Teatr swój widzę ogromny

Notatnik kulturalny Polacy w Kanadzie Series wrze 26, 2016 at 8:33 pm

DSC_7401 - Copy
Z wykształcenia jest rolnikiem, w pewnym momencie życia postanowił jednak z sielskich, szerokich pól przenieść się na niwę artystyczną. Czy praca z amatorskim teatrem polonijnym jest orką na ugorze? Janusz Dybel, który od szesnastu lat prowadzi  przy Polskim Centrum Kultury JP II Teatr  „Centrum”, zaprasza za kulisy.

Teatr zawsze leżał gdzieś w kręgu jego zainteresowań, szczególnie blisko – działający w latach 1945-1986 krakowski Teatr Kolejarza przy Bocheńskiej 5, w którym wystawiano farsy, wodewile i operetki.  Miał tam nawet zagrać w jakiejś sztuce, ale los stanął na drodze, jak to często ma w swoim zwyczaju. Więcej tego teatru było w marzeniach niż w rzeczywistości.  Kiedy pytam go, jak to marzenie w końcu dogonił, twierdzi, że przez przypadek. Po emigracji do Kanady zajął się ślusarstwem. Czas biegł, aż w końcu, w 2000 roku,  na scenie Polskiego Centrum Kultury JPII przez dziwny zbieg okoliczności, Janusz zagrał rolę jednego z Trzech Króli w Jasełkach, reżyserowanych przez Jana Dąbala. Kiedy opadła kurtyna i widzowie rozeszli się do domów, przyszedł czas na refleksję.  Pomyślał – kurczę, jak bym to chyba zrobił inaczej. Wróciła ze wzmożoną siłą tęsknota za sceną, kurzącymi się na półkach dekoracjami, szeptem suflera i tą tremą, która zawsze towarzyszy premierowych spektaklom. Na fali entuzjazmu trzydziestoosobowej ekipy aktorów-amatorów biorących udział w bożonarodzeniowym spektaklu, powstał teatrzyk dla dzieci Słoneczko. Janusz pomógł przy inscenizacji „Czerwonego Kapturka”.  Ze Słoneczka wyodrębniła się Biedronka, dla której wyreżyserował „Kopciuszka”. Teatry działały potem jeszcze kilka lat. Dziś teatrzyku dla dzieci nie ma. Są iPady. wojna_z_babami

Po dwóch bajkach przyszedł czas na sztukę dla dorosłej publiczności. Janusz do dziś trzyma w szufladzie maszynopisy sztuk, które dostał od dawnych kolegów z Kolejarza. „Krowoderskie Zuchy”, od których zaczęła się, dziś niemal szesnastoletnia, działalność Teatru Centrum, w Krakowie grane były z ogromnym powodzeniem, podobnie jak „Czar Mundury” czy „Jadzia Wdowa”.  Sam (amatorski przecież) Teatr Kolejarza był ewenementem w skali kraju. Tylko tu można było usłyszeć krakowską gwarę, nikt po nim nie podjął  się też wystawiania repertuaru krakowskich przedmieść.  Maszynopis trafił do komputera, wydruk w ręce dwudziestu dwóch zaangażowanych w przedsięwzięcie aktorów. W reżyserii  pierwszej sztuki pomógł Krzysztof Jaworski, drugą część – „Wojnę z babami” – Janusz reżyserował już sam. Sztukę w całości można obejrzeć na YouTube. W 2012 odbyła się premiera komedii „Wicek i Wacek, czyli jakoś to będzie”, w sumie spektakl zagrano czterokrotnie. Dziś zrzeszeni w Teatrze Centrum miłośnicy Melpomene i Tali, w dwóch podgrupach spotykają się na próbach we wtorki, środy i czwartki, ćwicząc dwie różne sztuki – wspomniany „Czar Munduru” Stefana Turskiego oraz „Grube Ryby” Michała Bałuckiego. Zadanie arcytrudne, nie ze względu na brak chęci, a z powodów czasowych i organizacyjnych.  Janusz, który wierzył, że na emeryturze wreszcie poświęci się cały sztuce, ma mnóstwo obowiązków przy wnukach. Aktorzy wykradają kolejne godziny prób z puli czasu przeznaczonego dla rodziny, bo przecież każdy ma dom, pracę i tony spraw na głowie. Kiedy rozmawiamy w pustej garderobie, przed próbą, jedna z aktorek dzwoni, że niestety się spóźni, bo coś jej wypadło u dziecka w szkole. I tak jest za każdym razem.  W „Grubych Rybach” gra dziewięć osób, w „Czarze munduru” pięć, a i tak niełatwo wszystkich skrzyknąć na próby. W teatrze amatorskim obecność całej ekipy jest niezbędna, między aktorami musi istnieć interakcja, prawdziwy dialog. Amator nie zagra do pustej przestrzeni, wyobrażając sobie rozmówcę. Tekstu uczy się na próbie. Warsztat i interpretacja, koordynacja  i swoboda ruchowa, dykcja czy muzykalność czasem kuleją, więc i te braki uzupełnia się na bieżąco. W wodewilach kluczową rolę grają głosy śpiewające, a o trudno. Trzeba zadbać i reklamę, zorganizować widownię. Czasami Janusz zastanawia się, czy to wszystko na pewno ma sens, dopada go zniechęcenie, ale jego ludzie nie odpuszczają. Scena jest wyzwaniem, przygodą, próbą samego siebie. W niektóre sztuki angażują się całe rodziny. Scenografię i kostiumy od lat przygotowują Jurek Wodka i Renata Król-Wodka. Wszystko funkcjonuje na mocnym fundamencie potrzeby wspólnego tworzenia i przeżywania. Adrenalina podczas spektaklu, a potem satysfakcja w kuluarach po zejściu ze sceny, rekompensują chwile znużenia i stresu. Na pytanie o marzenia i plany Januszowe oblicze rozświetla się ciepłem i nadzieją – kusi mnie ”Królowa Przedmieścia”, jeśli znajdę śpiewających aktorów, chyba bym jeszcze chciał to wystawić. Premiera obu spektakli, nad którymi grupa Janusza Dybla pracuje obecnie, planowana jest na początek przyszłego roku. Choć imprez jest dużo, przyjeżdża masa artystów z Polski, warto wpisać w prywatny kalendarz kulturalny spektakle Teatru Centrum. Bo warto wspierać lokalne inicjatywy, komedie omyłek są ponadczasowe, a śmiechu nigdy dość!

Kaja Cyganik

wojna_z_babami_dybel1

wojna_z_babami1