Mrówki w rękach

Z wizytą w... paźd 27, 2015 at 2:35 pm

Według medycyny Dalekiego Wschodu w organizmie człowieka oprócz podstawowych układów (krążenia, nerwowego, pokarmowego itd.) jest także układ energetyczny. Tworzą go linie połączone z głównymi organami zwane meridianami (południkami energetycznymi) i zakończone czakramami (punktami wymiany energii). Są ich dziesiątki. Wzdłuż kręgosłupa umiejscowionych jest natomiast siedem głównych czakramów, a oprócz tego mamy trzy warstwy aury. O tym jednak wielu z nas wie i wielu z nas słyszało.

Sesja z Urszulą. To ona jako jedna z pierwszych zauważyła i pomogła Jerzemu uwierzyć w jego niesamowitą energię.

Sesja z Urszulą. To ona jako jedna z pierwszych zauważyła i pomogła Jerzemu uwierzyć w jego niesamowitą energię.

Kiedy pan Jerzy przyjechał do Kanady, jedyne aury o których słyszał to te za oknem. Nigdy nie zastanawiał się nad metodami leczenia medycyną niekonwencjonalną, bo nie miał takiej potrzeby. Nigdy też nie musiał, bo jakoś nigdy specjalnie nie chorował. Często jednak odczuwał mrowienie w rękach, ale to według niego odczuwali wszyscy. A skoro „wszyscy tak mają”, to znaczy, że wszystko w porządku. Kiedy wszystko jest w porządku, nie zastanawiamy się za dużo.

Pan Jerzy uległ wypadkowi w pracy, po którym dokuczał mu ucisk na nerw w nodze. Chęć szybkiego, a właściwie po prostu, powrotu do zdrowia była tak silna, że popchnęła pana Jerzego w nieco inną stronę, medycyny niekonwencjonalnej – osteopatii. Był to mały zwrot w kierunku jego myślenia, acz dalej zwyciężał jego sceptycyzm. Ale pan Jerzy od dawna ma kogoś, kto przy nim jest. Kto bardzo mocno w niego wierzy, wspiera go i nie ma zamiaru zwątpić. To jego żona. Ona też doznała fizycznego urazu i jakoś tak dziwnie pomagały jej zwykłe masaże męża. On dotykał, masował, a ona czuła się lepiej.

Nie tylko jego żona, ale także koleżanka Urszula przekonana była o niesamowitej energii pana Jerzego i uparcie przekonywała go, że jego aura jest nadzwyczajna. Ona także leczyła się konwencjonalnie. Wiele rzeczy zaczęło się wtedy nieco składać w całość. Energia odczuwalna przez wiele, niezależnych osób oraz mrowienie w rękach.

Był rok 2013 kiedy ich siedmioletni pies Remi zaczął mieć problemy z oddawaniem moczu. Nie bardzo wiadomo było jak mu pomóc. Padła diagnoza i rozwiązanie. Trzeba będzie psu wykonać operację po której swoje potrzeby fizjologiczne oddawał będzie tak jak suczka. To był przełomowy moment. Pan Jerzy z miłości do Remiego doszedł do wniosku, że skoro już tę energię ma, skoro coś w tym jest, to warto spróbować to wykorzystać. A to był odpowiedni do tego moment. Starał się pracować z Remim na tyle ile umiał, na tyle ile się dało i tak często jak tylko mógł. Trochę pomagała wiedza, trochę wyczucie, a trochę owe „mrówki w rękach”. Jakkolwiek banalnie to nie brzmiało, liczył się Remi.

