Ten, Który Chodzi Nocą (5)

Odkrywanie Kanady Series czer 5, 2016 at 8:53 pm

Ten, Który Chodzi Nocą (5)

Ostatnia część słynnej historii „białego Indianina”, którego znamy jako Szara Sowa, kanadyjskiego pisarza pochodzenia brytyjskiego…

SzS7(poprzedni odcinek – TUTAJ)

Zima 1932-33 upłynęła im przyjemnie. Mała Dawn absorbowała ich uwagę i oboje poświęcali jej większość czasu.  Pewną atrakcją było również urządzanie drugiej chaty, którą zarząd parku polecił wybudować dla Anahareo i dziecka na wzgórzu za „Beaver Lodge”, uznawszy, że ze względów higienicznych niemowlę nie powinno przebywać w pomieszczeniu, którego część przeznaczona jest dla zwierząt.  Kiedy zaś nadszedł maj, a wraz z nim dłuższe, cieplejsze dni, Anahareo postanowiła dla urozmaicenia wybrać się z nią do Prince Albert.

W swojej książce pt. “Devil in Deerskins“ opowiada o tym okresie szczegółowo.  Grey Owl natomiast nie wspomina na ten temat prawie nic, poza jednym wymownym zdaniem:  “Jest (Anahareo) jak ptak trzepoczący się w dłoni, która odgradza go od wolności“.  Bez wątpienia marzyła, jak wszyscy poszukiwacze złota, że jej kolejna wyprawa zakończy się odkryciem bonanzy, lecz przede wszystkim wzdychała do wolności, swobodnego przemierzania bezkresnych przestrzeni, dreszczu emocji, gdy nadchodzi nieoczekiwane…  Pragnęła uciec od bezbarwnej monotonii bliźniaczo do siebie podobnych dni, płynących jeden za drugim przy akompaniamencie nieprzerwanie skrzypiącego pióra.  Później, kiedy sama zaczęła pisać, przyznała się szczerze do nurtujących ją wówczas uczuć: “Miałam teraz w Ajawaan dwa domy i w żadnym z nich nie znajdowałam radości, ani nie czułam się zadowolona.  Miałam dziecko, którego tak strasznie pragnęłam i które kochałam bardziej niż cokolwiek innego na świecie, a mimo to musiałam wciąż walczyć z nieprzepartym pragnieniem, żeby znów wędrować na Północ.  Momentami było ono nie do pokonania.  Czy byłam nienormalna?  Obawiałam się, że jestem i dręczyłam się tymi myślami tak, że stałam się nerwową ruiną.  To nie przesada.  Określenie “zew krwi“ jest często stosowane i w odniesieniu do większości ludzi ma żartobliwy wydźwięk, ale w moim przypadku było to chorobą i gdy nadeszła wiosna 1934, wiedziałam, że muszę się tam wybrać jeszcze raz.”

SzS9  Musiała zdobyć się na decydujący krok i tak uczyniła.  Zabrała Dawn na kilka tygodni do Prince Albert i tam dojrzała do postanowienia, by pojechać do God`s Lake w Manitobie.  Znajduje się ono 400 mil w linii prostej od Prince Albert, a znaczną część drogi należało pokonać wodą.  Ponieważ obawiała się, że Archie nie zrozumie, ile dla niej znaczyło udanie się na tę wyprawę i postawi weto, do ostatniej chwili nie zdradziła swoich planów.  Uzgodniła z zaprzyjaźnioną rodziną Wintersów w Prince Albert, że zaopiekują się Dawn w czasie jej nieobecności, po czym, nie tracąc ani chwili, spakowała rzeczy, a następnego dnia spuściła canoe na jezioro Waskesiu.  Kolejnym etapem był odcinek drogi do jeziora La Ronge, oddalonego 80 mil na północ.  Gdy tam dotarła czekał już na nią list od Archiego.  “Nie, nie jestem na ciebie wściekły, Gurdy, tylko ci zazdroszczę.  Jestem tak uziemiony i związany tym przeklętym siedzeniem na d…. przy pisaniu, że całkowicie postradałem wszelką iskrę Bożą, jaką kiedykolwiek posiadałem.  (…)  Jestem z ciebie dumny, że zdecydowałaś się na coś takiego… To klasyczny przypadek przerośnięcia mistrza przez ucznia“. (Anahareo; „Devil in Deerskins”)

Kontynuowała dalej podróż na Północ, aż po wpadającą do Zatoki Hudsona Churchill River.  Nastała już jednak pełnia lata i za późno było, aby decydować się na dotarcie do God`s Lake.  Skierowała więc canoe na południe i była szczęśliwa, że zmierza w kierunku miejsca, gdzie czeka na nią Shirley Dawn.  Po drodze do górniczego miasteczka Flin Flon udało się jej wysłać samolotem list do Archiego z zawiadomieniem, że jest w drodze powrotnej do Prince Albert i prośbą o pieniądze na podróż.  We Flin Flon  czekała ją niemiła niespodzianka.  Na poczcie wręczono jej jedynie list, i nie był on zbyt miły:  “Droga Gurdy, Twój list mnie zaskoczył.  Jak by na to nie patrzeć, w ciągu pięciu miesięcy napisałaś tylko dwa razy… Ponieważ wyjechałaś, nie mówiąc mi, dokąd się wybierasz, mam prawo oczekiwać, że chociażby dla przyzwoitości ZAPYTASZ, czy możesz wrócić, a ty, zamiast najpierw to uczynić, informujesz mnie, że to robisz.  Ja również nie marzę o niczym innym, tylko o rzuceniu wszystkiego i wędrowaniu przed siebie, ale mam zobowiązania i muszę stawić im czoła, i od ciebie oczekuję tego samego.  Chcę przez to powiedzieć, że będziesz musiała sama się o siebie zatroszczyć, przynajmniej do chwili, kiedy uporam się z rachunkami.  Twoje przyjazdy i wyjazdy, kiedy ci się żywnie podoba, stawiają mnie w głupiej sytuacji.  Wiem dokładnie, co ludzie o mnie myślą (…)”

Anaraheo i Dawn

Anaraheo i Dawn

Podarła list na strzępy i poszła prosto do urzędu, odnowić licencję na eksplorację terenu, po czym pojechała do Amisk i spędziła tam jesień i pierwsze miesiące zimy.  Archie nie miał pojęcia, gdzie się znajduje, dopóki stary znajomy, Angus, nie nakłonił jej w końcu do napisania paru słów.  Na tydzień przed Bożym Narodzeniem Angus zaprzągł psy i pojechali do Flin Flon.  Była tam już dla niej paczka i 3 listy -  jeden od Archiego, pozostałe od pani Winters z wiadomościami o Shirley Dawn.  Czym prędzej popędziła do hotelu.  Rozpierała ją radość, że spędzi Boże Narodzenie z córeczką.

List od Archiego był długi, smutny i pełen powrotów do wspomnień. Zawierał również prośbę, by przyjechała latem do Beaver Lodge.

