Nicole Panas: Marzenia są dla słabych ludzi, a dla mocnych są cele

Polacy w Kanadzie Top News marz 16, 2016 at 3:30 pm

zz panas 17-letnia Nicole Panas to piłkarka polskiego pochodzenia, urodzona i na co dzień mieszkająca w Kanadzie. W piłkę nożną gra od 10. roku życia, aktualnie na pozycji bramkarki w klubie Edmonton Scottish Soccer Club. Jednak regularnie powoływana jest mecze polskiej reprezentacji, dla której swoje pierwsze spotkanie rozegrała mając zaledwie 12 lat…

Polski portal Sportowy Wrocław opublikował wywiad z Nicole, przeprowadzonyh przez Alicję Sękowską. Piłkarka opowiedziała w nim m.in. o różnicach i podobieństwach w polskiej i kanadyjskiej piłki nożnej, o tym jak ważna jest dla niej gra z ,,orzełkiem na piersi” oraz dlaczego holenderskimi liniami lotniczymi lata tylko i wyłącznie… pierwszą klasą.

– Nicole, może na początek porozmawiajmy o Twoim pochodzeniu. Od urodzenia mieszkasz w Kanadzie więc skąd u Ciebie takie przywiązanie do Polski?

zz panas3- Moje życie przede wszystkim toczy się w Kanadzie. Tam dorastałam, chodziłam do szkoły, stawiałam swoje pierwsze kroki na piłkarskim boisku. Jednak z Polską czuję się również bardzo związana. Moi rodzice urodzili się w Polsce i dawno temu wyjechali do Kanady, dlatego ja i moje rodzeństwo urodziliśmy się już tam. W Polsce mam rodzinę, bardzo lubię też polską kulturę, język i jedzenie (śmiech).

– Jak wyglądały Twoje początki gry w piłkę nożną? Skąd wzięła się w Twoim życiu taka pasja?

- Jestem najmłodsza z pięciorga rodzeństwa. Mam trzech starszych braci i jedną starszą siostrę. Zawsze wszyscy grali w piłkę, koszykówkę czy siatkówkę. Zawsze jak grał mój brat albo siostra to przychodziłam na ich mecze, byłam zachwycona i mówiłam, że moje rodzeństwo jest najlepsze. Byłam z nich bardzo dumna i chciałam być taka jak oni.

– Co myślisz na temat polskiej piłki nożnej kobiet? Czy myślałaś kiedyś o tym żeby spróbować swoich sił w polskim klubie?

- Parę razy trenowałam w klubie AZS Wrocław, niestety zdarzało się to bardzo sporadycznie, bo na dłuższą grę nie dostałam zgody od Federacji FIFA. Gra w Kanadzie wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. W Kanadzie gra jest dosyć kosztowna. Za stroje, wyjazdy, turnieje musimy zapłacić ze swojej kieszeni i są to kwoty w granicach od tysiąca do trzech tysięcy dolarów za sezon. Piłka nożna w Kanadzie nie jest tak bardzo rozgraniczona na męską i damską, tak jak wygląda to w Polsce. W Kanadzie kobieca reprezentacja jest dużo lepsza od męskiej, dlatego kobiety i mężczyzn grających w piłkę nożną traktuje się podobnie. W Polsce podoba mi się organizacja gry i treningów. W Kanadzie trening mamy czasem nawet o jedenastej w nocy! Biorąc pod uwagę, że zajęcia w szkole zaczynam od siódmej, treningi o tak późnej porze są bardzo wyczerpujące. Myślę, że gra w Kanadzie wymaga od zawodniczki dużej determinacji.

– Swój pierwszy mecz dla polskiej reprezentacji zagrałaś mając zaledwie dwanaście lat. Regularnie otrzymujesz też powołania. Czym jest dla Ciebie gra z orzełkiem na piersi?

- Jest to dla mnie bardzo ważne. Pamiętam dosyć śmieszną sytuację na jednym z moich pierwszych meczów towarzyskich. Kiedy stałam na murawie i rozpoczął się hymn Polski śpiewałam najgłośniej ze wszystkich zawodniczek. Gosia Grec, jedna z moich najlepszych koleżanek, która stała obok mnie bardzo się zdziwiła, że tak dobrze znam słowa hymnu i tak głośno śpiewam (śmiech).

zz panas2– Jak na osobę, która od dziecka mieszka w Kanadzie bardzo dobrze mówisz po polsku.

- Zawsze zależało mi na tym żeby sprawnie posługiwać się językiem polskim. Pomyślałam, że jeśli mam grać w polskiej reprezentacji to muszę komunikować się z resztą zawodniczek. Nigdy nie chodziłam do polskiej szkoły, ale zawsze chciałam rozmawiać z rodzicami i rodziną po polsku. Języka uczyłam się więc mimochodem. Przychodzi mi do głowy zabawna sytuacja związana właśnie z językiem. Na jednym ze zgrupowań dostałam zadanie, żeby komunikować się słowami ,,z przodu”, ,,z tyłu”, ,,prawo”, ,,lewo”, ,,wyjazd” i…,,wybij’, a ja na meczu krzyczałam… zabij! Tą sytuację będę chyba pamiętać do końca życia (śmiech).

– Czy są w Twoim życiu takie osoby, o których śmiało możesz powiedzieć, że przyczyniły się do Twoich sukcesów?

- Tak, zdecydowanie są to moi rodzice. Rodzice zawsze bardzo ciężko pracowali. Zawsze powtarzali, że nauka i rozwój są w życiu bardzo ważne. Mając piątkę dzieci potrafili zapewnić nam naprawdę wiele. Sama nie wiem jak im się to udało ale jestem im za to bardzo wdzięczna i dumna, że mam takich rodziców.

– A jakie są Twoje marzenia, cele na przyszłość?

- Mam takie swoje powiedzenie, że marzenia są dla słabych ludzi, a dla mocnych są cele. Moim celem w najbliższej przyszłości są m.in. studia na Uniwersytecie w Arizonie, na którym zacznę naukę jak tylko skończę liceum. Kierunek, który będę studiować jest ściśle związany z medycyną sportową. W życiu sportowca trudno cokolwiek przewidzieć, dlatego chcę zdobyć wykształcenie. Robię też dużo różnych kursów. Zawsze interesowałam się medycyną. Ostatnio kiedy byłam w podróży na zgrupowanie, w samolocie do Amsterdamu pasażer siedzący obok mnie stracił przytomność. Moja wiedza pozwoliła na to, że pomogłam temu mężczyźnie, zachowując przy tym zimną krew. Cała załoga samolotu była pod dużym wrażeniem, tym bardziej, że po całym zajściu dowiedzieli się, że mam tylko szesnaście lat. W ramach, można powiedzieć podziękowania, otrzymałam od holenderskich linii lotniczych podróże w pierwszej klasie (śmiech).

– W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak tylko pogratulować! Dziękuję Ci za rozmowę i oczywiście życzę powodzenia.

- Również dziękuję i do zobaczenia.

Rozmawiała: Alicja Sękowska