Człowiek z marmuru

Polacy w Kanadzie Series Zapiski emigracyjne paźd 21, 2016 at 3:39 pm

Lizon Wladyslaw-webUrodził się  Nowym Sączu, dorastał nieopodal, w malowniczej wsi nad Dunajcem. Z okna rodzinnego domu widział łagodny grzbiet Przehyby. Po studiach na Krakowskiej AGH został inżynierem górnictwa, pracował w węglu, w okręgu Jastrzębsko-Rybnickim. Do głowy by mu nie przyszła wtedy ani Kanada, ani tym bardziej – kanadyjska polityka. Władysław Lizoń jest pierwszym  (urodzonym i wychowanym w Polsce) rodakiem, który zasiadł w loży Izby Gmin i decydował o losach nowej ojczyzny.

Przedsiębiorstwo Robót Górniczych Jastrzębie budowało nowe kopalnie i rozbudowywało już istniejące. Przy kolejnym projekcie rozbudowy Władysława zastał rok 80’, Solidarność, a chwilę potem – stan wojenny. Jako jedyny z kadry inżynieryjnej poszedł na strajk z robotnikami, za co spotkały go potem nieprzyjemności na tyle poważne, że spakował co miał, i wrócił w rodzinne strony. Zatrudnienie znalazł w sądeckich kamieniołomach, gdzie pozyskiwano piaskowiec. W 85’, gdy zaczęto na powrót wydawać paszporty, wyjechał na wizytę do rodziny w USA. Miało być tylko na chwilę, ale, jak to często bywa – życie zdecydowało inaczej. Dostał pracę w granitach i marmurach, związaną z wyposażeniem wnętrz, pracodawca sponsorował go na pobyt stały, rozmawiając z prawnikami, próbował przyśpieszyć procedury emigracyjne, aby jak najszybciej sprowadzić rodzinę– te jednak wydawały się ciągnąć w nieskończoność, więc kupił bilet na ostatni rejs Batorego przez Atlantyk i postanowił wracać na ojcowiznę. Nigdy nie wszedł na pokład. W międzyczasie, trochę przypadkiem, dowiedział się o programie emigracyjnym do Kanady. Złożył aplikację, po sześciu miesiącach dostał papiery, równie szybko udało się załatwić formalności dla jego rodziny. Kanada stała się nową rzeczywistością.

Został przy marmurach – przez lata, jako manager produkcji, prowadził dużą firmę, potem założył własne przedsiębiorstwo, sprowadzał maszyny i ciężki sprzęt, zajmował się serwisowaniem i konsultingiem. Jak trafił na polityczne szlaki, które zaprowadziły go w progi kanadyjskiego parlamentu? Wszystkiemu przysłużyła się tradycja. „Tam gdzie się wychowałem, i na południu Polski generalnie, istniała bardzo głęboko zakorzeniona tradycja pracy społecznej. Ludzie robili dla siebie nawzajem różne rzeczy, angażowali się bezinteresownie, liderem zazwyczaj był ksiądz – w tym dorastałem, byłem przyzwyczajony do tej pozytywistycznej pracy u podstaw” – wspomina Władysław. Naturalną koleją rzeczy włączył się w prace społeczne w środowisku kanadyjskim, zaangażował się w działalność zarządu prowadzącego klub tenisowy, pracował z grupą dziecięcą, organizował turnieje dla młodzieży. Ku własnemu zaskoczeniu, zamiast znanej Polakom krytyki, spotykał się z uznaniem i wdzięcznością, a to zawsze dodaje skrzydeł i energii do dalszej pracy. Włączył się  więc w działalność polskich organizacji – Związku Polaków w Kanadzie, Wawel Villa oraz Centrum Kultury JPII. Został pierwszym prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręgu Mississauga, potem już piastował funkcję prezesa KPK na całą Kanadę. Kolejne doświadczenia, poznani ludzie, kontakty z kanadyjskimi politykami, duża zachęta ze strony Polonii, a także nabyta wiedza i osiągnięcia organizacji (w czasach prezesury Władysława Lizonia m.in. zniesiono wizy turystyczne dla Polaków podróżujących do Kanady i sfinalizowano umowę programu wymiany młodzieży pomiędzy oboma krajami) skłoniły go do wzięcia udziału w wyborach parlamentarnych. Udało się za pierwszym razem. „Jestem dumny, że byłem posłem, że środowisko polonijne mi w tym pomogło. Pokazaliśmy siłę głosu i to buduje, bo jeśli jako grupa etniczna jesteśmy silni i solidarni, możemy więcej zdziałać, a w perspektywie – bardziej pomóc Polsce. Wielu z nas, emigrantów, pomimo tego, że wyjechało wiele lat temu, wciąż ma bardzo mocne, emocjonalne więzi z ojczystym krajem. Nie ma w tym absolutnie nic złego, ale musimy pamiętać, że mieszkając tutaj, budując przyszłość naszych dzieci i wnuków, musimy uważnie obserwować co się dzieje, w jakim kierunku zmierza kanadyjska polityka, mieć wpływ, trzymać pieczę, decydować, zabierać głos  i nie zapominać o tych problemach, które są tutejszą, naszą jakby nie było, codziennością” – opowiada.