Od jej wyjazdu upłynęło prawie 18 miesięcy.  Podczas jej nieobecności Grey Owl odłożył na bok “Tales of  an Empty Cabin“ i przez niecały rok napisał  książkę “Pilgrims of the Wild“, której wątkiem jest historia jego samego i Anahareo.  Opowiada ona o razem przeżytych perypetiach, pojawieniu się w ich życiu McGinnisa i McGinty i ich utracie, Jelly Roll i Rawhidzie.  Rozpoczął ją słowami:  “Jest teraz Miesiąc Rakiet śnieżnych.  Anahareo i nasza mała córeczka spędzają zimę w miasteczku.  Bobry schowały się w swojej bezpiecznej fortecy.  … A ja, siedząc samotnie, tęsknię za nimi wszystkimi, więc spędzam z nimi czas na papierze.“

Skończył ostatni rozdział w porze Bożego Narodzenia 1933 i natychmiast, nie czekając na otrzymanie opinii od wydawców, rozpoczął pisanie opowiadania dla dzieci, które zatytułował “The Adventures of Sajo and Her Beaver People”.  Zostało ono ukończone jesienią 1934, na parę miesięcy przed opublikowaniem  “Pielgrzymów Puszczy“.

Lovat Dickson

Lovat Dickson

Lovat Dickson dopiero od dwóch lat wydawał książki w Anglii, kiedy Hugh Eayrs wspomniał o nim Greyowi Owlowi.  Archie, zrażony do „Country Life” z powodu samowolnego zmienienia przez wydawcę tytułu jego pierwszej książki, zerwał całkowicie z tym wydawnictwem. Dowiedziawszy się, że Dickson jest z pochodzenia Kanadyjczykiem, bez wahania zgodził się z nim skontaktować i tak zaczęła się ich współpraca, która po pewnym czasie przerodziła się w zażyłą przyjaźń.

“Nie mogłem się oprzeć uczuciu, że jest to ironia losu.  Żeby się dorobić, wyjechałem za ocean, a pierwszym źródłem przypływu większych pieniędzy stała się książka nieznanego Metysa z kanadyjskiej prowincji sąsiadującej z moją.“ – napisał później Dickson w książce poświęconej dziejom Greya Owla.

Wkrótce potem nawiązali korespondencję i zafascynowany prostotą, naturalnością i uczciwością autora Dickson zapragnął podzielić się z innymi odkryciem tego niezwykłego człowieka.  Jednakże podjęcie się sprowadzenia nieznanego Metysa z lasów Saskatchewan i przedstawienie go w Londynie połowy lat 30. jako człowieka nie zepsutego cywilizacją, było zadaniem niezmiernie trudnym.  Wśród Anglików dominowały w tym okresie zdecydowanie obrazoburcze nastroje i nie była to odpowiednia chwila na lansowanie ideałów.  Sytuacja gospodarcza była trudna i panowała atmosfera ponurego pesymizmu co do przyszłości kraju.  Dickson nie przejmował się zbytnio kosztami, które – miał nadzieję – pokryłaby zwiększona sprzedaż książki rozpropagowanej reklamą, ale nurtowały go obawy, jaki podziałałyby na tak idealistycznie nastawionego i oddanego sprawie człowieka brak zainteresowania i społeczna obojętność.  Trzymiesięczny pobyt w Anglii mógłby okazać się karygodnym marnotrawieniem jego cennego czasu.  Dickson wątpił bowiem, że uda mu się zorganizować odpowiednią liczbę spotkań.  Anglicy byli z natury uczuleni na tę formę rozrywki, a to oznaczało w praktyce wciskanie się do szkół, klubów kobiecych i organizacji przykościelnych.  Widoki nie były więc zachęcające.

Bodźcem, który zachęcił go do działania, była reakcja samego Archiego.  Zaakceptowawszy po pewnym namyśle zaproszenie Dicksona, rzucił się on natychmiast w wir przygotowań i planowania całego przedsięwzięcia, stając się jego liderem.  Wykazał przy tym duże zdolności reżyserskie, instruując zaangażowanych w sprawę urzędników, jak powinni przedstawić go publiczności.  Przede wszystkim nie zgadzał się na czynienie z niego sentymentalnego “Ewangelisty zwierząt“.   Nie był świętym Franciszkiem.  Przeciwnie, był twardym człowiekiem czynu i tam, skąd pochodził, uważany był za “twardy orzech do zgryzienia“.  Przybywał, żeby opowiedzieć Brytyjczykom o Bobrowym Ludzie, Indianach i Północy – surowej i dzikiej, a przecież tak pięknej.

Długi list z zaproszeniem do Anglii rzeczywiście poderwał Archiego na nogi.  “Tylko dla tego, że próbuję zadośćuczynić za cierpienia, których swego czasu byłem przyczyną, robią ze mnie jakiegoś Ewangelistę.  święty ?!  Ja ?! – Hu, Hu, to zabawne.  Jestem jednym z najgorszych łajdaków, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi.  Biedny, stary święty Franciszek musi przewracać się w grobie.“ – wołał do Anahareo.

Następnego ranka poleciał samolotem nad jezioro La Ronge po skóry, z których miała mu uszyć kurtkę myśliwską i spodnie.  Przywiózł 5 łosiowych skór i 2 funty kolorowych paciorków.  Zaprotestowała, mówiąc, że przez 3 tygodnie nie zdoła wszystkiego wyhaftować, a, poza tym, w tak ozdobnym stroju będzie się wydawał zniewieściały. “Czy Indianie wyglądają na zniewieściałych? “ – zapytał.  Odparła, że nie, ale jej zdaniem człowiek lasu wyglądałby śmiesznie tak wystrojony.  Przyznał jej rację, lecz nie zmienił zamiaru.  Chciał przybyć do Anglii nie jako buszmen, tylko Indianin, którego się spodziewano.  „Zrobiłbym wszystko, bez cienia przesady WSZYSTKO, żeby skłonić ludzi do słuchania tego, co mam do powiedzenia.“ – powiedział, a następnie dodał:  “Nie obawiaj się.  Kiedy zejdę ze sceny, zapomną o mnie całkowicie; o moich piórach, koralikach i łosiowych skórach.  Ale posieję ziarno – a przynajmniej mam nadzieję, że je posieję – ziarno lub dwa ziarenka, które uświadomią ludziom, że musimy ocalić puszczę i wszystko w niej, i że trzeba zacząć to robić natychmiast, nie odkładając tego do jutra.  Jutro będzie za późno.“

Zabrała się więc do pracy.  Szyła i wyszywała paciorkami aż do godziny jego odjazdu.