Weterynarz był zdziwiony, kiedy okazało się, że organizm Remiego poradził sobie z „nierozpuszczalnymi” kamieniami sam z siebie. Właściwie wszyscy byli zdziwieni, jednocześnie bardzo szczęśliwi. Ten weterynarz jest wspaniałym lekarzem, który dla Remiero zrobił bardzo dużo i za co właściciele są mu niesamowicie wdzięczni. Darzą go ogromnym zaufaniem, dlatego też odważyli się powiedzieć mu o tym, że z Remim pracował pan Jerzy. Weterynarz, człowiek nie tylko bardzo inteligentny, ale także z wysoką kulturą osobistą, poprosił właścicieli o zrobienie (na koszt kliniki) kolejnego zdjęcia rentgenowskiego. Pomiędzy pierwszym, a drugim zdjęciem było tylko kilka dni różnicy. Na pierwszym z nich było sześć kamieni, a na drugim nie było ich wcale. Organizm Remiego rozbił je na piasek i wydalił. Była zima, więc ślady po kamieniach były widoczne na śniegu.

Weterynarz niedowierzał, a pan Jerzy nareszcie uwierzył – w siebie. Pies nie mógł przecież skłamać, a zdjęcie rentgenowskie mówiło samo za siebie. Pan Jerzy dokładnie zrozumiał co się stało. Sam siebie przecież nie okłamie. Ale jak tu teraz powiedzieć przyjaciołom, znajomym, rodzinie, że jego mrówki w rękach nie są zwykłe? Jeżeli organizm nie funkcjonuje poprawnie, to zakłócenia w tej sferze można zaobserwować poprzez ludzką aurę. Bioenergia to przecież nic innego jak bliżej nieokreślona wypadkowa wszystkich pól energetycznych otaczających ciało człowieka. Te pola to pole elektryczne, pole termiczne, pole magnetyczne, akustyczne, elektromagnetyczne i inne, które towarzyszą ciału od chwili jego urodzin, aż do jego ostatniego tchnienia. A on to czuje i wie dokładnie gdzie coś szwankuje, bo gdy w aurze są „dziury”, on ma te mrowienia w rękach.

Sesja z Hari. Najbardziej wiarygodni uczestnicy sesji Jerzego to zwierzęta. Nie są w stanie skłamać

Sesja z Hari. Najbardziej wiarygodni uczestnicy sesji Jerzego to zwierzęta. Nie są w stanie skłamać

Dla pana Jerzego nie ma znaczenia kim jest uczestnik jego sesji. To może być zarówno człowiek, jak i zwierzak. I tak następny był czworonożny Hari, który stracił słuch. Dlaczego właścicielka przyprowadziła swojego dwunastoletniego psa do pana Jerzego? Jak sama powiedziała: „mój ukochany pies stracił słuch, a ja nie miałam nic do stracenia, absolutnie nic, jak tylko spróbować innej drogi, innej metody, aby mu pomóc. Trafiłam na pana Jerzego”. Hari po kilku sesjach odzyskał słuch w 70%.

Ale ludzie nigdy nie przestaną zaskakiwać. I tak też się stało w tym przypadku. Wieści szybko się rozchodzą, a te dobre z prędkością światła. Na terapię energią z panem Jerzym zdecydowała się pani Dorota, której ból pleców, w okolicy lędźwiowej powodował drętwienie prawej strony ciała. Jej sytuacja tylko pozornie wydawała się bardzo prosta, ponieważ jak sama mówi: „traciłam równowagę i zaczęłam przewracać się w drodze do pracy, co mnie dość mocno wystraszyło. Lekarz skierował mnie na USG oraz RTG kręgosłupa. Okazało się, że wysunięty dysk uciska na nerw, powodując te wszystkie okropne dolegliwości. Lekarz zapisał mi najmocniejsze środki przeciwbólowe oraz zalecił odpoczynek i relaks a później fizjoterapię. Łatwo powiedzieć…” Stan pani Doroty był jednak poważniejszy, co wyczuł pan Jerzy. Nie była to oczywiście żadna diagnoza, ani żadne skierowanie na dodatkowe badania. To były słabsze miejsca w aurze pani Doroty. Dlatego też był w stanie pomóc jej poprzez swoje sesje. „W ciągu 5 tygodni odbyłam 10 sesji z Panem Jerzym. Podczas seansów czasem czułam przepływające ciepło, a czasem nie, ale byłam spokojna i zrelaksowana”  – przyznała pani Dorota. – „Po każdej sesji z Panem Jerzym, mój stan się poprawiał, dolegliwości zmniejszały się, minęły bolesne skurcze nogi, drętwienia prawej strony ciała, ból pleców i odzyskiwałam dawną energię. Po trzech tygodniach wróciłam do pracy.”

