczym dwóch leciwych dżentelmenów, przeparadowały uroczyście nad brzeg wody, by dokonać ablucji.

zz szla7 AnahareostatuaBrano ich oboje za Indian i Archie był z tego zadowolony. Projekt rozmnożenia bobrów wymagał powszechnego poparcia, a, jego zdaniem, wzbudziłby on większe zainteresowanie, gdyby zainicjował go Indianin. Nie opracował jeszcze dokładnego planu, ale wzmianki w jego listach świadczą, że wyobraźnią wybiegał naprzód i chodziły mu po głowie myśli o wprowadzeniu okresów ochronnych i kontroli wyrębów. Instynkt mówił mu, że jako pierwotny mieszkaniec tej ziemi wysłuchany będzie uważniej. Wzorem aktora, wychodził naprzeciw oczekiwaniom publiczności, stając się Indianinem. W kilka lat później ta sama jego niezwykła zdolność objawiała się w Londynie, kiedy wyzbyty z sił i, zdawałoby się, niezdolny do jakiegokolwiek wysiłku, wkraczał na podium i zaczynał przemawiać. Była to, rzec by można, instynktownie stosowana autohipnoza.

Wszystko wskazywało na to, że sprawy układają się pomyślnie.

Następnego dnia bobry nie tknęły jednak jedzenia i nie zbliżały się do wody. Nazajutrz sytuacja wyglądała podobnie. Były smutne i drapały się nieustannie. Ostatni etap wędrówki musiał zostać odlożony. Zwrócili się o poradę do lokalnego lekarza. Doktor wypisał receptę, odmawiając przyjęcia pieniędzy od byłego żołnierza. Miejscowy sklepikarz, do którego udali się z receptą, również okazał się niezwykle hojny, gdyż wiadomość o Indianach z oswojonymi bobrami obiegła już miasteczko. Nie wziął od nich pieniędzy za lekarstwo, a ponadto otworzył im kredyt na zakup koniecznych zapasów. Dzięki temu wrócili do obozu z maścią, zaopatrzeniem wartym 150 dolarów i zapasem gotówki w wysokości ponad 1 dolara. Kto potrzebuje gotówki w puszczy? Mieli to, co konieczne – zaopatrzenie.

Maść okazała się nad wyraz skuteczna. W ciągu 24 godzin “ Micki “ odzyskały apetyt i prawie całkowicie wróciły do formy. Archie wysłał z Cabano kartkę do wydawcy “Country Life“ w Anglii, który wcześniej wydrukował parę jego artykułów o kanadyjskiej faunie, podając nowy adres poste restante. Nie chciał, aby wydawca pomyślał, że porzucił pisanie. Kiedy dotarli do Touladi River, czekała ich niemiła niespodzianka. Rzeka w niczym nie odpowiadała opisowi Joe Isaaca. Był to błotnisty, płytki strumień, nie nadający się do przeprawy canoe. Trzeba było przebyć pieszo ponad 30 mil przenosząc ładunek o wadze ponad 800 funtów i canoe. Sytuację pogorszył pierwszy śnieg i lód utrudniający stawianie kroków. Czasami przez cały dzień przebywali zaledwie ćwierć mili. Po 2 tygodniach wędrówki, w czasie której żywili się wyłącznie zimnym suchym prowiantem i spali na zmarzniętej ziemi, dotarli nareszcie do Birch Lake. Zbliżywszy się do brzegu jeziora, Archie dostrzegł natychmiast brak jakichkkolwiek znaków świadczących o obecności zwierzyny. Były wprawdzie żeremia, ale ani śladu norki, wydry, kuny czy rysia. Jak będzie w stanie hodować i ochraniać bobry, jeśli nie zdobędzie skórek, które miały im zapewnić dochód? Wydało mu się nagle, że szlak, który zawsze kochał, zdradził go i został sam, bez grosza, z niewielkim zapasem prowiantu, związany daną sobie samemu obietnicą, której nie może złamać, jeżeli nie chce zdradzić własnego honoru i istot, które mu zawierzyły. Z ciężkim sercem wracał do namiotu. Ale gdy wszedł do jego wnętrza, napotkał w nim tak radosną atmosferę, że rozchmurzył się nieco i oderwał od niewesołych rozmyślań.

zz szla1 Anahareo80Ostatnie pakunki zostały przeniesione nad jezioro i wiedzieli, że jakiekolwiek nie czekałyby ich jeszcze trudności, morderczy wysiłek marszu mają już za sobą. Czekało ich jednak zadanie, z którym nie można było zwlekać. Była połowa listopada i zanosiło się na ostrą zimę. Należało wybudować chatę, zanim drewno za mocno stwardnieje. Przystąpili do pracy z werwą. Po 11 dniach chata była gotowa i zapłonął w niej pierwszy ogień. Nazwali ją „Domem McGinnisa”.   „Dom McGinnisa” był ich domem przez 3 następne lata i na zawsze pozostał im w pamięci jako dom ich marzeń. W kilka lat później Grey Owl powrócił do niego i wspomnienia ożyły. Obrazy, które stanęły mu przed oczami, uwiecznił na pierwszych stronach książki “Tales of an Empty Cabin”. „Zapomniany, opuszczony i rozpadający się powoli, był niegdyś miejscem pełnym życia i ruchu, nadziei, ambicji i przygody. (…) Nagle miejsce, które jeszcze przed chwilą zdawało się tak smutne i puste, wypełniło się żywymi wspomnieniami i duchami przeszłości. Zapaliłem świecę i zacząłem pisać. W ciągu dwóch nocy zostały zakończone dwa rozdziały “The Vanishing Frontier “, “The Tale of the Beaver People” i “The House of McGinnis“. “Pisałem gorączkowo, mając w uszach cichy śmiech kobiety i głosy (bobrów) łudząco podobne do dziecięcych. A duchy wypełniły przestrzeń obok mnie, poruszały się i swawoliły. Znów żyły na kartach moich historii. I nie smuciłem się już. Obalone drzewo żywi inne. Ze śmierci wytryska życie; takie jest Prawo. Poczułem, że nareszcie zaczynam rozumieć. Gdy opuszczałem „Dom McGinnisa”, oblany światłem gwiazd, nie wydawał mi się już pomnikiem na grobie straconych nadziei, i nie był już końcem, lecz początkiem.”

Elżbieta Szlachetka

                                                                              c.d.n.