Idąc w kierunku canoe, nie wyglądał na krzyżowca ani Franciszka z Asyżu na pielgrzymce.  Jego twarz zdradzała ogromne napięcie i obawę, choć starał się je ukryć pod szerokim, wymuszonym uśmiechem.   Odbijając od brzegu, pomachał ręką na pożegnanie i już z daleka dotarły do Anahareo słowa: “ Oto przybywam, Anglio – samotny poseł  kanadyjskiej głuszy.”  Tak rozpoczął się pierwszy etap jego 7,500 – milowej podróży. “  Odwrócił wzrok od “Beaver Lodge“ i pchnięte silnym, pewnym uderzeniem wiosła canoe zwinnie pomknęło naprzód.  Ku czemu?  Sukcesowi czy porażce?

SZs lovatbookDickson spotkał się z nim na statku w Southampton „Byłem zafascynowany jego wyglądem.” – napisał później Dickson.  “Bez jakichkolwiek starań z jego strony, sprawiał wrażenie postaci romantycznej.   Miał ponad 6 stóp wzrostu, prostą, bardzo szczupłą figurę i poruszał się sprężyście.  Jego twarz była ascetyczna, ze skórą przylegającą ściśle do kości policzkowych.  Ubrany był w niebieski strój z serży, na głowie miał kapelusz z szerokim rondem w stylu sombrero, na szyi luźno zawiązaną apaszkę i mokasyny na nogach.  Łatwo było go sobie wyobrazić w habicie mnicha, ze sznurem wokół pasa i zwisającym u kolan krzyżem.  Jego długie włosy rozdzielone były na dwa pasma.  Oczy miał jasnoniebieskie, a bladość twarzy, czarne włosy i orli nos nadawały mu wygląd fanatyka, z wyjątkiem chwil, kiedy się uśmiechał, choć nawet wtedy twarz rozluźniała mu się niewiele.“

W drodze do Londynu mieli czas, żeby poznać się lepiej.  Zapoznał też Archiego z najnowszymi planami i poinformował go, że udało mu się zorganizować tuzin prelekcji, więc wynajął na dwa tygodnie małą salę teatralną przy Regent Street.   Grey Owl miał się tam pojawiać dwa razy dziennie.  Odniósł wrażenie, że ta wiadomość wprawiła gościa w lekkie zdenerwowanie i to go zaniepokoiło.  Widząc jednak spokój i opanowanie Greya Owla, poczuł ulgę i z zadowoleniem słuchał jego dowcipnych odpowiedzi, udzielanych otaczającym ich reporterom na ich raczej stereotypowe pytania.  Zarezerwował mu pokój w jednym z mrocznych, prywatnych hoteli, w jakie obfituje Anglia.  Wybrał ów hotelik, ponieważ należał on do ojca jednego z jego pracowników.  W przybytku tym panowała atmosfera nienagannej sztywności, cechującej zarówno umeblowanie, jak biznesmenów z późnowiktoriańskiej epoki, i Dickson sam odczuwał przygnębiające oddziaływanie tego miejsca.  Wspięli się na górę po stromych, skrzypiących schodach, błądzili korytarzami przesyconymi zaduchem, wreszcie wprowadzono ich do pokoju wyposażonego w łóżko, stół i kilka krzeseł. Kiedy właściciel hotelu odszedł i zostali sami, Grey Owl popatrzył na Dicksona i poprosił go, by usiadł.  On sam stał z ręką opartą o stół, patrząc nieruchomo na ścianę.  Dickson był śmiertelnie zmęczony po pracowitym dniu w biurze i jeździe do Southampton i z powrotem, a przy tym ponury nastrój miejsca przenikał go do głębi.    Marzył o drinku, ale, mając w pamięci utartą opinię, że Indianie nie rozcieńczają whisky, nie chciał proponować alkoholu Greyowi Owlowi.  Pragnął jak najszybciej wrócić do domu.  Pożegnał więc gościa ze sztuczną wesołością, życząc mu dobrej nocy i obiecując, że powróci nazajutrz rano, żeby go zabrać do biura i przedstawić swoim pracownikom.  O 11.00 miała się odbyć konferencja prasowa.  Archie zaledwie spojrzał na niego, kiwnąwszy jedynie z lekka głową.  Gdy następnego ranka Dickson otworzył drzwi jego pokoju, Grey Owl stał dokładnie w tym samym miejscu, w którym go pozostawił.  Twarz miał przeraźliwie bladą, ściągniętą.  Bagaże nie były rozpakowane, łóżko pozostało nietknięte.  Nie odpowiedział na pozdrowienie, tylko powiedział cichym, zduszonym głosem:  “Zabierz mnie stąd, bracie“.  Na propozycję zmiany pensjonatu oświadczył kategorycznie: “ Nie chcę iść do innego hotelu.  Zabiorę się na twoją chatę.  Masz chyba jakiś dom, prawda?“  Zabrał go więc do swojego domku w Chelsea i przyjęto tam niezwykłego przybysza z otwartymi ramionami.

Po przedstawieniu Greya Owla rodzinie, Dickson zawiózł go do wydawnictwa na spotkanie z pracownikami biura i przedstawicielami prasy.

Uśmiechając się kpiąco, reporterzy zadawali Archiemu banalne, niekiedy wręcz bzdurne pytania, zachowując się jak dzieci drażniące z rozmysłem dzikie zwierzę.  Konferencja nie była sukcesem.  Mimo to jednak Grey Owl zdobył dobrą prasę.   Im gniewniej i groźniej spoglądał, tym bardziej wyglądał “indiańsko” i egzotycznie.  Na zdjęciach wyszedł wspaniale i każdego dnia jego podobizny ukazywały się w którymś z londyńskich dzienników, czasem nawet w kilku na raz, i gdy nadszedł czas rozpoczęcia prelekcji w Polytechnic Theatre, widownia była w połowie wypełniona publicznością.  Okazało się, że Archie lepiej niż ktokolwiek inny czytał w angielskich duszach.  Bezbłędnie odgadł instynktowną tęsknotę do spokoju, ciszy i prostoty, którą w dobie kryzysu odczuwali niemal wszyscy.  Tęsknoty do życia pozbawionego komplikacji, jakie niesie ze sobą postęp; codziennego bytowania wolnego od groźby wojny, niedostatku, głodu.   światowa recesja lat trzydziestych osiągnęła punkt kulminacyjny.  Mrocznego horyzontu nie rozjaśniał żaden promień nadziei.  Jego słowa były skierowane do wszystkich, którzy walczyli o przetrwanie w rozchybotanym, chwiejącym się we wszystkie strony świecie.  Nie przynosił remedium na nękające społeczeństwo bolączki, ale wlewał w serca otuchę.  Przemówiwszy do przybyłych, zawarł wszystko w paru krótkich zdaniach: “Jesteście zmęczeni latami cywilizacji.  Przychodzę wam ofiarować… Zielony liść.“  Od chwili, gdy pojęli sens jego słów, nie było już kłopotów z wypełnieniem czasu i sali.  Zalała go powódź powszechnego entuzjazmu i zewsząd rozlegały się głosy, domagające się jego dalszych wystąpień.