Pan Jerzy nie jest cudotwórcą, bo cudów nie robi. Jest za to bardzo skromnym człowiekiem, który niczego sobie nie wmówił i niczego sobie nie musiał udowadniać. Metodą prób i błędów uczył się wykorzystywać energię, którą posiada. Do dzisiaj nie zna odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. Cały czas jednak stara się doskonalić, w czym pomagają mu następne osoby i następne przypadki.

U Coltena zdiagnozowany został ciężki nowotwór z przerzutami. Jego rodzice zwrócili się do pana Jerzego o pomoc. Ale jak tu pomóc, ba nawet spróbować pomóc komuś, kto mieszka tak daleko od Toronto, bo aż w Albercie? Postanowił spróbować metodę ze zdjęciem, bo po raz kolejny wiedział, że nie ma nic do stracenia. Leczenie chłopaka było bardzo ciężkie. Zresztą pan Jerzy nigdy nie mówi, aby przestać korzystać z konwencjonalnych metod medycyny. Jest jak najbardziej za tym, aby kontynuować wszystkie zabiegi i brać przepisane przez lekarzy leki. Bez względu na wszystko on dalej będzie czuł energię i miał mrowienie, a na tyle ile będzie potrafił, pomoże. Tak też się stało z Coltenem. Sesje ze zdjęciem udawały się tak, jak sesje zwykłe. Dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Lekarze w Albercie byli zaskoczeni, ale tak naprawdę bardzo ucieszeni poprawą stanu zdrowia Coltena. Długo opowiadali o tym przypadku między sobą w pracy, bo w takich sytuacjach najważniejsze jest życie człowieka, bez względu na ilość konwencjonalnych i niekonwencjonalnych metod. Dobrze jednak wiedzieć jest, że ktoś taki jak pan Jerzy w ogóle istnieje, bo szanse na czyjeś lepsze zdrowie wzrastają.

Anna

„Wszyscy którzy mają czworonożnych przyjaciół pewnie wiedzą jakie jest uczucie kiedy nasz mały przyjaciel zachoruje i nie może nam powiedzieć co mu dolega, często lekarz też tego nie wie. Kilka miesięcy temu mój kotek stracił apetyt i zainteresowanie życiem, z dnia na dzień wyglądał gorzej i nie chciał nawet patrzeć na jego ulubiony przysmak, kurczaka z grilla. Poprosiłam Jurka o pomoc.  Już po pierwszej sesji ze zdjęcia kotek zaczął wracać do zdrowia. Po kilku sesjach zupełnie zapomniał o chorobie. Dzisiaj korzysta z ostatnich promieni słońca  wygrzewając się na murku. Mój kotek i ja, jesteśmy bardzo wdzięczni Jurkowi za to że przywrócił zdrowie mojemu małemu przyjacielowi bez bólu, lekarstw i stresujących wizyt u weterynarza.”

Urszula

“Jerzy Winiarski, is keeping me pain free after several serious falls. At the present time I am scheduled for surgery for a ripped rotator cup, damaged ligaments and muscle. I take no pain pills or narcotics. There is limitation in my arm movement above my head, but otherwise I use my arm normally without stress or pain. Jerzy, with his healing has also stabilized damage and pain to my right hip, experienced in the same falls. There again I am pain free.”

Adrianna Tomkowiak

 

ENERGY HEALING

416-561-2499  

[email protected]

Jerzy Winiarski

Mississauga

HWY 427& Dundas St. E

L4X 2X7