Rozmawiamy dużo o polityce, bo Władysław Lizoń jest najlepszym źródłem wiedzy w tym temacie – był, widział, przeżył, sam doświadczył. Z jego opowieści wyłania się obraz systemu o wysokim poziomie kultury i społecznej sprawiedliwości.  Obowiązki posła to przede wszystkim długie godziny żmudnej pracy, szczególnie w dniach, kiedy parlament obraduje, ale także codzienne zadania i projekty we własnym okręgu. Kanadyjski poseł ma także zdecydowanie więcej bezpośredniego kontaktu z wyborcami i mniej ulg, niż poseł w polskim sejmie. „Ciekawostką jest kwestia immunitetu poselskiego – w Kanadzie nie działa to tak, jak w Polsce. Poseł, w momencie, w którym opuszcza salę obrad, staje się normalnym obywatelem, niemającym żadnych dodatkowych ulg czy osłon. Za to, co mówi na sali obrad, oczywiście w granicach pewnej przyzwoitości, nie można go pociągnąć do odpowiedzialności. Trzeba jednak pamiętać, że jakiekolwiek wypowiedzi rozdrażniające są traktowane jako nieparlamentarne i trzeba za nie przepraszać. Speaker( Marszałek Izby), niezwykle szanowana, najważniejsza postać w Izbie Gmin, który czuwa nad przebiegiem debaty, może nawet ukarać niekulturalnego posła wykluczając go z kolejnych obrad przez nieudzielenie głosu, nawet i do końca trwania kadencji. Polscy parlamentarzyści powinni się uczyć od kanadyjskich polityków kultury wypowiedzi”. Władysław Lizoń przyznaje, że czas jego kadencji w rządzie Harpera nauczył go przede wszystkim cierpliwości, bo osobowość ma zadaniową, dynamiczną, a w parlamencie wszystkie procedury zajmują mnóstwo czasu. Poznał też cały proces legislacyjny, wie jak działa parlament, lepiej orientuje się w kulisach polityki. Z innymi posłami, nawet tymi z opozycji, spotykał się na różnych imprezach, otwarcie rozmawiali, grali razem w piłkę – to utwierdziło go w przekonaniu, że różnice w poglądach politycznych wcale nie muszą, a nawet nie powinny, dzielić nas w prywatnym życiu. Ważnym osiągnięciem w jego karierze poselskiej był projekt ustanowienia dnia 2 kwietnia Dniem Jana Pawła II w Kanadzie. W parlamencie kanadyjskim każdy poseł ma prawo złożenia dowolnej ilości projektów ustaw,  jednak niewiele z nich ma szansę przejść przez wszystkie czytania i instancje. Kolejność rozpatrywania projektów ustalana jest drogą losowania. Inicjatywa Władysława Lizonia uplasowała się na 74.pozycji, a to pozwoliło jej zaistnieć  w debacie pod koniec drugiego roku rządowej kadencji. W Senacie projekt spotkał się z ogromną opozycją liberalnych senatorów,  ale dzięki poparciu premiera i partyjnych kolegów ostatecznie się udało. Od 2 kwietnia 2015 Kanada jest jedynym krajem na świecie, który ustawowo poświęcił jeden dzień w roku pamięci naszego największego rodaka.

Czym zajmuje się obecnie? Władysław Lizoń nadal jest aktywny w partii, tak na szczeblu prowincjonalnym, jak federalnym, śledzi bieżące wydarzenia, bo w maju przyszłego roku konserwatyści będą wybierali nowego lidera swojego ugrupowania; działa w organizacjach polonijnych, chętnie pomaga, wrócił też, w lekko zmienionej formie, do własnego biznesu. Hołduje zasadzie, że od życia należy oczekiwać tyle, ile samemu jest się w stanie wypracować. Z nieba nic mu nigdy nie spadło. Głęboko wierzy, że ciężką pracą i uporem można dojść do wszystkiego, czego się pragnie. Sam jest tego najlepszym przykładem.

Kaja Cyganik