Szs1Z początku czuł się na scenie swobodnie tylko w bezpiecznej ciemności, podczas wyświetlania filmów, które komentował stojąc z boku.  Później, w miarę jak zyskiwał pewność siebie, ujawnił się jego wrodzony zmysł humoru i prelekcjom towarzyszyły regularnie rozlegające się na sali wybuchy śmiechu.  Po tygodniu czuł się na scenie tak, jak gdyby gawędził z gośćmi przy ognisku, u siebie w Ajawaan.  “Kiedy stałem na podium, nie musiałem zastanawiać się, o czym mówić.  Po prostu mówiłem o życiu i o zwierzętach, które znałem od zawsze.  Byłem tylko ustami; mówiła Natura.“  – powiedział potem.

Natura istotnie przemawiała, i to do wielkich tłumów.  Z początku  widownia była zazwyczaj wypełniona w połowie, ale wieści rozchodziły się szybko i już pod koniec pierwszego tygodnia musiano wezwać policjantów do utrzymywania porządku w kolejkach.  Ludzie przybywali zewsząd falami; rolls-royce`ami z Mayfair, metrem i autobusami z przedmieści.  Sala teatralna była zarezerwowana na dwa tygodnie, ale ponieważ sława Greya Owla rosła z dnia na dzień i wieści o jego prelekcjach rozchodziły się lotem błyskawicy po całym kraju, kolejne dni jego pobytu wypełniły wystąpienia w wielkich aglomeracjach poza Londynem, od Edynburga na północy po Bournemouth na południu.  Powrót do stolicy był jednak konieczny, więc zarezerwowali teatr na następne 4 tygodnie i przedłużyli pobyt Archiego na styczeń i luty.   Miał te dwa miesiące spędzić na prowincji.  Wszędzie, gdzie się pojawił, gromadziły się ogromne, entuzjastycznie nastawione tłumy.  W ciągu 4 miesięcy wygłosił ponad 200 prelekcji i wysłuchało ich bez mała ćwierć miliona osób.  Przybył do Anglii z niewielkim plecakiem i bagażem podręcznym, a po zakończeniu tournee odjechał z kufrem i ośmioma walizami, z których sześć wypełniały prezenty od wielbicieli dla niego, Anahareo i małej Dawn.

„Nie sądzę, by komukolwiek udało się sprecyzować, na czym polegała jego nieodparta siła przyciągania.” – pisze Dickson. “Wszelako jedno jest pewne – wszyscy czuli się lepszymi i szlachetniejszymi, popierając jego ideę.“  Był on w istocie prekursorem protestów, które w 30 lat później przybrały masowe rozmiary, uświadamiając ludzkości, do czego prowadzi niekontrolowane korzystanie ze zdobyczy postępu, bez zastanawiania się nad ceną.  Przed słuchaczami, żyjącymi wśród dymiących kominów fabrycznych i betonu, wielkich sklepów i zakładów przemysłowych, które zatruwały powietrze miast, zgiełku i szarzyzny, roztaczał wizję świata odległych lasów, błękitnych jezior, zielonych wzgórz i czystego nieba, gdzie zwierzęta biegają wolno, a ludzie nie żyją w ciągłym strachu przed utratą pracy.  Posiadał przy tym zdolności aktorskie i odpowiadał publiczności tym samym, czym ona witała jego słowa, wzbudzając gorący aplauz wśród europejskich tłumów.  Mówił o swoim kraju – Kanadzie.  Kanadzie czystej, leżącej poza betonowymi ścianami, takiej, jaką znali z historii i legend – bezkresnej puszczy, wartkich strumieniach biegnących ku potężnym rzekom świętego Wawrzyńca, MacKenzie, i Kolumbii, ludziach mocujących się z siłami natury, żeby wywalczyć byt dla siebie i zwierzętach obficie zamieszkujących pierwotną głuszę.  Był poetą wskrzeszającym sny o wieku niewinności – minionych latach, gdy ziemia nie nosiła jeszcze jarzma, które nałożył jej  człowiek w pogoni za bogactwem, czyniąc słabszych swoimi niewolnikami i składając niezliczone ofiary na ołtarzu boga mamony.  Oni tęsknili do ucieczki od ciążących nad nimi plag – zagrożenia wojenną zawieruchą, bezrobocia, nędzy, on rozpościerał przed nimi wizję szczęśliwego, zielonego edenu.

Pieniądze interesowały Archiego zawsze o tyle, o ile zapewniały mu możliwość dalszego realizowania jego zamiarów i przedsięwzięć.  Kiedy Betty Somervell, jedna z głównych organizatorów jego prelekcji, wręczyła mu przed odjazdem czek na sumę będącą jego udziałem w zyskach ze sprzedaży biletów, zbladł ze wzruszenia.  Był teraz – wedle własnej oceny – bogatym człowiekiem, zwłaszcza, że do dochodu z prelekcji doszedł zysk z “Pielgrzymów  Puszczy“, których wydanie wznowiono do tego czasu aż pięciokrotnie. Sprzedawano około 5 tysięcy egzemplarzy tej książki miesięcznie, a „Przygody Sajo“, wydane w 1935 r. były wznawiane czterokrotnie i cieszyły się także ogromnym popytem.  Podpisano również kontrakty na tłumaczenia jego dzieł we wszystkich prawie głównych językach europejskich.  Nie będąc przyzwyczajonym do dużych pieniędzy, w pierwszym odruchu chciał wszystko oddać potrzebującym.  Później wszakże otrzeźwiał i, za radą burmistrza Woodsa, sporządził testament, dając zarządowi banku upoważnienie do zajęcia się zgromadzonym przez siebie kapitałem.  Sam zaś odsunął się od wszystkiego i z powrotem pogrążył w marzeniach.

SZS4Jego planem na lato 1936 było dokończenie  “Tales of an Empty Cabin”. Jesienią  1937 r. chciał powrócić do Anglii na kolejne tournee, mające towarzyszyć wydaniu nowej książki.  Wiele miast w całej Wielkiej Brytanii, zawiedzionych, że nie był w stanie ich odwiedzić w czasie pierwszej wizyty, domagało się jego powtórnego przyjazdu.  Istniał też ku temu inny jeszcze, ważny powód, a mianowicie zainteresowanie osobą Greya Owla na dworze królewskim.  Archie nie przywiązywał do tego specjalnie wagi, lecz dla Dicksona miało to wielkie znaczenie i skłoniło go do żarliwego namawiania Archiego do przyjęcia kolejnego zaproszenia.

W czasie, gdy Archie powrócił z Anglii, Shirley Dawn przebywała w szpitalu na zapalenie płuc.  Kiedy wyzdrowiała, pojechał natychmiast do “Beaver Lodge”.  Po spędzonej samotnie nad Ajawaan zimie Anahareo nie spieszyła się z powrotem do domu i wraz z Dawn spędziły lato w Waskesiu.  Do września nie widywała się z Archiem prawie wcale.  We wrześniu 1936 Betty Somervell, towarzysząca małżonkowi w podróży do Stanów Zjednoczonych, postanowiła skorzystać z okazji i wybrać się nad Ajawaan, aby spędzić kilka dni z Greyem Owlem i Pony.  Niechcący stała się ona świadkiem ich rozstania.

