Świat według Machera

Notatnik kulturalny Polacy w Kanadzie maj 30, 2016 at 5:00 am

Wojciech Macherzynski (6)

Siedzimy u Wojtka. Kawa, papieros, z każdego rogu i każdej ściany szepcze do nas piękno. Rozmawiamy o sztuce, inspiracjach, Krakowie i życiu artysty na obczyźnie. Jest jednym z niewielu polskich malarzy tworzących na emigracji, który żyje ze sztuki. Pracuje nieustannie, czasami po szesnaście, osiemnaście godzin bez przerwy. Tygodniami. Potem odkłada pędzel, zakręca tubki z farbami, idzie do pobliskiego parku, rozmawia z czterechsetletnimi dębami. Bardzo emocjonalnie odbiera świat. Jest melancholikiem. Malarstwo to jego katharsis.

Wojciech Macherzyński powinien być multimilionerem. Jego obrazy wiszą w domach europejskich, kanadyjskich i amerykańskich kolekcjonerów. W tym roku mija trzydzieści lat od czasu, gdy odebrał dyplom ukończenia Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom z aneksem z malarstwa monumentalnego, fascynacja którym zaowocowała dziesiątkami murali na całym świecie, z czego siedem zobaczyć można w Toronto (m.in. w York Masonic Temple, synagodze przy Bayview czy w lobby Wawel Villa przy Lakeshore). Swojego stylu i samego siebie w malarstwie szukał przez cztery lata po ukończeniu ASP. Duży wpływ na jego artystyczny rozwój wywarły pejzaże skandynawskie– do dziś ma silne powiązania z Norwegią, tam sprzedaje sporo obrazów, tam planuje swoją kolejną wystawę.  Poprzednie, te indywidualne, bo grupowe trudno zliczyć, organizowano wielokrotnie w Kanadzie (ostatnia w 2013, „Ascending Falls”), Polsce, Francji, Panamie, Szkocji i Niemczech. Gdy robi się ciepło maluje ma balkonie, bacznie obserwowany przez podwórkowe dzieciaki.

Czerpie z emocji, z muzyki, ze snów. Inspiracją może być piosenka, książka, zalany surrealistycznym światłem krajobraz północnego Ontario, otaczające nas znaki i symbole. Realistyczne malarstwo znudziło mu się dawno temu, spełnia się abstrakcjach. Odrzuca sztywne ramy, maluje spontanicznie to, co widzi w wyobraźni. Zawsze przy muzyce. Sentyment został z dzieciństwa, gdy w szkole muzycznej uczył się grać na saksofonie. Z tej miłości i całodziennych praktyk nabawił się rozedmy płuc . I poszedł do liceum plastycznego. Jego płótna są kompilacją odprysków tego, co gdzieś kiedyś  zauważył, co zapadło mu w pamięć i w podświadomość. W plenerze nie był ponad dwadzieścia lat. Rzeźbi w kamieniach i drewnie znalezionych nad brzegami kanadyjskich jezior i rzek. Patrząc na jego obrazy chciałabym chociaż raz móc spojrzeć na świat jego oczami. Sprawdzić jak widzi kolory, co dzieje się w jego umyśle, gdy z radia sączy się smooth jazz, a za oknem z łoskotem przejeżdża kolejny podmiejski pociąg.

W pracowni na piętrze pokazuje nam swoje abstrakcje. Najnowsza seria pełna jest wiosny, życia, dźwięków, lekkości i euforii. Jeśli przyjąć, że malarstwo jest osobną formą komunikacji – Wojtek stworzył unikatowy, niepowtarzalny język, pełen magii i dobrych, jasnych wibracji. Jego technika malarska jest rozpoznawana przez kolekcjonerów i koneserów sztuki. A to niełatwe zadanie, taki proces wymaga pracy, lat praktyki, szerokiej wyobraźni i wrażliwej duszy. Wymaga talentu. Przy czym talent do pędzli i farb to nie wszystko, trzeba mieć jeszcze talent do handlu. Trzeba umieć się sprzedać. Niewielu się tak naprawdę udaje. W Kanadzie mieszka ponad stu osiemdziesięciu polskich artystów plastyków, absolwentów akademii i wyższych szkół. Aktywnych jest zaledwie garstka, ze sztuki wyżyć potrafią nieliczni. Wojtek przyznaje, że najlepsze były dla nich lata 90. W Toronto działały trzy polskie galerie, w organizację wystaw angażował się konsulat, w artystycznej kooperatywie mieszkało i tworzyło ze trzydziestu plastyków. Potem, jak to zazwyczaj bywa, wszystko się posypało, ludzie się porozjeżdżali, porozchodzili, pokłócili o pieniądze. Za dużo było w tym wszystkim polityki, dbania o swój własny interes, ciężką falą wdarła się komercja.

Świadomość polskiej kultury wśród Kanadyjczyków zamyka się z kategoriach zespołu góralskiego, piwa i bigosu. W Hollywood wiedzą więcej o Grotowskim, Grzegorzewskim, Kantorze czy Szajnie, niż przeciętny Polak, podczas gdy to my sami powinniśmy być pierwszymi ambasadorami polskiej kultury. Nam, artystom, bardzo ciężko się przebić dlatego, że nasze własne, polskie środowisko nas nie popiera. Jeśli Polonia nie poprze polskiego artysty to z jakiej racji ma to zrobić Kanadyjczyk?  – opowiada Wojtek, przyznając, że zawsze, gdy galerie podpisują jego dzieła musi nadmieniać, by Canadian Artist zamienić Polish-Canadian.  W kanadyjskich galeriach zresztą nie sprzedaje już wcale, bo tutejszych kuratorów i właścicieli gubi chciwość. Handel sztuką jest sztuką samą w sobie, trzeba się znać na rzeczy i mieć do tego zacięcie. Jako członek AIAP, Międzynarodowego Stowarzyszenia Artystów Plastyków, wysyła obrazy do galerii w Europie. Dla przyjaciół i znajomych wprowadził sprzedaż ratalną.  Mówi, że może nie mieć na chleb, ale gdyby zabrakło mu na farby wpadłby w panikę. Malarstwo na powrót pochłonęło go doszczętnie dziesięć lat temu, gdy odchował i wypuścił w świat trzech synów, co pozwoliło mu zamknąć rozdział projektowania wnętrz i grafiki komputerowej, które przez wiele lat pozwalały mu utrzymać rodzinę.

Mogłabym tak siedzieć i gadać z nim godzinami. Wychodząc w ciemność torontońskiej nocy po raz kolejny obiecuję sobie, że kiedyś kupię od Wojtka obraz. Może któryś z nowej serii inspirowanej rozmowami z duchami, która od niedawna chodzi mu po głowie.

Kaja Cyganik

Wojciech Macherzynski (4) Wojciech Macherzynski (7) Wojciech Macherzynski (9) Wojciech Macherzynski_sm (3)Wojciech Macherzynski (8) Wojciech Macherzynski (10) Wojciech Macherzynski (1)