„Kasa, kobiety i inne opowiadania” – najnowsza książka Marcina Baranieckiego

Notatnik kulturalny Polacy w Kanadzie kwie 20, 2016 at 4:23 pm

"Kasa, kobiety i inne opowiadania" - Marcin Baraniecki

Jest jedynym autorem opisującym w języku polskim truckerskie losy i przygody nieustannie towarzyszące zawodowym kierowcom. Przy okazji wydania trzeciej już książki opowiedział mi co skłoniło go do pisania książek, skąd czerpie pomysły i czym jest dla niego trucking.

Kaja Cyganik: Co Cię skłoniło do pisania?

Marcin Baraniecki: Nie było jednego konkretnego przypadku, zdarzenia, które spowodowało tą ochotę do pisania. Pisanie musiało być we mnie od początku, od zawsze. Jeszcze przed emigracją, w Polsce, pisałem, choć wtedy głównie dla siebie. Szczególnie bliskie były mi lata 70., stąd pierwsza książka, jaką napisałem, dotyczyła dekady gierkowskiej. To była rzecz właściwie autobiograficzna, stosunkowo łatwo mi się nad nią pracowało.

KC: Jak to się stało, że po Twoim przyjeździe do Kanady trucking i pisanie poszły w parze?

Marcin Baraniecki: W pierwszej połowie lat 90. Tadek Wielgolawski, trucker i dziennikarz  zaczął wydawać magazyn „W Drodze”. Dowiedziałem się o nim od jakiegoś  kierowcy. Zadzwoniłem do Tadka. Przez niego poznałem redaktorów Romka i Marzenę Wiktorowiczów i tak się zaczęła wspólna praca. Pierwszy tekst, który wtedy napisałem dotyczył moich marzeń, jako małego chłopca, o truckingu. Z biegiem czasu nasze drogi z magazynem  “W Drodze”  rozstały się i z Romkiem i Marzeną założyliśmy swój magazyn dla truckerów („Truck’n’Roll”). Do tej pory ukazało się  ponad 60 numerów.

KC: Skąd czerpiesz tematy i pomysły do swoich książek?

Marcin Baraniecki: Jestem jak chomik. Rozmawiam z truckerami, ich żonami, dyspozytorami, magazynierami, napotkanymi po drodze ludźmi i wszystkie te opowieści od nich zasłyszane gdzieś we mnie zostają. W pewnym momencie zrozumiałem, że nie mogę tych wszystkich historii zostawić tylko dla siebie. Truckerzy przepadają za gadaniem, każdy ma jakieś wspomnienia, przeżycia i przygody. Trucking to niezwykle atrakcyjna praca, codziennie dzieje się coś nowego, nie ma tu miejsca na monotonię, pojawiają się ciągle nowe problemy, trzeba szybko podejmować różne decyzje. Szkoda by było gdyby tony tych historii odeszły w niepamięć. Zacząłem je gromadzić i tak powstała moja druga książka – „Książęta Higwayu” – kompilacja truckerskich opowieści połączonych postacią głównego bohatera – mojego starego znajomego Antka Sobótki, z którym los stykał mnie w najmniej spodziewanych momentach. Wiele z tych przygód, o których piszę, przeżyłem sam. To bardzo dynamiczny, ciągle zmieniający się tryb życia, sam w sobie jest kopalnią pomysłów.

KC: Co jest dla Ciebie najważniejsze w warsztacie pisarskim?

Marcin Baraniecki: Faktografia. Bardzo lubię wszystko ujmować w czasie i przestrzeni geograficznej. Nie przyjmuję założenia, że coś się działo „kiedyś”; u mnie działo się w konkretnym roku, w określonym miejscu. Mistrzem faktografii jest dla mnie Frederick Forsyth, autor „Dnia szakala”. Jakąkolwiek historię mam na warsztacie – personalną, zasłyszaną, ogólną – musi być wyraźnie osadzona w historyczno-polityczno-społecznych realiach. To moja pierwsza i podstawowa zasada.Imponuje mi pracowitość. Talent w pisaniu to jedno, moim zdaniem dużo ważniejsza jest konsekwencja, upór i pracowitość właśnie. Nie mam takiego komfortu, że mogę pisać zawsze wtedy gdy najdzie mnie ochota, bo pracuję   po dwanaście godzin dziennie, często nie ma mnie w domu, a w trucku nie pisze się za wygodnie. Mimo to, zdarza mi się pisać  na truck stopach, w zakładach mechanicznych czy czekając na załadunek. Gdy czuję bardzo wyraźnie głód pisania – wtedy piszę i wtedy osiągam najlepsze efekty.

KC: W najnowszym, świeżo wydanym, zbiorze opowiadań wracasz do historii z dzieciństwa. Czy są to także historie prawdziwe?

Marcin Baraniecki: Lwia część mojego pisania to chęć powrotu do spraw, które są mi miłe. Powrót do dzieciństwa wypływa z potrzeby zachowania  tamtej powojennej Galicji, Małopolski właściwie. Tam się urodziłem i wychowałem. Rzeszowszczyzna miała niezwykłą historię. Mam uczucie, że fizycznie dotykam XIX wieku. W naszym domu nie było przez lata żadnych zmian, szczęśliwie ominęły go wszelkie zawieruchy dziejowe, rewolucje, rokosze, bunty i wojny. Wszystko jakoś przeszło bokiem. Kiedy byłem mały wszystko było takie samo jak sto lat wcześniej, a cesarz Franciszek Józef był dla mnie kimś bardzo rzeczywistym. Chciałem zachować to spojrzenie młodego chłopca na czasy, które dla wielu ludzi będą dziś niezrozumiałe, bo tamte wydarzenia i klimat bezpowrotnie odpłynęły w przeszłość. Miałem też to szczęście, że mój ojciec miał fenomenalną pamięć historyczną i zawsze z niebywałą łatwością potrafił przywołać różne fakty. Często spotykam się z  pytaniem, czy to, co piszę jest prawdą. Odpowiadam, że prawdą jest dokument, a moje książki to literatura,niemniej – moje historie oparte są na prawdziwych wydarzeniach.

 Zapraszamy na spotkanie autorskie Marcina Baranieckiego oraz promocję najnowszej książki „Kasa, kobiety i inne opowiadania”.

29 kwietnia, 19:30, Konsulat RP w Toronto.