Wielki Brat patrzy

Innowacje wrze 20, 2016 at 3:52 pm

Myślisz, że jesteś anonimowy? Że nikt nic nie wie o twoim prywatnym życiu, zainteresowaniach i potrzebach? Błąd. Jeżeli używasz telefonu komórkowego, Facebooka, Twittera czy wyszukiwarek internetowych, każdy twój krok jest bacznie obserwowany, analizowany i wykorzystywany przez wielkie korporacje. A jeśli zajdzie potrzeba – także przez policję i wewnętrzne organy śledcze. 

Kto nas podsłuchuje? Prof. Kelli Burns z Uniwersytetu Południowej Florydy dowiodła, że Facebook wykorzystuje mikrofon w smartfonach do profilowania reklam. Trzymając telefon w dłoni wypowiedziała na głos życzenie  – chciałabym pojechać na safari do Afryki. Wspaniale byłoby przejechać sawannę jednym z Jeepów. Chwilę później na jej fejsbukowej „ścianie” wyświetliła się reklama agencji turystycznej, oferującej wycieczkę na afrykańskie safari, a kolejna dotyczyła samochodów terenowych. Chociaż Facebook zastrzega, że aplikacja nie wykorzystuje mikrofonu, aby w jakikolwiek sposób przekazywać dane osobom trzecim do celów reklamowych, trudno uwierzyć w zbieg okoliczności. Dostęp do mikrofonu można Facebook’owi zablokować w ustawieniach telefonu, wymaga to jednak pewnej wiedzy i cierpliwości. Sporo danych oddajemy też dobrowolnie i zupełnie za darmo, rozwiązując wszelakie quizy – jaki kolor do ciebie pasuje, w którym kraju powinieneś zamieszkać, jakim zwierzęciem jesteś… kilka minut durnej rozrywki i już twój adres e-mail, numer telefonu, adres, wiek, poglądy i zainteresowania wędrują do bazy danych aplikacji. Podobnie jest, gdy przez konto Facebook logujesz się na inną stronę (chociażby TripAdvisor) – tu automatycznie zgadzasz się na wgląd we własne dane osobowe.

facebook-atlas-no-facebook-privacyO ile taka permanentna inwigilacja może się wielu z nas nie podobać, o tyle coraz częściej informacje umieszczane w globalnej sieci ułatwiają kryminalne śledztwa i codzienną pracę policji. Christopher Schneider, profesor socjologii uniwersytetu w Manitobie potwierdza, że publiczne bezpieczeństwo niedalekiej przyszłości leży w dostępie do danych osobowych, a nie w coraz bardziej zaawansowanej technologicznie broni czy dronach skanujących ulice miast. Policjant przyszłości nie będzie zimnym, pełnym dystansu służbistą; wyjdzie do ludzi, wejdzie w interakcje poprzez media społecznościowe, zrozumie, że otwarta współpraca z małymi społecznościami może szybko zwiększyć efektywność jego pracy. W wielu miastach USA, a także w Vancouver czy Toronto, współpraca między stróżami prawa, a obywatelami sięga znacznie dalej niż tradycyjny telefon na 911. Policja na przykład używa specjalistycznego oprogramowania, dzięki któremu szczegółowo przeczesuje treści Twittera, zbierając dowody w sprawach dotyczących nękania, nadużyć, hejtu i gróźb coraz skuteczniej zachwaszczających internet. Konsultant policyjny do spraw technologii Ritesh Kotak w zeszłym roku opracował nową aplikację dla urządzeń mobilnych, która ułatwia cyfrową komunikację obywateli z lokalną policją. Toronto Police Service Mobile App można pobrać dla telefonów Android i iPhones. Aplikacja wysyła automatyczne zawiadomienia, jeśli w naszej okolicy zdarzył się jakiś incydent (np. strzelanina), pozwala na spersonalizowany kontakt z naszym „dzielnicowym” policjantem (poprzez email czy media społecznościowe),  umożliwia raportowanie on-line przypadków łamania prawa. Dzięki pomysłom Kotaka torontońska policja, jako jedna z pierwszych na świecie, weszła na zupełnie nowy poziom komunikacji – jeśli chcemy zaufania mieszkańców GTA i ich współpracy, musimy zacząć komunikować się w sposób, w jaki robi to współczesny świat. Pięć ostatnich lat to ogromna rewolucja, podczas której przeszliśmy do gazet i telefonów do wszelkich platform komunikacji wirtualnej. Wszyscy na tym zyskują, tak policja, jak i obywatele. Możemy dzielić się wiedzą, a wiedza to potęga. Ważnym elementem nowej formy kooperacji jest też fakt, że ludzie, dzięki nowej aplikacji, czują się istotną częścią społeczeństwa.

social_media_launch_1_torontoPozyskiwanie danych przez policję ma także w niedalekiej przyszłości pomóc w przewidywaniu zdarzeń, a co za tym idzie – zapobiegać  zbrodniom, rozbojom i kradzieżom. Program komputerowy tego typu jest już używany przez policję w Los Angeles. PredPol analizuje czas, miejsca i rodzaje przestępstw dla wyrysowania potencjalnych granic, gdzie prawo najczęściej bywa łamane. Zwiększona czujność i ilość patroli pozwala zapobiegać bezprawiu. Podobny, pilotażowy software pozwalający na przewidywanie pogwałceń prawa, wprowadzono w lutym w Vancouver. Oprogramowanie funkcjonuje w oparciu o archiwalne dane zbrodni od 2001 roku, bierze także pod uwagę sześćdziesiąt innych czynników, jak np.: średni dochód  gospodarstw domowych danego rejonu, zagęszczenie ruchu drogowego, nagromadzenie niedozwolonego graffiti czy czynniki pogodowe. Obecnie program pozwala na ok. 70-cio procentowy stopień dokładności przewidywań. Idea wciąż jest bardzo nowa i świeża, nie bez powodu wzbudza obawy w społeczeństwie – całkiem możliwe, że policja będzie miała w przyszłości pełen dostęp do takich informacji jak nasza lokalizacja, historia zakupów on-line (bo może akurat ktoś kupuje chemikalia potrzebne do zbudowania bomby lub produkcji metamfetaminy), rezerwacji lotniczych czy, nawet przeznaczonych tylko dla naszych znajomych, postów na Facebook.  Inwazja w prywatność czy wyższy cel, jakim jest publiczne bezpieczeństwo?  Nasze dane, wiedza i informacje, którymi się dzielimy to waluta przyszłości. Chrońmy je, na ile możemy, dzielmy się świadomie i mądrze.

Kaja Cyganik

image