“Nie wiem, kiedy się to zaczęło” – napisała Pony w “Devil in Deerskins” – “ale Archie i ja odeszliśmy od siebie daleko.   Myślę, że on uzmysłowił to sobie na długo przede mną, bo pamiętam, jak kilka razy, kiedy planowałam wyjazd, powiedział:  ”Jedynym sposobem, żeby cię zatrzymać, jest pozwolić ci odejść.“

Przez pewien czas łudzili się jeszcze jeszcze nadzieją, że nie jest za późno, próbując odnaleźć to, co ich niegdyś łączyło, jednakże Archiego pochłaniało pisanie “Tales of an Empty Cabin”, więc, poza krótkimi przerwami, był nieustannie zajęty.  Po dwóch miesiącach wiedziała już na pewno, że nie będzie w stanie spędzić życia w Ajawaan.  Zanim odjechała na zawsze, powiedziała mu, jak to zawsze czyniła, aby dał jej natychmiast znać, gdyby kiedykolwiek jej potrzebował.  Odrzekł na to:  “Dzięki, Mała, bardzo to sobie cenię.  I pamiętaj – nie zapomnę o tobie w swoim testamencie.”  Gdy żachnęła się na te słowa i prosiła, żeby przestał tak mówić, odparł:  “Dlaczego? – Nie będę żył wiecznie.”

Po raz ostatni opuściła “Beaver Lodge” 15 listopada 1936 r..  Nie zobaczyła go już nigdy więcej.

Anahareo była 18 lat młodsza, w 1936 r. dobiegała dopiero trzydziestki.  W czasach, kiedy wspólnie stawiali czoła przeciwnościom i dzielili wszystko, żadne trudności nie miały znaczenia. Teraz jednak Archie był nieustannie zajęty.  Kiedy nie pracował nad książką, odpowiadał na stosy listów od wielbicieli, planował nakręcenie kolejnego filmu, albo wysyłał telegramy w sprawie serii następnych prelekcji w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.  Czuła się usunięta poza nawias jego życia.  Być może nie czułaby się tak, gdyby było jej dane przeczytać list, który napisał do Hugh’a Eayrs’a jeszcze przed opublikowaniem “Pielgrzymów Puszczy”:

“Żaden cień nie może paść między nas teraz, gdy mamy za sobą wspólnie przeżyte, pełne trosk, a przecież wspaniałe dni, kiedy każde z nas dawało z siebie wszystko, kiedy byliśmy jednością w cierpieniach, istotami tak sobie bliskimi, że to, co sprawiało ból jednemu, raniło drugie jeszcze mocniej, kiedy dzieliliśmy skąpe zapasy między naszą czwórkę i jedli niemal z jednego talerza. Takie rzeczy nie mogą nigdy ulec zapomnieniu…”

Wkrótce potem, Hugh Eayrs napisał do Dicksona list, informujący o odejściu Anahareo, nie najlepszym samopoczuciu Greya Owla i…jego zamiarze poślubienia Indianki Yvonne Perrier, zwanej Srebrny Księżyc.  Dickson wpadł w lekką panikę i odpowiedział natychmiast: “Twoje nowiny o jego zamiarach matrymonialnych są…  Nie wiem, jak to określić – śmieszne, gorszące, zdumiewające…  Trzeba byłoby znać tę panią, żeby wybrać trafny przymiotnik.  NIE  PODAMY  DO WIADOMOŚCI w Anglii, że zawarł on nowe małżeństwo – jeżeli zostało ono zawarte – bo Anahareo jest dla angielskiej publiczności bohaterką w takim samym stopniu jak Grey Owl.”

Zorganizowanie drugiego przyjazdu Greya Owla do Anglii było koniecznością nie tylko ze względu na liczne głosy domagające się tego, lecz również ze względu na zapewnienie mu środków finansowych do nakręcenia w zimie następnego filmu.  Tymczasem echa jego wielkiego sukcesu w Wielkiej Brytanii dotarły do wybrzeży Ameryki i Colston Leigh, przedstawiciel amerykański, zaaranżował dla niego serię wykładów.  Miały się one rozpocząć w styczniu, tuż po zakończeniu wizyty Archiego w Anglii.  Czy ktokolwiek mógł wytrzymać 6 miesięcy takiego życia bez przerwy, a zwłaszcza ktoś przyzwyczajony do ciszy i samotności lasów?

“Tales of an Empty Cabin” zostały wydane w październiku 1936 r. Pod pewnymi względami jest to najlepsza książka Greya Owla, ponieważ rysuje on w niej różnorakie postacie ludzkie i zwierzęce, które zawsze stanowiły przedmiot jego najzabawniejszych anegdot.  Opisy te pełne są ciepłego, subtelnie ironicznego humoru i stanowią one przeciwwagę jego surowej retoryki.  Treść „Opowieści pustej chaty” oscyluje głównie wokół młodzieńczych wspomnień Archiego związanych z potężną rzeką Mississagi, brygadą strażników leśnych, z którymi ją przemierzał i przeżytych z nimi doświadczeń, zaś bohaterami końcowych rozdziałów są mieszkańcy “Beaver Lodge” oraz wszystkie „wielkie i małe stworzenia” mieszkające wokół nich.

SzS3Drugie tournee było sukcesem większym nawet niż pierwsze, ale nie towarzyszyła mu beztroska, wesoła atmosfera.  Nastrój radosnego podniecenia ulotnił się bezpowrotnie, choć nie było ku temu żadnej konkretnej przyczyny.  Nowa pani Grey Owl, której indiańskie imię brzmiało nieco pretensjonalnie Srebrny Księżyc, okazała się miłą, ładną, cichą i zaradną dziewczyną.  Zdawała się umieć doskonale postępować z Greyem Owlem i roztaczała nad nim należytą opiekę.  Prócz niej, towarzyszył mu także “odkryty” przez Dicksona młody człowiek, Kenneth Conibear, Kanadyjczyk studiujący w Anglii, syn agenta Zatoki Hudsona na Dalekiej Północy, który wiedział o północy równie dużo, co Grey Owl i miał na uniwersytecie zapewnioną błyskotliwą karierę.  Wszystko zatem powinno układać się jak najlepiej i bezsprzecznie tak było; było jednak coś, co niepokoiło sumienie Dicksona.  Czuł się teraz bardziej  jak teatralny impresario, aniżeli wydawca lansujący autora, którego misją było głoszenie zepsutemu, bezwzględnemu światu odwiecznych, podstawowych prawd.

