14000 kilometrów nieustannego wiosłowania

Kanada Top News grud 28, 2015 at 10:00 am
John Beeden po zawinięciu do portu w Australii.

John Beeden po zawinięciu do portu w Australii.

Mieszkaniec Burlington, John Beeden pozazdrościł sławy polskiemu kajakarzowi, Aleksandrowi Dobie i jako pierwszy wioślarz przepłynął samotnie Pacyfik z Ameryki Północnej do Australii.

Aleksander Doba

Aleksander Doba

Aleksander Doba jako pierwszy człowiek w historii przepłynął kajakiem Atlantyk w 2011 roku. A w 2015 roku, po ponownym pokonaniu Oceanu Atlantyckiego został uznany przez czytelników National Geographic “Podróżnikiem Roku”.

W jego ślady podążył 53-letni Beeden podnosząc poprzeczkę. Wiosłując pokonał dwa razy dłuższą trasę 7400 mil morskich wypływając z San Francisco w sześciometrowej łodzi “Socks” 1 czerwca tego roku. By dotrzeć do celu dzięki mięśniom rąk musiał wiosłować po 15 godzin dziennie.

Beeden jest Anglikiem, pochodzi z Sheffield w Wielkiej Brytanii. Osiadł wraz z kanadyjską żoną Cheryl w Burlington w Ontario, w 2004 roku. Mają dwie nastoletnie córki. Kiedy dotarł do celu po 209 dniach podróży, zawijając do portu Cairns na północy australijskiego stanu Queensland, powitały go tłumy ludzi, którzy kibicowali jego wyprawie. Wśród nich była Cheryl z dziećmi. Został też z honorami powitany przez urzędników australijskiej straży granicznej.

Zanim ontaryjski wioślarz zmierzył sie z Oceanem Spokojnym, wcześniej, śladem Aleksandra Doby przepłynął samotnie Atlantyk.

Trasa jaką przepłynął ontaryjski wioślarz.

Trasa jaką przepłynął ontaryjski wioślarz.

- Wyprawa do Australii to czternaście i pół tysiaca kilometrów. To jest długa, strasznie długa droga, którą da się przemierzyć tylko raz w życiu – powiedział w rozmowie z dziennikarzem Australian Broadcasting Corporation.

Beeden miał nadzieję dotrzeć do Australii wcześniej, w połowie listopada, ale warunki atmosferyczne, silny wiatr spowodował, że został zdmuchnięty z wytycznonej trasy. Stąd ponad miesięczne opóźnienie.

- Teraz po tych miesiacach na łodzi czuję się dziwnie na suchym lądzie – powiedział do witającej go córki.

Cheryl Beeden mówi, że nie może powstrzymać męża przed biciem kolejnych rekordów.

- W pewnym sensie to jest jak poród, bo mówi, że nie będzie już nic więcej robił, by już po kilku tygodniach snuć plany nowych przygód i nowych wypraw – opowiada.