Światło – kamera – przyszłość!

Innowacje Series sier 11, 2016 at 1:19 pm

Aparat analogowy. Rolka filmu, trzydzieści sześć klatek. Tylko wybrane kadry, najpiękniejsze pejzaże.  Łomot serca przed zakładem fotograficznym. Czy wyszły? Czy aby nie prześwietlone? Dziś oszczędność w fotografii to przeżytek. Przywozimy z wakacji setki zdjęć i godziny nakręconego filmu. Technologia obrazu poszła do przodu tak dalece, że aparat i kamerę można odłożyć do lamusa. iPhone daje radę.

Zaczynaliśmy od biało-czarnych zdjęć i krótkich, niemych filmów. Po stu dwudziestu latach historii kina zasiadamy przed ekranem w okularach 3D lub w zestawach słuchawkowych wirtualnej rzeczywistości VR (virtual reality headset), które dostarczają nam znacznie większych, niezwykle wciągających wrażeń, pozwalają odizolować się od innych widzów, głębiej przeżywać akcję. Normą stają się obrazy nagrywane kamerą 360°, zaawansowane animacje komputerowe, projekcje laserowe i supernowoczesne technologie dźwięku. Uneasy_iPhone-660x440
W Toronto największą nowością tego lata ma być pierwsze w Kanadzie kino czwartego wymiaru 4Dx, którego otwarcie zapowiadane jest szumnie w mediach od połowy kwietnia. Filmu już nie będziemy oglądać – w filmie będziemy w pewnym sensie uczestniczyć. Wiatr, deszcz, mgła, burze czy śnieżyce, specjalistyczne oświetlenie, zapachy oraz ruszające się w odpowiednich, zsynchronizowanych z toczącą się na ekranie akcją, sekwencjach fotele mają przenieść nas na zupełnie nowy poziom odbierania filmowej rzeczywistości. Technologia została wymyślona w Korei Południowej i wprowadzona w 2009, wraz z premierowym pokazem Avatara. Jest już znana widzom w Azji (m.in. w Chinach, Malezji, Tajlandii, Japonii, a nawet w Indiach), w Peru i Brazylii, w Izraelu, Rosji, a od niedawna także w Nowym Jorku. U nas pojawić się ma lada dzień w Cineplex przy Younge i Dundas. cptA0tHI9Co
Do niedawna kina 4D, 5D a nawet i 7D (operują w kilku polskich miastach) były wyłącznie domeną wesołych miasteczek i miejsc stricte rozrywkowych. Ich namiastkę poznać można w Vancouver (Akwarium w Stanley Park) czy w Niagara Falls (film „Niagara’s Fury” to jedna z turystycznych atrakcji tematycznych). Filmom wyświetlanym w takich miejscach jest oczywiście bardzo daleko do prawdziwych filmowych produkcji; to zazwyczaj proste, kilkunastominutowe etiudy, w których chodzi o jak największe nasilenie emocji i bodźców.
Technologia gwarantuje także nieograniczony dostęp do kontentu video. Platformy takie jak Netflix, torrenty (darmowe pliki video i audio), szereg stron internetowych, na których bezpłatnie oglądać można filmy i seriale oraz wszelkie urządzenia mobilne – laptopy, smartfony, iPhony i iPady – powodują, że do kina chodzimy coraz rzadziej. Nowości oglądamy we własnym fotelu, z lampką wina, często (nie do końca legalnie, ale cóż, takie czasy) za darmo. George Lucas, reżyser „Gwiezdnych Wojen”, przewiduje, że w przyszłości bilet na kinowy seans będzie kosztował tyle, co bilety na spektakle wystawiane na Broadway’u czy mecze footballu – minimum sto, sto pięćdziesiąt dolarów. Przyszłość to kino, w którym ciężko będzie zdefiniować granicę między rzeczywistością, a filmową akcją. Być może aktorów zastąpią nasze własne avatary, Toshiba, Nintendo lub Sony osiągną sukces w swoich staraniach wyeliminowania głupawych okularów wciąż jeszcze koniecznych w percepcji obrazu 3D, a przygody przeżywać będziemy w holodekach (takich jak w Star Trek!) – pomieszczeniach umożliwiających kreowanie symulowanej rzeczywistości na podstawie wprowadzonych uprzednio danych komputerowych. 2 image
Poważną rewolucję przechodzi też sam proces powstawania filmów. Smartfon urósł do rangi idealnego narzędzia produkcji filmów niskobudżetowych. Zapewnia dyskrecję, jest łatwy w obsłudze, posiada szeroką gamę oprogramowania, a modele takie jak iPhone6 mają wbudowane wysokiej jakości kamery. Czynniki te spowodowały, że smartfon jest w przemyśle filmowym narzędziem bardziej wiodącym niżeli tylko eksperymentalnym. Dobrym przykładem może być tu film Seana Baker’a Tangerine, szeroko oklaskiwany i nagrodzony w 2015 na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fabularnych Sundance, który powstał przy pomocy dwóch iPhonów 5s, aplikacji FiLMiC Pro i dodatkowego obiektywu (anamorphic adapter lense) wartości 160$. Smartfon łatwo zainstalować na dronie, dzięki czemu, do niedawna bardzo kosztowne, kręcone z helikoptera, zdjęcia „z lotu ptaka” można uzyskać znacznie mniejszym nakładem finansowym. Odpadają też opłaty za wynajęcie (często używanego na planach filmowych) wysięgnika – wystarczy przyczepić smartfon do teleskopowo wysuwanego kija malarskiego, jaki za grosze nabyć można w sklepach typu Home Depot. Kojarzycie internetowy program Łukasza Jakóbiaka „20m2 Łukasza” dostępny na YouTube? Kolejny dowód na to, że do zrobienia dobrego wywiadu wcale nie jest potrzebne telewizyjne studio i profesjonalne kamery – wystarczy kawalerka, dwa iPhony i duży zasób inteligencji u prowadzącego. Wiele scen w oscarowym dokumencie „Searching for Sugar Man”, czy amerykańskim dramacie „About Ray” z Naomi Watts i Susan Sarandon także powstało przy pomocy smartfonów. iOgrapher-iPhone-6-Filmmaking-Case-4
Kina nie uśmiercił ani telewizor, ani piractwo, ani bezduszne, chrupiące popcornem multipleksy. Kinematografia, żeby się utrzymać, być może nie będzie musiała jednak wychodzić znacznie dalej niż kina 4D. Nawet jeśli ewoluuje w stronę parków rozrywki, kompleksowego, złożonego z wielu warstw doświadczenia, to wciąż nowatorskie technologie sprawdzać się będą bardziej w przypadku Xmenów, Batmana i Iron Mana niż w filmach Almodovara czy Woody Allena.

Kaja Cyganik