“Tales of an Empty Cabin“ zostały przez niego dedykowane “wszystkim ludziom północnych kresów, zarówno białym jak Indianom, oraz każdemu, kto przeczyta te opowieści o mieszkańcach głuszy z sympatią i zrozumieniem, a zwłaszcza tym z nich, których dusza tęskni do wolności szerokiej drogi, lecz powstrzymywani przez nieubłagane zrządzenia losu mogą poznawać cuda puszczy tylko za pośrednictwem kart tej książki.“  Książka była rozchwytywana, a słowa jej autora spotykały się z nieustannie rosnącym aplauzem.

Gwoździem programu drugiego tournee miała być od dawna oczekiwana prelekcja w pałacu Buckingham.  Grey Owl i Dickson udali się tam sami.  Towarzyszył im tylko operator filmowy.  Vincent Masey, przewodniczący Komisji Rządowej, który został mianowany dyplomatycznym nadzorcą ich wystąpienia, okazywał objawy zdenerwowania, najwidoczniej obawiając się, co będzie, jeśli Grey Owl załamie się, zaniemówi z tremy lub, co gorsza, pod wpływem nerwowego napięcia popełni niewybaczalną gafę, albo wykaże brak delikatności i w którejś z opowiadanych przez siebie historii powie coś, czego powiedzieć nie powinien.  Spotkanie zorganizowano przede wszystkim dla dwóch księżniczek – Elizabeth (obecnej królowej, Elżbiety II) i Margaret Rose, lecz sława Greya Owla była tak wielka, że na sali zjawiła się cała rodzina królewska w osobach króla, królowej, królowej Mary i jej rodziców, zaś kilka rzędów wypełnili sekretarze, damy dworu i członkowie królewskiej świty.

Zgodnie z dworską etykietą, Mr. Massey zaczął przybyłym gościom udzielać uroczystych instrukcji:  Wszyscy, z Greyem Owlem włącznie, powinni wcześniej znaleźć się na wyznaczonych im zawczasu miejscach, po czym dwóch odźwiernych miało otworzyć wielkie drzwi sali projekcyjnej, którymi miał wkroczyć król ze swoją rodziną.  Wszyscy powinni wówczas powstać, a następnie, gdy rodzina królewska i pozostali zgromadzeni zasiądą na swoich miejscach, Grey Owl miał podejść do miejsca, gdzie umieszczono ekran, i wygłosić słowo wstępne.  Kiedy jednak Vincent Massey cierpliwie i z namaszczeniem przedstawił całość procedury, Grey Owl jej nie zaakceptował.  Chciał, by rodzina królewska i wszyscy inni zasiedli wcześniej na swoich miejscach, zaś przez otwarte przez lokai podwoje wkroczy on – Grey Owl.

SzS8Była to propozycja ze wszech miar bezczelna i urągająca wszelkiej przyzwoitości.  Mr. Massey najpierw oniemiał ze zgorszenia, a potem z jego ust posypała się seria tłumaczeń i perswazji.  Wygłaszał je zduszonym, syczącym głosem, ponieważ drugi rząd był już wypełniony zaproszonymi pałacowymi urzędnikami, a nikt, z wyjątkiem Archiego, nie chciał, by kłótnia przybrała na sile i stała się publiczną.  Zbulwersowany dworski majordomus prosił, błagał i perswadował, lecz Archie pozostał niewzruszony.  Ma być tak, jak powiedział, albo prelekcja nie odbędzie się w ogóle.  Dickson widział, że Grey Owl był w jednym z tych nastrojów, kiedy ślepy upór jest w istocie przykrywką wewnętrznego napięcia.   Po kilku minutach Massey zrozumiał to także i dał za wygraną.  Tak więc władca Zjednoczonego Królestwa siedział wśród swoich poddanych, gdy wielkie drzwi otwarto na oścież i stanęła w nich dramatyczna postać w irchowym stroju – „ambasador północnej puszczy” – Grey Owl.  W geście pozdrowienia uniósł w górę prawą rękę i, zwracając się bezpośrednio do króla, wyrzekł słowa: “How, Kola! “(Witaj, Królu!).  Moje imię brzmi Wa Sha Quon Asin – Ten, Który Chadza Nocą – Szara Sowa.  Następnie wygłosił kolejnych kilka słów w narzeczu odżibue, po czym opuścił rękę, mówiąc: „W przekładzie na angielski znaczy to: “Przybywam w pokoju, Bracie.”  Na twarzy króla rozlał się uśmiech.  Monarcha skinął lekko głową na znak, że zrozumiał posłanie, a Grey Owl podszedł do podium, z którego miał przemawiać. Jak doświadczony aktor, szukał wzrokiem najprzychylniej nastawionych do niego słuchaczy i natychmiast ich odnalazł.  Utkwił spojrzenie w miejscu, gdzie siedziały dwie młode księżniczki, i od tej chwili przez cały czas zwracał się wyłącznie do nich.  Wykład był jednym z najlepszych, jakie wygłosił do tej pory.  Mówił ze swadą, snuł barwne opowieści bogato ilustrowane opisami, a następnie wyświetlił filmy.  Zamierzał na tym zakończyć i przystąpił właśnie do podsumowania, gdy księżniczka Elżbieta poderwała się z krzesła, wołając: “Och, mów dalej, proszę!“  Rzuciwszy Dicksonowi triumfalne spojrzenie, kontynuował jeszcze przez około 10 minut.  Później król podszedł do niego w towarzystwie córek i nawiązał z nim przyjacielską rozmowę.  Wypytywał głównie o bobry, przejawiając żywe zainteresowanie sprawą ich ochrony w obliczu zagrożenia całkowitym wytępieniem.  Podziwiał Greya Owla, który bardziej niż kiedykolwiek przedtem wyglądał na Indianina, za którego pragnął uchodzić -  surowego, nieprzeniknionego, dumnego syna zamorskich rubieży.  Jego strój – kurtka i spodnie z łosiowej skóry ozdobione frędzlami, pas wyszyty paciorkami wampum,  nóż w pochwie u boku, mokasyny i aparycja – długie, ciemne włosy spięte jednym piórem – wszystko to stanowiło rażący kontrast w zestawieniu z wypielęgnowaną, elegancką postacią brytyjskiego monarchy o rudawych włosach charakterystycznych dla książąt Windsoru, w garniturze i lśniących półbutach na nogach.  Sala projekcyjna jaśniała, jak gdyby ozdobiono ją tysiącami klejnotów.  Złudzenie to powodował żyrandol z kryształowych pryzmatów i podobne lampy, stojące na bocznych stołach.  Wśród tkanin dominował jedwab.  Z niego uszyte były suknie dam, zwisające z okien kotary i klosze lamp.  Woskowane podłogi, przepych, mieniące się kolorami wykwintne stroje i wystrój wnętrza, refleksy jarzących się blaskiem kryształów i szmer cichych, dystyngowanych głosów wypełniający komnatę….  Jakże daleko było stąd do “Beaver Lodge“ i Jelly maszerującej z naręczem patyków i błota.  Mimo to Grey Owl nie wydawał się onieśmielony.  Opuszczając gmach, położył dłoń na ramieniu króla i rzekł do monarchy: “Do widzenia, Bracie. Do zobaczenia.“

SzS6Od października do 19 grudnia wygłosił 140 prelekcji.  Nie odmówił przyjęcia żadnego zaproszenia i nigdy nie spóźnił się na spotkanie z publicznością.  Nadwyrężyło to jego zdrowie.  W nocy sypiał często zaledwie godzinę lub dwie, nadrabiając brak snu krótkimi drzemkami.  Przeraźliwie schudł i zdradzał oznaki całkowitego wyczerpania.  Przed odjazdem powiedział Dicksonowi, że nigdy więcej nie powróci do Anglii i że w następnym roku nakręci film o zimie w rejonie Mississagi.  Mówiąc o swoich planach, namawiał go usilnie do przyjazdu, obiecując, że pokaże mu okolice.  “Zgodziłem się“ – pisze Dickson – „ale miałem wewnętrzne przeczucie, iż nigdy do tego nie dojdzie.  Tkwiło we mnie irracjonalne przekonanie, że nie zobaczymy się już nigdy więcej i Grey Owl musiał to również przeczuwać, bo chociaż ostatniego wieczoru przed jego wyjazdem mówiliśmy o wspólnej przyszłości, rozmawialiśmy ze sobą tak, jak rozmawia się z umierającym przyjacielem, wiedząc, że wkrótce odejdzie na zawsze.“

Po wyjeździe z Anglii Grey Owl rozpoczął cykl wykładów w Ameryce.  Stan jego zdrowia nie był dobry, ale wykłady w USA były kolejnym sukcesem.  Odwiedził uniwersytet w Kolumbii i Harvard, po czym podróżował na wschód i zachód, aby wywiązać się ze wszystkich umów.  Jednakże, ze względu na odległości w kraju tak rozległym jak Stany, prelekcje nie mogły odbywać się dwa razy dziennie.  Bezczynnie spędzane w wielkomiejskich hotelach dni działały na niego zabójczo.  Ponownie zaczął popadać w depresję, szukać ucieczki w alkoholu i niekiedy stawał się agresywny.  Ostatnią prelekcję przed powrotem do Saskatchewan miał wygłosić w Massey Hall w Toronto 26 marca.  Tuż przed nią powiedział do jednego z przyjaciół: “ Miesiąc dłużej czegoś takiego takiego zabije mnie.“  Czuł się osaczony, uwięziony w potrzasku powszechnej popularności i tęsknił do ucieczki.“ Jeśli mam pozostać wierny wewnętrznemu głosowi, muszę wrócić do swojej chaty w Saskatchewan i spokojnie pomyśleć.“ – napisał w artykule pt. „My Mission to My Country” opublikowanym w magazynie “Forest and Outdoors “ w lutym 1938 roku.  Kiedy Colston Leigh zaproponował mu podpisanie trzyletniego kontraktu na wykłady w Stanach Zjednoczonych każdej zimy, zdecydowanie odmówił.  Po ostatnim wykładzie spakował się błyskawicznie, pojechał prosto na stację i wsiadł do pociągu jadącego na zachód. W czasie podróży towarzysząca mu nowa żona, Silver Moon, ciężko zachorowała i kiedy dotarli do Prince Albert, musiała pojechać z powrotem do Reginy, aby natychmiast poddać się operacji.  Gdy tylko zyskał pewność, że jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo, bezzwłocznie wyruszył w dalszą drogę, nie mogąc doczekać się spotkania z córeczką, powrotu do domu i zobaczenia znowu Jelly Roll i Rawhide`a.

Lód na jeziorze Kingsmere w Prince Albert National Park był wciąż jeszcze gruby, więc pracownik parku przewiózł go rządową ciężarówką na drugi brzeg i tam pozostawił.  Resztę drogi przebył pieszo na rakietach śnieżnych.  Nie było to łatwe, zwłaszcza przy jego nadwyrężonym zdrowiu, i wysiłek ten bardzo go wyczerpał.   W “Beaver Lodge“ zastał wszystko w najlepszym porządku.  Mer Wood zatrudnił na całą zimę pracownika, aby sprawował pieczę nad całym domostwem i bobrami.  Mieszkał on w chacie, więc była ogrzana i nie brakowało w niej zaopatrzenia.  Podczas krótkiej wizyty Archiego w Prince Albert po jego powrocie ze Stanów, pan Wood prosił go, żeby w żadnym wypadku nie odsyłał pracownika przynajmniej przez najbliższe 2 tygodnie.  Archie kiwnął głową, lecz niczego nie obiecał.  Chciał być w domu sam i już  nazajutrz rano powiedział chłopcu, że może wrócić do miasta.  W drodze powrotnej do Prince Albert młodzieniec wstąpił do domku strażnika nad Kingsmere Lake i wspomniał, że Grey Owl go odesłał.  Następnego ranka strażnik znad Kingsmere odwiedził „Beaver Lodge”, aby sprawdzić, jak miewa się Grey Owl.  Miewał się dobrze i był – jak powiedział – bardzo szczęśliwy, że jest z powrotem u siebie.  Kolejnego dnia jednak zatelefonował do biura Parku w Waskesiu i zawiadomił, że czuje się chory.  Przekazano tę wiadomość merowi Wood, a ten natychmiast polecił strażnikowi udać się nad Ajawaan, zabrać Greya Owla i przywieźć go do szpitala w Prince Albert.

Ekipa ratownicza z chorym Archiem dotarła do Prince Albert o jedenastej wieczorem w niedzielę.  Przez pierwszą dobę jego stan nie wzbudzał większych obaw, ale później zaczął gorączkować.  We wtorek o północy stracił przytomność i, nie odzyskawszy jej, zmarł w środę, 13 kwietnia o godzinie 8.00 rano.  Zrobione tuż po jego zgonie prześwietlenie nie wykazało nic, co mogłoby spowodować śmierć; stwierdzono jedynie niewielkie podrażnienie płuc.  Jej przyczyną było najprawdopodobniej ogólne wycieńczenie i osłabienie organizmu, spotęgowane radością z osiągnięcia celu.  Dokonał wszystkiego, czego pragnął dokonać.  Zrealizował swoje plany i urzeczywistnił marzenia. Wypełnił misję.  Może zrodziło się w jego podświadomości poczucie, że dotarł do kresu szlaku, a serce odczytało to jako sygnał do zatrzymania się?  Zbiegiem okoliczności, sugerują to w pewnym sensie jego własne, napisane parę lat wcześniej słowa – ostatnie zdania epilogu “Pielgrzymów puszczy”: “Wszystkie życzenia spełniły się z nawiązką.   Minął nieustanny lęk przed ręką wandala.  Życie natury kwitnie w całym bogactwie swej różnorodności.  Stworzenia, uchodzące za płochliwe i nieufne, przechadzają się teraz niemal w zasięgu ręki, a niekiedy przystają obok i patrzą.  Ptaki, malutkie i duże zwierzęta – wszystkie wielkie i małe istoty skupiają się wokół tego miejsca i odwiedzają je, przychodząc i odchodząc swoją drogą, kiedy chcą…  śmierć spada czasem, bo musi, a w jej miejsce rodzi się życie.  Natura żyje, nieprzerwanie kroczy naprzód, wszystkim rządzi i wszystkich dookoła obdziela w ustalonym przez siebie, właściwym porządku.  Blizny po dawnych pożogach goją się z wolna, pnie wysokich drzew grubieją.  Osiedla bobrów zapełniają się znowu.  Cykl trwa.  Pielgrzymka dobiegła końca.”

SZS5Metamorfoza Archiego Belaneya była stopniowa, lecz nieustannie postępująca. W 1925 roku stał się z wyglądu i zachowania w stu procentach tym, za kogo się podawał – człowiekiem mieszanego pochodzenia, który utrzymywał się z traperstwa, żył prymitywnie, zachowywał arogancko, nie stronił od butelki, wszczynał burdy i cieszył reputacją typa spod ciemnej gwiazdy.  We wczesnej młodości wymyślił romantyczną historyjkę o matce z plemienia Apaczów i swoim urodzeniu w indiańskiej wiosce w Meksyku.  Wkrótce potem zaczął o tym napomykać przy każdej sposobności i rozmyślnie kaleczyć angielski.  Później dodał do tego opowiastkę o tym, jak wzięli go do siebie Odżibuejowie, zajęli się jego wychowaniem i uczynili z niego mężczyznę.  Zmienił imię, obyczaje, sposób mówienia, i w końcu przeistoczenie było tak kompletne, że nawet w rodzinnym Hastings, do którego przybył w 1935 roku, aby wygłosić prelekcję, nikt go nie rozpoznał.  W lokalnej prasie napisano z dumą, że sławny Grey Owl zaszczycił miasto swoją obecnością, nadmieniając przy tym, iż odwiedził je po raz pierwszy w życiu.  Bezsprzecznie była to maskarada i oszustwo, lecz należy Archiemu oddać sprawiedliwość – w swej indiańskiej postaci do końca pozostał wierny wyznaczonemu samemu sobie posłannictwu i zdziałał wiele dobrego.  Dlatego też nie tylko odpuszczono mu jego liczne przewinienia, ale przeszedł do historii jako postać niezwykle pozytywna.

Decydujący głos w apologii Greya Owla miał artykuł, który ukazał się 21 kwietnia 1938 roku w „Liverpool Daily Post”: “Czy w końcu parantela ma jakiekolwiek znaczenie?” – napisał jego autor.  „Najistotniejszych faktów, dotyczących jego (Greya Owla) życia nie można kwestionować, bo jako konserwator przyrody z ramienia rządu Kanady oraz wykładowca i prelegent w Wielkiej Brytanii, działał niestrudzenie na rzecz ochrony natury.  Dzięki temu, a zwłaszcza wysiłkom w kierunku roztoczenia opieki nad koloniami bobrów w  Kanadzie, zyskał sobie zaszczytne miano „ambasadora puszczy”.  Nazywanie kogoś, kto poświęcił swoje najlepsze lata realizacji takich celów oszustem, tylko dlatego, że okazał się on Anglikiem, a nie czerwonoskórym Indianinem, jest wysoce niesprawiedliwe.  Ci, którzy czytali książki Greya Owla lub słyszeli jego prelekcje, nie mogą wątpić w jego szczerość, a wyniki jego pracy mówią same za siebie… “  30 kwietnia w podobnym tonie napisał o Archiem „Shooting Times”, podsumowując swój osąd krótkim stwierdzeniem: „Nie był, powiadają, prawdziwym Indianinem.  To co?”

2 grudnia 1939 roku Anahareo wyszła powtórnie zamąż za szwedzkiego hrabiego, Erica Moltke Huitfelda.  W 1940 r. napisała książkę „My Life with Grey Owl”, będącą niejako relacją z lat spędzonych u boku Greya Owla.  Później poświęciła się wychowaniu Shirley Dawn i dwojga dzieci z drugiego małżeństwa.  Nadal też udzielała się czynnie na polu ochrony przyrody i aktywnie uczestniczyła w działaniach na rzecz praw zwierząt.  Druga z dwóch napisanych przez nią książek, „Devil in Deerskins”, która ukazała się na półkach księgarskich w 1972 r., stała się narodowym bestsellerem.  W 1983 r. przyznano jej zaszczytne odznaczenie Order of Canada.  Ponieważ w tym czasie stan jej zdrowia pogorszył się znacznie, ówczesny gubernator generalny, Ed Schreyer, pojechał do Kamloops, aby wręczyć je Anahareo osobiście.

Zbiegiem okoliczności, córka Archiego i Anahareo, Shirley Dawn, zmarła w 1984 r. w Hastings w Anglii, podczas odwiedzin w rodzinnym domu swego ojca, dokąd wybrała się w poszukiwaniu śladów z jego wczesnej młodości.  Przyczyną jej śmierci była astma, której nabawiła się wskutek przebytego w dzieciństwie zapalenia płuc.  W dwa lata później, w 1986 r., zmarła Anahareo.  W Kanadzie, którą Archie uczynił swoją ojczyzną z wyboru, pamięć o nim nigdy nie wygasła, zwłaszcza w Ontario, w którym spędził wiek młodzieńczy, oraz w Saskatchewan, gdzie mieszkał, pracował i tworzył przez ostatnie 7 lat swego życia.   Mówiło się o nim jednak stosunkowo niewiele.  Zainteresowanie jego osobą odżyło gwałtownie w latach 90., kiedy podjęto zamiar nakręcenia filmu o nim.

szs ArchietablicaW Hastings, rodzinnym mieście Szarej Sowy, także został on doceniony, chociaż poniekąd wyrzekł się go, wykreślając je ze swego życiorysu.  W lokalnym muzeum zgromadzono pamiątki po nim, miejsca związane z jego osobą uznano za historyczne, zaś 8 czerwca 1997 r. burmistrz miasta dokonał uroczystego odsłonięcia tablicy na domu przy 32 James Rd., gdzie Archie przyszedł na świat.  Podobne tablice umieszczono również na domu przy 36 St. Mary’s Terrace, w którym mieszkał od 1895 r. do chwili wyjazdu do Kanady, oraz w Hastings Country Park.  Dodatkową przyczyną ponownego zainteresowania postacią Szarej Sowy  i przychylnego nastawienia do niego są obecne obawy o stan środowiska naturalnego i zabiegi o jego ochronę.  Skłania to do spojrzenia na kontrowersyjnego Greya Owla łaskawszym okiem i popatrzenia jego oczami na fascynujący świat natury.

Elżbieta Szlachetka

KONIEC

Początek serii: TUTAJ.